REKLAMA
PILNE

IPN udostępnił akta TW "Bolka"

2016-02-22 12:09
publikacja
2016-02-22 12:09

W poniedziałek IPN udostępnił dziennikarzom dokumenty dotyczące agenta SB "Bolka", zabezpieczone w domu Czesława Kiszczaka.

fot. moodboard / / YAY Foto

Pierwszy pakiet akt udostępniono o godz. 12 w czytelni akt IPN przy ul. Kłobuckiej w Warszawie. Są to teczka personalna i teczka pracy z lat 1970-76 TW "Bolek", gdzie znajduje się odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy, podpisane: Lech Wałęsa "Bolek". Są tam też doniesienia "Bolka" oraz notatki funkcjonariuszy SB ze spotkań z nim. Pierwsze doniesienie z teczki pracy TW "Bolek" datowane jest na 4 stycznia 1971 r., a ostatnie - 18 lutego 1976 r. Doniesienia w większości są spisywane przez funkcjonariuszy SB ze słów "Bolka", wiele zapisanych przez nich odręcznie, dlatego nie są łatwe do odczytania.

W aktach jest katalog wypłat dla TW "Bolek" - pierwsza z datą 5 stycznia 1971 r., na kwotę 1000 zł. Są też m.in. odręcznie napisane potwierdzenia odbioru pieniędzy.

Pierwsze pokwitowanie: "Kwituję odbiór tysiąca złotych: 1000 zł od pracownika służby bezpieczeństwa za współpracę i przekazywane informacje. Bolek".

Dopisane na tej samej kartce niżej: "W dniu 5.01.1971 r. na spotkaniu z tw ps "Bolek" wręczyłem mu sumę 1000 zł. jeden tysiąc zł za współpracę i przekazywane informacje (wydarzenia grudniowe)". Podpisane kpt. E Graczyk.

Pod tym pieczątka "Naczelnik Wydziału III K.W.M.O. w Gdańsku" i na niej nieczytelny podpis.

TW "Bolek" przekazał "szereg cennych informacji

W decyzji z czerwca 1976 r. o rozwiązaniu przez SB współpracy z TW "Bolkiem" napisano, że w latach 1970-72 przekazał "szereg cennych informacji dot. destrukcyjnej działalności niektórych pracowników" Stoczni Gdańskiej, ale potem był niechętny współpracy i za krytykę władz stoczni został z niej zwolniony.

Wśród ujawnionych przez IPN dokumentów są: sporządzona 9 czerwca 1976 r. przez kpt. Z. Ratkiewicza charakterystyka TW "Bolek" oraz obszernie ją powielające postanowienie z tego samego dnia o rozwiązaniu współpracy z tym agentem, zatwierdzone pieczątką zastępcy naczelnika wydziału III SB mjr. Czesława Wojtalika.

Stwierdzono w nich, że "Bolek" został pozyskany 29 grudnia 1970 r. "na zasadzie dobrowolności" przez kpt. E.Graczyka z Olsztyna i współpracownik ten pozostawał "na kontakcie" 3 pracowników oraz rezydenta SB ze stoczni.

Jako powód rozwiązania współpracy z TW "Bolkiem" podano jego "niewłaściwe zachowanie się" jako współpracownika mimo kilkakrotnych ostrzeżeń, niechęć do współpracy oraz fakt, że 30 kwietnia 1976 r. został zwolniony z pracy w stoczni za wystąpienia krytykujące jej władze. Odnotowano, że za przekazywane informacje "Bolek" był wynagradzany w sumie kwotą 13 100 zł. "Wynagrodzenie brał bardzo chętnie" - dodano.

"Celem pozyskania (w grudniu 1970 r. - PAP) było rozeznanie działalności kierownictwa Komitetu Strajkowego oraz innych osób wrogo działających po wypadkach grudniowych 1970 r. w Stoczni Gdańskiej. Od roku 1970 do 1972 (Bolek - PAP) przekazał szereg cennych informacji dot. destrukcyjnej działalności niektórych pracowników. Na podstawie otrzymanych materiałów założono kilka spraw. W tym czasie dał się poznać jako jednostka zdyscyplinowana i chętna do współpracy" - czytamy w dokumencie.

