We wtorek giełdowe byki usiłowały zrobić to, co nie udało się dzień wcześniej: zdobyć poziom 20.000 punktów na średniej przemysłowej Dow Jonesa (DJIA). I prawie to się udało. Ale „prawie” robi jednak znaczącą różnicę.


Obserwując media finansowe można odnieść wrażenie, że liczba 20.000 stała się obsesją inwestorów, maklerów i analityków. I chyba każdy z nich chciałby wreszcie zobaczyć okrągłe 20.000 punktów na liczniku Dow Jonesa. I to najlepiej jeszcze przed Bożym Narodzeniem.
Właściwie to trudno ekscytacji Amerykanów się dziwić. Dwójka i cztery zera na najstarszym giełdowym indeksie świata przez całe dekady jawiła się jako totalna abstrakcja. Coś w stylu korowego jednorożca, przy którym wszystkie „czarne łabędzie” wyglądają prostacko pospolicie.
Dziś sny o tym pięciocyfrowym zwierzęciu były bardzo bliskie materializacji. W pierwszych minutach handlu ceny akcji ruszyły ostro w górę i po pół godzinie handlu DJIA dotarł na wysokość 19.987,63 punktów. To oczywiście historyczny rekord i tak dalej, ale to wciąż niedobór tylko (i aż) 13 pkt. Na zamknięciu sesji do 20.000 pkt. zabrakło nieco ponad 25 pkt.
Znaleźliśmy się w sytuacji, gdy wszystkie preteksty przestały być nie istotne. Od wyborów prezydenckich w USA kapitał szerokim strumieniem przepływa z rynku długu na rynek akcji. Przez nieco ponad miesiąc DJIA urósł o 9%, a S&P500 o 6%. Oficjalnie z powodu nadziei związanych z prezydentem Donaldem Trumpem, który obiecał niższe podatki, deregulację i mniej biurokracji.
Nagle zapomniano o zapowiedziach deportacji milionów nielegalnych emigrantów (czyli taniej siły roboczej) i wojny celnej z Chinami. Nikt też nie przejmuje się, że amerykańskie akcje są już ekstremalnie drogie. Nawet ulubiony wskaźnik inwestorów z Wall Street – relacja indeksu S&P500 do przypadających nań oczekiwanych zysków spółek za następne cztery kwartały – przekracza 17 i jest wyższa niż w szczycie hossy w 2007 roku.
Mało kto pamięta też, że wyczekiwanie na okrągłe poziomy Dow Jonesa bywa zdradliwe. Ostatnia taka psychologiczna bariera – 10.000 punktów – pękła w marcu 1999 roku. Było to na kilka miesięcy przed końcem bańki internetowej. Ceny akcji rosły wtedy do końca roku, aby później spadać przez prawie trzy lata. W przypadku DJIA łącznie o 39%.
























































