20 lat temu inflacja w Polsce osięgnęła rekordowy poziom 1395 proc.

14.03. Warszawa (PAP) - 20 lat temu inflacja w Polsce osięgnęła rekordowy poziom 1395 proc. Udało się ją ograniczyć m.in. dzięki rygorystycznemu stosowaniu tzw. popiwku. Najwyższa w historii inflacja miała miejsce w lipcu 1944 r. na Węgrzech, gdzie co 15,6 godziny ceny rosły o 100 proc.

Były minister finansów w rządzie Hanny Suchockiej, prof. Jerzy Osiatyński wskazuje kilka przyczyn hiperinflacji w Polsce w 1990 r. "Zasoby gotówki, którymi dysponowały zarówno gospodarstwa domowe jak i przedsiębiorstwa były dużo wyższe niż podaż dóbr konsumpcyjnych, inwestycyjnych i zaopatrzeniowych" - uważa profesor.

Dodał, że kolejnym czynnikiem wzrostu cen była ich liberalizacja, w sytuacji gdy nie zaczęło jeszcze działać ograniczenie wzrostu płac. Osiatyński wskazał także, że w gospodarce przeważały struktury monopolistyczne, a wpływ konkurencji na ceny był ograniczony. "Ponadto kurs złotego do walut został określony na bardzo niskim poziomie, wobec czego dewaluacja działała bardzo silnie na podrożenie importu" - powiedział Osiatyński.

Jego zdaniem, inflację udało się ograniczyć przede wszystkim dzięki bardzo niskiej indeksacji płac i surowym stosowaniu tzw. popiwku - kar za podnoszenie płac powyżej indeksacji. "W obliczu rosnących cen i wolniejszego wzrostu płac pusty pieniądz był z rynku systematycznie eliminowany" - wyjaśnił prof. Osiatyński.

Inflacja w Polsce w 1990 r., nie była jednak rekordowo wysoka licząc w skali globalnej. Jak wynika z danych amerykańskiego Cato Institute, najwyższy w historii wzrost cen miał miejsce w lipcu 1944 r. na Węgrzech. Codziennie ceny rosły o 195 proc. Oznacza to, że produkty drożały o 100 proc. co 15,6 godziny.

Na drugim miejscu niechlubnej statystyki znalazło się Zimbabwe. W połowie listopada 2008 r. dzienna inflacja sięgnęła 98 proc. Oznacza to, że codziennie wszystko było dwa razy droższe niż poprzedniego dnia. W efekcie mieszkańcy Zimbabwe przestali używać lokalnego dolara, zastępując go głównie dolarem amerykańskim. W styczniu 2009 r. rząd zalegalizował te działania dopuszczając do obrotu także inne zagraniczne waluty, co doprowadziło do spadku cen. W grudniu 2009 r. w gospodarce Zimbabwe zanotowano deflację na poziomie 7,7 proc., a w styczniu 2010 r. na poziomie 4,7 proc.

Na trzecim miejscu "inflacyjnej" statystyki jest była Jugosławia, która w styczniu 1994 r. zanotowała dzienną inflację na poziomie 64,6 proc.

Zgodnie z tzw. centralną ścieżką inflacji zawartą w lutowym raporcie o inflacji opublikowanym przez NBP, w 2010 r. inflacja w Polsce ma wynieść 1,8 proc., w 2011 r. - 2,4 proc., a w 2012 r. - 3,5 proc. (PAP)

mmu/ drag/ dym/

Źródło: PAP

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
3 1 ~drwal

Rząd pod pretekstem transformacji ustrojowej zmanipulował społeczeństwo i spowodował chwilową tak wysoką inflacę.

! Odpowiedz
0 3 ~obywatel

Należy pamiętać, że inflacja oprócz wzrostu cen powoduje również wzrost stóp procentowych dla kredytów , w tym kredytów hipotecznych, co przy naszym kulawym rynku pracy i niskich płacach oznacza spadek konsumpcji, niewypłacalność i bankructwa. Wysoka inflacja w latach 90-tych, w Polsce, kiedy oprocentowanie kredytów skoczyło z okolic 10 % do nawet 70 % w skali roku, niemożność obsługi zadłużenia spowodowała upadek wielu firm wtedy państwowych i gwałtowny wzrost bezrobocia, spadek wpływów do budżetu państwa, załamanie systemu emerytalnego i poważnie podkopało system opieki zdrowotnej. Teraz podaż wszelakich towarów i usług jest wystarczająca a ceny surowców są podbijane w celu osiągnięcia zysków spekulacyjnych. Dlaczego więc miałaby nam teraz grozić inflacja, skoro do wzrostu gospodarki niezbędny jest wzrost realnej konsumpcji. Podaż nie rośnie bo nie rośnie konsumpcja, a konsumpcja nie rośnie ponieważ wzrost konsumpcji finansowanej kredytem grozi niewypłacalnością i bankructwem konsumenckim. Moim zdaniem produkcja może rozwijać się i finansować kredytem ale konsumpcja powinna być przede wszystkim finansowana z własnych środków. Sytuacja odwrotna to znaczy produkcja finansowana własnymi środkami a konsumpcja kredytem - to zwykły rozbój. Chyba lepiej wynagrodzenie za pracę dostosować do realnych kosztów utrzymania i zwiększyć konsumpcję realną zamiast dążyć do wyłącznie nominalnego wzrostu gospodarczego generowanego wzrostem cen i wzrostem poziomu zadłużenia przy zmniejszonej konsumpcji realnej i rosnącym bezrobociu.

Pokaż cały komentarz !
Polecane
Najnowsze
Popularne
USD -0,42% 3,8848
2019-11-15

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,6% IX 2019
PKB rdr 4,4% II kw. 2019
Stopa bezrobocia 5,2% VIII 2019
Przeciętne wynagrodzenie 5 084,56 zł IX 2019
Produkcja przemysłowa rdr 5,6% IX 2019

Znajdź profil