Jak dodano, po ustabilizowaniu się sytuacji w stoczni, współpracownik "był wykorzystywany jako jednostka sygnalizacyjna" przez rezydenta, czyli człowieka SB na terenie stoczni o kryptonimie "Madziar".

SB odnotowała, że od tego czasu dało się zauważyć niechęć TW "Bolka" do dalszej współpracy, uzasadnianą brakiem czasu i tym, "że na zakładzie nic się nie dzieje oraz żądaniem zapłaty za przekazywane informacje, które nie stanowiły większej wartości operacyjnej".

Informacje uzyskiwane od informatorów SB weryfikowała przez innych agentów. W dokumencie o rozwiązaniu współpracy napisano, że podczas kontroli informacji od TW "Bolka" stwierdzono, że "niejednokrotnie w pozyskiwanych informacjach przebijała się chęć (przekazania - PAP) własnego poglądu na sprawę, nadając jej (prezentując - PAP) jako opinię środowiskową. Stwierdzono również, że podczas odbywających się zebrań dość często bez uzasadnienia krytykował kierownictwo administracyjne, partyjne i związkowe wydziału" - czytamy.

W dokumencie zaznaczono, że po każdym (publicznym - PAP) wystąpieniu TW "Bolka" SB przeprowadzała z nim rozmowę, "podczas której wytykano mu jego niewłaściwe wystąpienie na zebraniu, pouczano jak ma zachowywać się oraz ostrzegano go, że o ile będzie nadal tak postępował, to zostanie zwolniony z zakładu". "Swoje wystąpienie tłumaczył zawsze tym, że o ile nie będzie zabierał głosu w obronie pracowników, straci całkowicie zaufanie w załodze, dlatego też wystąpienie swoje uważa za słuszne" - napisała SB.

Jak pisze rezydent "Madziar", TW Bolek "w toku rozmowy oświadczył, iż chciał mi zakomunikować, iż zdecydował się odmówić dalszej współpracy".

"Odmowę współpracy wyjaśnił tym, że nie ma on czasu poświęcać na spotkanie się z nami i podawać informacje o swoich kolegach z pracy nie mając z tego żadnego pożytku, to znaczy że my mu za to nie płacimy" - głosi notatka.

"Na zapytanie dlaczego w ogóle przystąpił do współpracy o ile nie chce o swoich kolegach nic mówić obecnie oświadczył, że obawiał się po grudniu represji więc uważał, że lepiej będzie zgodzić się na współpracę. Pomimo przekonywania go do słuszności informowania nas o wrogiej działalności przez niektóre osoby na Stoczni w/w stanowczo stwierdził, że uważa za skończona naszą współpracę" - głosi dokument.

Dalej jest dopisek rezydenta "Madziara": "W toku współpracy ze mną t.w. kilkakrotnie oficjalnie domagał się pieniędzy, gdyż tak był nauczony w pierwszym okresie czasu po werbunku, dostawał co miesiąc po 1000 zł i więcej. Nie podając ciekawych informacji nie dawałem mu pieniędzy gdyż nie było za co. Wobec tego odmówił współpracy. Uważam za wskazane nie prosić w/w, a zaniechać dalsza pracę".

Autor informacji sugeruje też jednak, by na ostatnie spotkanie z TW Bolkiem 30.10.1973 r. udał się z nim kpt. Ratkiewicz, który "zorientuje się w jego ostatecznej decyzji".

Poniżej jest dopisek kpt. Z. Ratkiewicza, że będzie obecny na spotkaniu 30.10.1973 r. i przeprowadzi osobiście "rozmowę z t.w. +Bolek+ na temat podjętej przez niego decyzji o zaniechaniu dalszej współpracy i zdecyduje o jego dalszej przydatności".

