Do 1230 ofiar śmiertelnych wzrósł dotychczasowy bilans amerykańsko-izraelskich ataków na Iran, trwających od 28 lutego - podała w czwartek irańska państwowa agencja prasowa Tasnim. Dzień wcześniej państwowe media przekazały, że od początku wojny w tym państwie zginęło 1045 osób.


Nie wyjaśniono, czy dane te odnoszą się wyłącznie do cywilów, czy również do wojskowych.
Z kolei według HRANA (Amerykańskiej Agencji Informacyjnej Aktywistów Praw Człowieka), od rozpoczęcia wojny do środy o godz. 17 w Nowym Jorku (godz. 23 w Warszawie) łączna liczba zgłoszonych ofiar śmiertelnych wśród cywilów wyniosła 1114, w tym 183 dzieci, w większości poniżej dziesiątego roku życia. Podkreślono, że organizacja analizuje kolejnych 926 zgłoszeń o zgonach i osobach rannych.
28 lutego w godzinach porannych Izrael i USA rozpoczęły naloty na cele w Iranie. Teheran w odpowiedzi zaatakował Izrael i kilka państw Zatoki Perskiej, uderzając zarówno w położone tam amerykańskie bazy wojskowe, jak też w obiekty cywilne.
"Testament" Chameneiego. Chaos, strach i decentralizacja irańskiej armii
Mimo śmierci ajatollaha Chameneiego i dekapitacji dowództwa, Iran konsekwentnie wdraża plan wywołania globalnego chaosu. Poprzez ataki na infrastrukturę energetyczną w Zatoce Perskiej oraz paraliż strategicznych szlaków handlowych, Teheran rzuca wyzwanie Zachodowi, dążąc do zdestabilizowania światowej gospodarki. A nowa strategia decentralizacji armii sprawia, że irańska machina wojenna staje się trudniejsza do zatrzymania niż kiedykolwiek wcześniej.
ek/ rtt/









