"Nadmieniam, że t.w. +Bolek+ w roku 1971 za przekazane informacje otrzymał sumę zł. 9400 natomiast w roku 1972 jedynie 1600 zł, a w 1973 r. nie otrzymał z uwagi że przekazane przez niego informacje nie przedstawiają większej wartości operacyjnej".

W konsekwencji - czytamy w postanowieniu o rozwiązaniu współpracy - "mimo naszych kilkukrotnych ostrzeżeń w dniu 11.01.1976 r. zabierając głos w dyskusji na zebraniu związkowym w sposób szkalujący zarzucił niewłaściwe postępowanie kierownictwa administracyjnego wydziału, partyjnego i związkowego. Za wystąpienie to dyrekcja zakładu stoczni z dniem 30.04 1976 r. zwolniła (go - PAP) z pracy" - czytamy w dokumencie kpt. Ratkiewicza, który zauważa też, że spotkania z TW "Bolkiem" odbywały się "poza LK" (lokalem kontaktowym - PAP).

"W związku z powyższym postanowiono: "Biorąc pod uwagę niewłaściwe zachowanie się t.w. +Bolek+ i to, że został zwolniony ze stoczni, uważam wyeliminować go z czynnej sieci agenturalnej, a posiadaną teczkę personalną i roboczą złożyć do archiwum Wydz. +C+ (archiwum - PAP) tut. Komendy" - głosi postanowienie podpisane przez mjr. Wojtalika. Poniżej jest pieczątka potwierdzająca złożenie akt w archiwum.

W cytowanych fragmentach dokumentów pisownia oryginalna.

Na Kłobucką od rana przybywali dziennikarze chcący opisać dokumenty. Było ich w sumie kilkudziesięciu.

IPN przygotował dla przedstawicieli mediów 40 kopii tych dokumentów. Na sporządzonej przez dziennikarzy i fotoreporterów liście oczekujących wpisało się 39 redakcji - w tym media zagraniczne. Dla czekających przed budynkiem dziennikarzy pracownicy IPN wynieśli gorącą kawę i herbatę. Wewnątrz budynku z dokumentami będzie można zapoznawać się przy 30 stolikach w czytelni oraz dodatkowych 10 - wystawionych na korytarzu. O godz. 12 dziennikarze zaczęli wchodzić do środka.

Prezes IPN Łukasz Kamiński zapowiedział, że w ramach procedur dokumenty będą poddane różnego rodzaju badaniom i weryfikacji, w tym także "ekspertyzom typu grafologicznego". Według opinii eksperta archiwisty dokumenty są autentyczne.

Wałęsa: Zdradziliście mnie, nie ja was

Lech Wałęsa po udostępnieniu przez IPN w poniedziałek dokumentów dotyczących agenta SB "Bolka" zabezpieczonych w domu gen. Czesława Kiszczaka napisał na blogu:

"Tak przegrałem, ale tylko w tym miejscu gdzie prawie wszyscy uwierzyli że jednak jakaś zdradziecka agenturalna współpraca z SB 46 lat temu incydentalnie krótko ale była, i na krótko zostałem złamany. To nieprawda Dziękuję zdradziliście mnie nie ja Was .LW." [pisownia oryginalna]

"Nie może być żadnych materiałów mojego pochodzenia" - zapewnia Wałęsa. Pisał w sieci, że nie współpracował z SB, ale popełnił błąd, dał słowo "sprawcy" i nie może ujawnić prawdy. Wskazał, że jako donosy mogły zostać wykorzystane jego odręczne notatki zarekwirowane podczas rewizji.

"Bolek" miał ujawnić SB, kto w wydarzeniach grudniowych przejął broń

Tajny współpracownik SB "Bolek" miał ujawnić 22 stycznia 1971 r., że elektryk Kozłowski z jego wydziału w stoczni w czasie wydarzeń grudnia 1970 r. w Gdańsku przejął radiowóz MO i broń - głosi "doniesienie" sporządzone przez kpt. Edwarda Graczyka z SB.

W dokumentach ujawnionych w poniedziałek przez IPN są kopie "doniesień" spisywanych na maszynie przez kpt. Graczyka ze słów TW "Bolka". Nie ma na nich żadnego odręcznego podpisu.

"Doniesienie" z 22 stycznia 1971 r. (które miało się odbyć w hotelu "Jantar") dotyczy zebrania z 20 stycznia w hotelu stoczniowym, które zostało uznane za przebiegające "spokojnie" i bez tematów politycznych. W dalszej części pojawia się informacja o spotkaniu elektryka o nazwisku Kozłowski, pracownika stoczniowego wydziału W-4, zamieszkującego w hotelu pokój nr 95.

"W rozmowie z nim dowiedziałem się, że podczas zajść grudniowych przez (właść. przed - PAP) KW PZPR w Gdańsku był on jednym z uczestników, którzy opanowali radiowóz i jeździli nim po ulicach miasta, przez radiowóz ten Kozłowski miał przemawiać. Opowiadał on mi również, że podczas zajść grudniowych zdobył duże jednostki broni krótkiej. Jedną z nich miał rzekomo wyrzucić do kanału, adrugą oddać pracownikowi Wydziału W-4 o imieniu Leszek" - głosi ta informacja.

Dalej kpt. Graczyk napisał, że Kozłowski nadmienił, iż "Leszka nie widział od chwili zajść grudniowych. Zachodzi podejrzenie, że Leszek może już nie pracował na Wydziale W-4 względnie przebywał na urlopie. Kozłowski obiecał mi, że z chwilą spotkania się z Leszkiem zapozna mnie z nim" - czytamy w "doniesieniu".

"Doniesienie" z 4 stycznia 1971 r. (także spisane na maszynie przez kpt. Graczyka i bez żadnych podpisów) dotyczy w większej części opisu sytuacji w Stoczni Gdańskiej, jednak nie zawiera nazwisk pracowników, a jedynie władz stoczni, wobec których Rada Delegatów, a także pracownicy stoczniowi, zgłaszali uwagi i postulaty płacowe oraz co do organizacji pracy.

"W dniu dzisiejszym na terenie Wydziału W-4 dało się odczuć atmosferę, że w zależności od wyników jutrzejszego zebrania może dojść do całkowitego przerw w pracy. Niektórzy pracownicy jak Kacprzak - elektryk i inni, szczególnie młodzi, pytali czy mają przynosić ze sobą jedzenie na ewentualny strajk. Chodziły również słuchy /plotki/, że wydziały K-2 i K-3 również nie pracowały" - czytamy w dokumencie datowanym na 4 stycznia 1971 r.

Na koniec kpt. Graczyk miał sformułować agentowi zadanie: "w dalszym ciągu obserwować nastroje wśród załogi i natychmiast meldować o zamierzonych przerwach w pracy, czy też innych incydentach. Ustalać osoby, które brały udział w podpalaniach, mordach, rabunkach i które posiadają broń". Umówiono się na następne spotkanie nazajutrz, czyli 5 stycznia 1971 r.

W aktach IPN jest też "doniesienie" z tego spotkania, w barze "Jantar". Miało się ono odbyć "z zachowaniem zasad konspiracji". W doniesieniu opatrzonym klauzulą "tajne" kpt. Graczyk odnotował, że agent "Bolek" miał się na nim zachowywać swobodnie i chętnie udzielać informacji.

"Ze względu na częstotliwość odbywania z nim spotkań po zachowaniu widać że do Sł.Bezp. nabrał zaufania. Na spotkaniu wręczyłem mu po raz pierwszy 1.000 złotych /jeden tysiąc/ z zaznaczeniem +za współpracę ze Służbą Bezp. i przekazywanie informacji+. Pieniądze przyjął czętnie (właść. chętnie - PAP) nadmieniając, że ma dwie potrzeby materialne, gdyż żona jego nie pracuje ze względ na małe dziecko. Ponadto wynajmuje pokój sublokatorski za który płaci 800 złoytch. Na zakończenie spotkania zapytałem t.w. czy otoczenie w stoczni, członkowie byłej Rady (Delegatów - PAP) i żona nie są zorientowani o jego kontaktach ze Sł.Bezp. Odpowiedział, że nikt o jego współpracy nie wie z czego bardzo jest zadowolony. Uważa, że zatrzymanie go w areszcie KWMO przyczyniło się do wykluczenia takich podejrzeń i wyrobiło u niego większe zaufanie" - odnotował esbek.

"Doniesienie" z 5 stycznia 1971 r. (także spisane na maszynie przez esbeka i bez podpisu "Bolka") zaczyna się słowami: "zgodnie z otrzymanym zadaniem podaję, że w dniu dzisiejszym o godz. 8.30 ja, Górski, Podhajski i Jarosz jako Rada Delegatów zebraliśmy się w Komitecie Zakładowym PZPR aby z dyrektorem Żaczkiem i sekretarzem zakł. POP (zakładowej Podstawowej Organizacji Partyjnej - PAP) PZPR Pińkowskim omówić sytuację panującą w Stoczni i uzyskać wskazówki od dyrekcji co do dalszej działalności Rady Delegatów". Potem opisuje przebieg tego zebrania - argumenty załogi (bez wymieniania nazwisk) i odpowiedzi kierownictwa.

"Po wyjściu od kierownika wyszedlem na halę dyskutując z poszczególnymi grupami i usiłowałem ich przekonać o konieczności intensywnej pracy i czekania w spokoju na wyjaśnienia odnośnie planowanych zebrań. W tym czasie na hali znajdowało się około 100 ludzi. W początkowej fazie około 75% obecnych nie zgodziło się z takim stanem rzeczy i były nawoływania do rozpoczęcia strajku. Ludzie stwierdzami, że mają dość pustych frazesów i oni zmuszą aby dyrekcja załatwiła ich postulaty. Do osób tych zaliczali się jako najbardziej aktywnymi Lenarczyk-członek Rady Wydziału oraz gruby ślusarz/nazwisko jego i innych osób najbardziej sprzeciwiających się propozycjami dyrekcji oraz moim argumentem podam w następnym meldunku" - czytamy w tym "doniesieniu".

W ubiegły wtorek w mieszkaniu Marii Kiszczak został zabezpieczony przez prokuratora IPN "szereg dokumentów, których wstępna analiza wskazuje, że podlegają przekazaniu do zasobu archiwalnego IPN". Czynności podjęto w ramach wszczętego w 2015 r. śledztwa ws. ukrycia przez osobę nieuprawnioną dokumentów podlegających przekazaniu IPN. Przepisy karne ustawy o IPN przewidują karę od 6 miesięcy do 8 lat więzienia dla tego, kto "będąc w posiadaniu dokumentów podlegających przekazaniu Instytutowi, uchyla się od ich przekazania, utrudnia przekazanie lub je udaremnia". Wdowa po Kiszczaku zgłosiła się do IPN w zeszłym tygodniu, oferując sprzedaż dokumentów za 90 tys. zł.

W zeszły czwartek prezes IPN Łukasz Kamiński informował, że w dokumentach zabezpieczonych w domu gen. Kiszczaka znajdują się m.in. teczka personalna (licząca 90 kart) i teczka pracy TW "Bolek" (licząca 279 kart) oraz odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy, podpisane: Lech Wałęsa "Bolek". Prezes IPN powiedział, że dokumenty znajdujące się w obu teczkach obejmują lata 1970-1976.

"W teczce personalnej znajduje się koperta, a w niej odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa podpisane: Lech Wałęsa +Bolek+. Wśród dokumentów znajdujących się w tej teczce są również m.in. odręczne, podpisane pseudonimem +Bolek+, pokwitowania odbioru pieniędzy" - mówił Kamiński.

Jak zaznaczył, w teczce pracy tajnego współpracownika, w oryginalnych okładkach znajdują się liczne doniesienia tajnego współpracownika pseudonim "Bolek" oraz notatki funkcjonariuszy SB ze spotkań z tajnym współpracownikiem pseudonim "Bolek". "Część doniesień pisana jest odręcznie i podpisana pseudonimem +Bolek+" - mówił szef IPN.

W sobotę IPN poinformował, że dokumenty będą udostępniane w postaci kopii papierowych, a dziennikarze będą mogli filmować oraz fotografować przeglądane materiały. "Możliwe jest również zamówienie ich kopii cyfrowych w ramach usługi reprograficznej na zasadach obowiązujących standardowo w IPN" - mówił Kamiński.

Prezes IPN pytany skąd taki pośpiech Instytutu w udostępnianiu akt "Bolka" i czy wystarczyło kilkadziesiąt godzin, aby mieć pewność, że dokumenty są oryginalne odparł, że "trzeba ważyć decyzje". "Są argumenty za szybkim udostępnieniem i za tym, by poczekać. Ponieważ sprawa wzbudza emocje, potrzebne było sprawne działanie IPN, aby jak najszybciej opinia publiczna mogła się dowiedzieć, co jest zawarte w tych dokumentach" - mówił.

Od środy wgląd w materiały będzie możliwy również w czytelniach w oddziałach terenowych i delegaturach IPN. (PAP)

sta/ mja/ itm/ mce/ mok/ mag/ ago/ malk/

Źródło:PAP
Tematy
Sprawdź ile możesz zyskać z Kontem Jakie Chcę

Sprawdź ile możesz zyskać z Kontem Jakie Chcę

Advertisement

Komentarze (204)

dodaj komentarz
~Przem
Kiszczakowa przy-po-mi-na: na ból Bolka etopiryna!
~bolek
te dokumenty powinny być w chmurze
~polak
żeby zamydlić ludziom oczy w ważnych sprawach i odwrócić uwagę ponieważ teraz powinna być podwyżka emerytur sprawa konstytucji ubeki w pisie decydują o nas
~kwik-kwik
zbyszek nie jesteś na bieżąco z przekazem, gazeta wyborcza już nie broni wałęsy
~Le
Jest oczywiste,że te działania przeciwko Wałęsie organizują dzisiaj ludzie ,którzy w tamtym okresie albo szczali w pieluchy ,albo uciekli za granicę często ze zrabowanym majątkiem z fabryk i uczelni w których piastowali partyjne stanowiska ,albo współpracowali z SB z wielkim zapałem i nie mieli takiego poparcia wśród Jest oczywiste,że te działania przeciwko Wałęsie organizują dzisiaj ludzie ,którzy w tamtym okresie albo szczali w pieluchy ,albo uciekli za granicę często ze zrabowanym majątkiem z fabryk i uczelni w których piastowali partyjne stanowiska ,albo współpracowali z SB z wielkim zapałem i nie mieli takiego poparcia wśród ludzi , wzbudzali nieufność co przy podważaniu roli ich szefa wydaje się całkowicie zrozumiałe . Jeżeli podważają dzisiaj jego wiarygodność to żaden z nich nie jest wart funta kłaków gdy sami wtedy srali w gacie ze strachu i nie byli wstanie pociągnąć ludzi za sobą , z pewnością nie mieli tyle samo odwagi by przeciwstawić się systemowi ,a pracowali na państwowych komunistycznych etatach lub uciekli za granicę i żaden z nich nie jest wolny od podejrzeń współpracy z SB . Z drugiej strony stawiają tezę ,że komunę obalili komuniści ,zatem ich rola była żadna. . .
-zbyszek1
Ja przypominam.
Lech Wałęsa lider strajków roku 1970r na wybrzeżu, działacz opozycji antykomunistycznej w latach siedemdziesiątych, organizator i przywódca wielkiego ruchu robotniczego" Solidarność " który obalił komunę w Polsce oraz miał ogromny wpływ na demokratyczne przemiany w całym bloku wschodnim.
Ja przypominam.
Lech Wałęsa lider strajków roku 1970r na wybrzeżu, działacz opozycji antykomunistycznej w latach siedemdziesiątych, organizator i przywódca wielkiego ruchu robotniczego" Solidarność " który obalił komunę w Polsce oraz miał ogromny wpływ na demokratyczne przemiany w całym bloku wschodnim. Następnie pierwszy prezydent w wolnej Polsce pochodzący z wolnych wyborów. Człowiek uznawany w Polsce przez przyzwoitych ludzi oraz resztę narodów tego swiata za jedną z najwybitniejszych postaci XXw. To oczywiście tak skrótowo bo nie sposób opisać postaci wybitnego Polaka którego losy jak każdego człowieka będącego na pierwszej linii frontu były trudne i złożone.
~derek
Wolność zabije ten glupi naród.
Jak nie ma wroga u granic to trzeba sobie znależć go w kraju.
plucie na UE nie wystarcza bo jest zbyt bezosobowa
Trzeba znależć kogoś bliżej
Dziękujemy Panie Prezydencie że jest pan tak blisko.


~windykator
Nie tylko „Bolek”…Przypominamy historię Jerzego Buzka, czyli „TW Karol”
Nie jeden „Bolek” funkcjonuje w polskim życiu politycznym. Wielu, choć znane są ich bliskie kontakty z wszelkimi służbami PRL-u , dalej w dobrym samopoczuciu, realizuje się w służbie…Tu mam największy z nimi problem, bo czy można
Nie tylko „Bolek”…Przypominamy historię Jerzego Buzka, czyli „TW Karol”
Nie jeden „Bolek” funkcjonuje w polskim życiu politycznym. Wielu, choć znane są ich bliskie kontakty z wszelkimi służbami PRL-u , dalej w dobrym samopoczuciu, realizuje się w służbie…Tu mam największy z nimi problem, bo czy można wiedzieć na pewno w czyjej oni dziś służbie się spełniają?
O TW „Karol” wiadomo od lat wielu. Był najwyżej ulokowanym tajnym współpracownikiem służb specjalnych PRL-u we władzach NSZZ „Solidarność”. Jerzy Buzek – bo to o nim mowa - został pozyskany przez Wywiad Wojskowy PRL jeszcze w 1971 r., przed wyjazdem na stypendium naukowe do Wielkiej Brytanii. Informacja dotyczące tego okresu życia byłego premiera polskiego rządu znajduje się w zachowanych aktach.
-zbyszek1
No to przypomnij zamiast obrzydliwie insynuować. Napisz obrzydliwy manipulancie co takiego robił, dlaczego znalazł się w orbicie zainteresowań bezpieki TW Karol.
~windykator odpowiada -zbyszek1
Prosie bardzo -zbyszek1- Dla Służby Bezpieczeństwa działał „Karol” na Politechnice Gliwickiej, rozpracowując środowisko akademickie po wydarzeniach roku 1976. „Firma” dbała o swoich i w awansach – również naukowych – za dobrze wypełnione zadanie była nagroda. Delikatna pomoc w uzyskaniu kolejnego stopnia Prosie bardzo -zbyszek1- Dla Służby Bezpieczeństwa działał „Karol” na Politechnice Gliwickiej, rozpracowując środowisko akademickie po wydarzeniach roku 1976. „Firma” dbała o swoich i w awansach – również naukowych – za dobrze wypełnione zadanie była nagroda. Delikatna pomoc w uzyskaniu kolejnego stopnia naukowego...
Według ekspertów Jerzy Buzek posiadał na pewno 3 „teczki”. Jedną sporządzoną przez rozpracowujących go funkcjonariuszy, drugą – założoną przez Wywiad i trzecią – przez Służbę Bezpieczeństwa (w tej funkcjonuje pod kryptonimem TW „Karol”). Każda z teczek posiada m.in. dokumenty o tytułach: teczka personalna i teczka operacyjna. W nich znajduje się cała wiedza o czasie i charakterze działalności „Karola”.

Powiązane: O tym mówią ludzie

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki