REKLAMA

Czarne łabędzie Bankier.pl na 2015 r.

Michał Żuławiński2014-12-29 07:02analityk Bankier.pl
publikacja
2014-12-29 07:02

Do najgroźniejszych zwierząt świata zwykło zaliczać się lwy, tygrysy, jadowite węże i pająki, rekiny, krokodyle czy przenoszące epidemię komary. Zwykle zapomina się o jednej grupie – o „czarnych łabędziach” – co może być brzemienne w skutkach.

Koniec roku to okres nie tylko podsumowań, ale i prognoz na rok następny. A skoro prognozy, to i „czarne łabędzie. Terminem tym zwykło się określać trudno przewidywalne wydarzenia o olbrzymich konsekwencjach, które jednak po fakcie łatwo jest wytłumaczyć, a nawet uznać za nieuniknione.

Wydarzeniami z całą pewnością zasługującym na miano czarnego łabędzia były upadek Lehman Brothers, bankructwo Grecji czy wojna na Ukrainie. Warto pospekulować, czy tuż za rogiem nie czają się kolejne wydarzenia, które zdecydują o biegu najbliższych lat i dekad.

Czekamy na państwa komentarze i propozycje własnych czarnych łabędzi na 2015 rok

1. Blackout w Polsce

(fot. energa / materiały dla mediów)



2015 r. zacznie się od szampańskiej zabawy, życzeń „szczęśliwego nowego” oraz wystrzału fajerwerków. A potem … nastanie ciemność. I to dosłownie – pierwszym łabędziem, którego wypuszczam do lotu jest blackout w Polsce.

Nie dojdzie do niego od razu – najpierw doczekamy się prawdziwej zimy, niskich temperatur i sporych opadów. Zwiększone zapotrzebowanie na energię oraz linie zarywające się pod ciężarem śniegu doprowadzą do przerw w dostawach. Na to wszystko nałoży się awaria w jednym lub kilku przygotowywanych do modernizacji blokach energetycznych. Koniec końców spiętrzające się problemy doprowadzą do odcięcia od energii miejscowości oddalonych od elektrowni. Słowem – rozegra się powtórka ze Szczecina 2008 r. oraz spełni się scenariusz, który NIK rysuje w raporcie o bezpieczeństwie elektroenergetycznych sieci przesyłowych.

Konsekwencje blackoutu będą rozmaite. Zamknięte zostaną szkoły, urzędy, banki i większość sklepów – z nielicznych otwartych (w drodze wyjątku władza zniesie obowiązek rejestrowania transakcji na kasie fiskalnej) zaczną znikać woda, chleb, baterie i inne podstawowe produkty. Przestaną działać bankomaty, nadajniki telefonii komórkowej i sygnalizacja świetlna. Pojawi się problem z dostarczaniem wody i odbiorem ścieków. W celu ustabilizowania sytuacji na ulice wyjdzie wojsko, co w zimowej scenerii dodatkowo zmrozi niektórych starszych Polaków.

(NIK)

To wszystko da się jednak przeżyć. Gorzej, jeżeli w którymś szpitalu zawiodą agregaty. Każdy przypadek osoby poszkodowanej przez blackout natychmiast nagłośnią media, co będzie – poza jej osobistym dramatem – dodatkowym ciosem we władze. W roku wyborczym może mieć to spore konsekwencje.

Z czasem sytuację uda się opanować, choć bez kilku dymisji w ministerstwach i spółkach energetycznych, w których wykryte zostaną nieprawidłowości, się nie obędzie. Temat modernizacji polskiej energetyki zajmie należne mu ważne miejsce w debacie publicznej, a przed jesiennymi wyborami partie będą się prześcigać w liczbie obiecywanych miliardów i megawatów. Nieoczekiwane wsparcie dostanie program energetyki atomowej oraz budowa wszelkiego rodzaju połączeń z krajami ościennymi. Jak na każdym kryzysie, na tym będzie można sporo zarobić. Na ustach ludzi z pierwszej dziesiątki rankingu "Forbesa" zagości szeroki uśmiech ...

2. Putin bierze Arktykę

(fot. AFP PHOTO/Findlay KEMBER / EastNews)

Osłabiona zachodnimi sankcjami, niższymi od zakładanych cenami ropy, oraz przeciągającą się „dziwną wojną” na Ukrainie Rosja wybierze wariant ucieczki do przodu. Chcąc podtrzymać morale wewnątrz kraju i stanowczo zaprzeczyć pogłoskom o gotowości do dogadania się z Zachodem, Władimir Putin otworzy kolejny front – będzie nim rosyjski podbój Arktyki.

Pewne poszlaki wiodące w kierunku tego Łabędzia widać już teraz. Od 1 grudnia 2014 r. do zachodniego, wschodniego, centralnego i południowego dołączyło piąte rosyjskie dowództwo strategiczne – właśnie arktyczne. Rosyjski minister ds. zasobów naturalnych i energetyki Siergiej Donskoj już zapowiedział, że na początku przyszłego roku jego kraj złoży do ONZ wniosek o powiększenie arktycznego szelfu Rosji. Dokument ten będzie sugerował przyznanie Rosji praw do 1,2 milionów kilometrów arktycznego terytorium, wraz ze znajdującymi się na nim zasobami ropy naftowej i gazu.

Poza Rosją na tereny arktyczne od lat chrapkę mają Kanada, Norwegia, Dania i Stany Zjednoczone. To właśnie zagranie na nosie tym ostatnim może pchnąć Kreml do wprowadzenia wojsk i symboliczne zatknięcie flagi na terytorium arktycznym. Wspomniana zapowiedź złożenia wniosku do ONZ może być klasycznym zagraniem rosyjskiej dyplomacji polegającym na wyprowadzeniu przeciwnika w pole, a następnie przejście do doskonale znanej polityki faktów dokonanych (patrz – zajęcie Krymu).

Oczywiście nawet powiększenie i tak największego na świecie terytorium nie przyczyni się do natychmiastowego rozwiązania rosyjskich problemów. Pozbawione dostępu do zachodniego finansowania rosyjskie banki i przedsiębiorstwa obecnie martwią się raczej o to, jak związać koniec z końcem, aniżeli o to, jak sfinansować gigantyczne inwestycje w niedostępnym klimacie. Kreśleniu ambitnych planów eksploatacji arktycznych złóż nie sprzyja także relatywnie tania ropa naftowa oraz pojawienie się na horyzoncie nowych potęg gazowych.

Wszystko to nie będzie się jednak liczyć dla Kremla, który jak kania dżdżu potrzebował będzie sukcesu wizerunkowego. Ze specjalnego orędzia wygłoszonego przez Władimira Putina Rosjanie dowiedzą się, że ich prezydent, nie czekając na wyroki światowych trybunałów, postanowił sięgnąć po tereny należne Rosji ze względów geograficznych (rosyjscy naukowcy twierdzą, że sporny szelf to przedłużenie Grzbietu Łomonosowa), historycznych oraz strategicznych. Wszystko to w imię długofalowej ochrony rosyjskich interesów, bo chociaż ropa obecnie jest tania, to wciąż w perspektywie kilkudziesięciu lub kilkuset lat lepiej jest mieć jej więcej niż mniej.

3. Ataki Państwa Islamskiego w Europie

(fot. Associated Press / EastNews)

To będzie piękny słoneczny dzień niemal na całym kontynencie. Jak zwykle, tłumy podróżnych przemieszczać się będą z północy na południe, ze wschodu na zachód i odwrotnie. Na lotniskach w Londynie, Madrycie, Paryżu, Rzymie i Berlinie pojawi się tłok nie z tej ziemi. Nie z tej ziemi będą też motywacje pięciu mężczyzn podróżujących z pękatymi walizkami. Punktualnie w południe dojdzie do zamachów…

Szczegóły techniczne zamachów dokonanych w tym czarnym dniu pozostawiam Państwa wyobraźni – wspomnę jedynie, że kilka dni temu na lotnisko we Frankfurcie inspektorzy bezpieczeństwa bez problemu wnieśli broń i materiały wybuchowe. W całej historii najważniejsze jest to, że sierpniowych zamachów dokonają biali mężczyźni i kobiety o nazwiskach Smith, Garcia, Martin, Rossi czy Muller, natomiast ofiarami padną obywatele niemal wszystkich państw UE. Przy ciałach konwertytów znalezione zostaną czarno-białe flagi Państwa Islamskiego, a w internecie pojawi się nagranie jego przywódcy, w którym przyzna się do organizacji zamachów.

W Europie zapanuje panika – okaże się, że terrorystami wcale nie muszą być brodaci mężczyźni o  śniadej cerze. Cień podejrzenia padnie na absolutnie wszystkich, co jeszcze bardziej utrudni podróżowanie. W pierwszej reakcji ludzie masowo zaczną omijać dworce i lotniska oraz odwoływać zagraniczne wycieczki, przez co zanurkują akcje biur podróży i linii lotniczych.

Wzmożona kontrola, która dotknie przede wszystkim miliony zwykłych Europejczyków, nie będzie jedyną odpowiedzią rządów. Na nadzwyczajnym szczycie UE podjęta zostanie decyzja o wspólnej interwencji militarnej na terenach opanowanych przez Państwo Islamskie. Poza chęcią odwetu i położenia kresu wzrostowi potęgi „nowego kalifatu”, niektórymi decydentami kierować będzie chłodna kalkulacja – Hollande, Rajoy i Cameron będą pamiętać o nadchodzących wyborach i presji społecznej, Angela Merkel poczuje się wywołana do tablicy i jawnego przejęcia roli europejskiego lidera, natomiast krajom ze wschodnich rubieży UE zależeć będzie na militarnej integracji wspólnoty ze względu na rosnące zagrożenie ze strony Rosji. Z kolei USA na rok przed wyborami wyjątkowo nie wmieszają się w sytuację i pozwoli sojusznikom ze Starego Kontynentu wziąć na siebie część ciężaru roli „żandarma świata”.

Pierwsi europejscy żołnierze – wśród nich polscy weterani z Iraku i Afganistanu - wylądują w Syrii i Północnym Iraku w ciągu kilku tygodni. Jak zwykle, interwencja będzie miała być precyzyjna i potrwać maksymalnie do świąt Bożego Narodzenia. Jak zwykle terminu tego nie uda się dotrzymać …  

4. Bankructwo i kontrrewolucja w Wenezueli

(fot. SANTI DONAIRE / FORUM)

Niższe niż w latach poprzednich – bo przecież nie historycznie niskie – ceny ropy naftowej będą rodziły w przyszłym roku szereg konsekwencji. W jednych częściach świata ograniczą się one jedynie do poprawy losu kierowców i szeroko pojętych konsumentów, w innych będą znacznie poważniejsze. Kolejnym moim łabędziem na 2015 r. jest bankructwo Wenezueli oraz (kontr)rewolucja w tym kraju.

Południowoamerykański „socjalistyczny raj” już teraz typowany jest przez rynki finansowe jako jeden z głównych kandydatów do bankructwa. O ekonomicznych przyczynach takiego stanu rzeczy nie będę się tu rozwodził – pisałem o nich tutaj oraz tutaj.

Skupmy się więc na polityce. Według badań firmy Datanalisis, po 1,5 roku fatalnych w skutkach rządów, poparcie dla urzędującego prezydenta Nicolasa Maduro sięga rekordowo niskiego poziomu 25%. Dla porównania jego „wielki” poprzednik, Hugo Chavez, przeważnie cieszył się sympatią przynajmniej połowy społeczeństwa. Z kolei Henrique Capriles Radonski, który w 2013 r. o włos przegrał z Maduro w  wyborach prezydenckich, może obecnie liczyć na poparcie 45,8% Wenezuelczyków. Koniec końców aż 85% ankietowanych uważa, że sprawy w kraju idą w złym kierunku.

Być może niektórym z Państwa to umknęło, bo w czasie, gdy nasza część świata skupiona była głównie na sytuacji na Ukrainie, po drugiej stronie globu również dochodziło do krwawych starć. Rządy Maduro przypominają czasy Jaruzelskiego nie tylko ze względu na braki w sklepach czy wysyłanie „inspekcji” do zakładów pracy – od lutego do czerwca tego roku podczas antyrządowych protestów zginęło ponad 40 osób, ponad 800 zostało rannych, a 3000 aresztowanych. 

Powodem tych demonstracji były wspomniane już potężne problemy gospodarcze. Tu na scenę wchodzi kluczowy fakt – pół roku temu ropa naftowa kosztowała ponad 100 dolarów za baryłkę, obecnie jest to ledwie 60. Niemożność spięcia budżetu, wymuszone bankructwo wobec zagranicznych wierzycieli i pogłębiające się w narodzie poczucie beznadziei wbije gwóźdź do trumny obecnemu rządowi w Caracas. Słowem – Wielka Rewolucja Boliwariańska dokona swojego żywota. Zapach trupa doszedł nawet do Hawany, która – widząc kłopoty zasobniejszego sojusznika – Wenezuela przekazywała Kubie 100 tys. baryłek ropy dziennie – raptem po latach izolacji znalazła wspólny język z imperialistami z Waszyngtonu.

Jak to bywa w takich przypadkach, kluczowym momentem będzie przejście funkcjonariuszy wenezuelskich służb mundurowych na stronę demonstrującego ludu (niekoniecznie bezinteresownie). Być może po latach dowiemy się, o „pomocnej dłoni” wyciągniętej do opozycji przez USA. Wszystko to będzie mało ważne. Wenezuelczycy będą mieli na głowie powołanie tymczasowych władz, rozpisanie wyborów, osądzenie zbrodniarzy, przygotowanie reform gospodarczych, renegocjacja zadłużenia z państwami zachodnimi, przyciąganie zachodniego kapitału i budowanie południowoamerykańskiego odpowiednika Norwegii w oparciu o największe na świecie rezerwy ropy naftowej. Takiej kontrrewolucji serdecznie im życzę.

5. Grexit

(fot. iStockphoto / Thinkstock)

Przed wejściem do strefy euro Grecja udawała – podobno przy pomocy amerykańskich bankierów inwestycyjnych - że się do niej nadaje, natomiast Komisja Europejska udawała, że tych przekrętów nie widzi. W czasie przedkryzysowej prosperity Grecy udawali, że zapracowali na swoje bogactwo, a inne państwa nie chciały dostrzec pęczniejącej peryferyjnej bańki. Z kolei po wybuchu kryzysu Grecja wciąż udawała, że jest w stanie się zreformować, natomiast Troika twardo stała na stanowisku, że jedna waluta jest bezwzględnie dobra dla wszystkich i w żadnym wypadku nie można tej idei porzucić.

Związki budowane na kłamstwie ostatecznie zawsze się rozpadają. Tak będzie też w 2015 r., kiedy Grecja opuści strefę euro, a samą unię monetarną czekają poważne zmiany.

Materiał wybuchowy pod Grexit sukcesywnie gromadzony był w ostatnich latach, jednak lont ponownie zaczął się tlić dopiero niedawno. Rozgrywający się obecnie kryzys polityczny nie zostanie zażegnany, wobec czego po Nowym Roku  Grecy pójdą do urn w przyspieszonych wyborach. W ich wyniku do władzy dojdzie Syriza, która pokona rządzącą Nową Demokrację wyraźniej niż wskazywały na to sondaże.

Na czele nowego rządu stanie Alexis Tsipras, który obecnie w sprawie euro zachowuje się tak, jakby chciał „zjeść ciastko i mieć ciastko” – optuje za pozostaniem w unii monetarnej, lecz chce zdjąć z Greków ciężar spłaty gigantycznego długu i renegocjować narzuconą przez Troikę politykę zaciskania pasa.

W tym miejscu historia na moment przeniesie się (prawie jak w czasach antycznych) z Grecji do Rzymu, skąd pewnego wieczora nadejdzie informacja o dymisji prezydenta Giorgio Neapolitano. O ustąpieniu ze stanowiska blisko 90-letniego polityka mówi się praktycznie od dnia, w którym zasiadł on w fotelu prezydenta republiki, toteż w szufladach głównych postaci włoskiej polityki z pewnością spoczywają scenariusze działania na tę okoliczność. Jeden z nich znajduje się w pięknym biurku wykonanym na specjalne zamówienie dla Mario Draghiego.

Dalej fragmenty układanki dopasują się praktycznie same. Znużony ratowaniem strefy euro Draghi zrezygnuje z funkcji i „dla ojczyzny ratowania” wróci się przez Alpy, gdzie przez połączone izby parlamentu zostanie wybrany na prezydenta. Sede vacante w EBC nie potrwa długo – Angela Merkel odbędzie kilka lakonicznych rozmów telefonicznych i jasnym stanie się, że do nowej siedziby EBC wprowadzi się obecny prezes Bundesbanku Jens Weidmann. Dla zmęczonej kryzysem strefy euro będzie to jasny sygnał, że oto właściwy człowiek  znalazł się na właściwym miejscu – ostatecznie EBC miał być wzorowany na Bundesbanku, a siła euro w dużej mierze miała opierać się na dawnej potędze marki.

Pozostanie tylko jeden „malutki” problem – Weidmann od lat znany jest jako przeciwnik bezmyślnego „zadrukowania” długów państw, które wpadły w finansowe tarapaty. Podobne stanowisko prezentuje też rząd w Berlinie, który przeciera europejskie szlaki zdrowej polityki i po raz pierwszy od ponad 40 lat uchwala budżet bez deficytu. Widząc, że greckiego pacjenta nie da się uratować i dalsza reanimacja nie ma sensu, Niemcy postanowią odłączyć kroplówkę w postaci finansowania dla tamtejszego sektora bankowego. Weidmann wystąpi w roli chirurga, którego pewna ręka będzie miała za zadanie sprawne odcięcie chorego organizmu przy minimalizowaniu szkody dla pozostałych członków strefy euro oraz uspokojenie nastrojów na rynkach finansowych.

W takiej sytuacji nowemu rządowi w Atenach nie pozostanie nic innego jak sięgnąć po środki nadzwyczajne. Wprowadzona zostanie kontrola kapitału, banki zostaną zamknięte, a na ulice wyjadą ciężarówki załadowane po brzegi świeżutkimi drachmami (idę o zakład, że maszyny drukarskie wciąż można uruchomić w ciągu jednej nocy). Na nadzwyczajnym posiedzeniu parlamentu uchwalone zostanie prawo przyznające nowej-starej walucie status jedynego legalnego środka płatniczego w kraju. Po denominacji i zakończeniu „wakacji bankowych” Grecy będą mogli odebrać swoje oszczędności jedynie w drachmach.

W nocnym orędziu do narodu Tsipras ogłosi, że rząd w Atenach nie zamierza spłacać długów zagranicznym wierzycielom i nakreśli politykę „grubej gospodarczej kreski”, która pozwoli Grecji odciąć się od upokarzającej przeszłości. Grekom obieca jedynie krew pot i łzy, na które cały świat patrzył będzie z zaciekawieniem na to, jak wygląda życie po euro.

6. Awaria w ZUS-ie

(fot. /Adam Ciereszko / )

Ustanawiając niniejszym „nową świecką tradycję”, pozwolę sobie skorzystać z przywileju powtórzenia jednego z ubiegłorocznych łabędzi. Po awarii w Państwowej Komisji Wyborczej mój wybór pada na znacznie poważniejszą w skutkach awarię w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, którą rok temu opisał Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

7. Łabędzie pomniejsze

(fot. iStock / Thinkstock)

Tworzenie "czarnych łabędzi" to jedna z najprzyjemniejszych rozrywek intelektualnych w świecie ekonomii i finansów. Zabawie tej nie można jednak poświęcać zbyt dużo czasu – im dłużej kreślimy scenariusze na przyszłość, tym większa szansa, że umknie nam coś, co dzieje się w świecie realnym. Ostatni łabędź stanowić więc będzie garść nieociosanych jeszcze pomysłów – do ich rozwijania, a także prezentowania swoich propozycji zapraszam w komentarzach.

  • 2013 r. przeszedł do historii jako rok wielkiej przeceny złota, a w 2014 r. mocno spadły ceny ropy naftowej. 2015 r. zostanie zapamiętany jako rok krachu na miedzi. Powodem będą problemy wewnętrzne chińskiej gospodarki – największego konsumenta czerwonego metalu – wynikające z załamania na rynku nieruchomości. Na to nałoży się uruchomienie nowych kopalni, co doprowadzi do zwiększenia podaży na światowych giełdach towarowych, przez co nadwyżka nad popytem przekroczy przewidywane przez International Copper Study Group 393 000 ton.
  • Szwecja i Finlandia zwrócą się do NATO o szybkie włączenie do struktur sojuszu. Powodem będą liczne akty naruszania przestrzeni powietrznej przez rosyjskie samoloty oraz wzmożonej aktywności wywiadowczej ze strony służb tego kraju.
  • Wróci napięcie na linii Pekin-Tokio. Chwila odprężenie potrzebna była obu stolicom na załatwienie spraw wewnętrznych. Xi Jinping walczył z korupcją i przestawiał drugą największą gospodarkę świata na ścieżkę wolniejszego wzrostu. Shinzo Abe natomiast wcielał w życie Abenomikę, co na koniec roku doprowadziło go do przedterminowych wyborów, które wygrał w cuglach. Wciąż wystarczy jednak, że któraś ze stron postanowi sprawdzić jak daleko może się posunąć w sporze terytorialnym, a świat obiegną zdjęcia krążących wokół siebie jednostek pod obiema banderami oraz ulicznych protestów połączonych z paleniem flag, co będzie zapowiedzią dalszego ochłodzenia relacji handlowych. 
  • Gigant przejmie Twittera. Amerykańscy potentaci sektora nowych technologii dysponują potężnymi zasobami wolnej gotówki. Zamiast skupu akcji własnych czy budowy siedziby rodem z XXII wieku ktoś powie „biorę” i kupi Twittera, który wciąż szuka na siebie pomysłu i nieco rozczarowuje inwestorów swoimi wynikami.
  • Katar straci mundial. Nie naciski opinii publicznej i dziennikarskie śledztwa, lecz nadchodzące wielkimi krokami wybory prezydenta FIFA sprawią, że w wyniku walk frakcji i koterii na światło dzienne wyjdą kolejne materiały opisujące korupcję i ogólną degrengoladę we władzach światowego futbolu. Pogarszający się wizerunek FIFA oraz nadchodzących mistrzostw nie będzie w smak sponsorom, którzy wymogą na organizacji odebranie Katarowi mundialu pod pretekstem trudności z przygotowaniem obiektów. Włos nikomu – z Seppem Blatterem na czele – nie spadnie, jednak w 2022 r. czołowi piłkarze świata wybiegną na największe europejskie stadiony – tak, jak w przypadku zaplanowanych na 2020 r. mistrzostw Europy. Jednym z miast-organizatorów zostanie Warszawa.

Prognozy Bankier.pl na 2015 rok [ANKIETA]
Źródło:
Michał Żuławiński
Michał Żuławiński
analityk Bankier.pl

Redaktor prowadzący działu Rynki Bankier.pl. Wraz z zespołem śledzi bieżące wydarzenia na polskiej giełdzie i globalnych rynkach finansowych, analizuje dane gospodarcze z kraju i ze świata, monitoruje politykę banków centralnych itp. Miłośnik nowych technologii, zarówno w obszarze mediów, jak i szeroko pojętego inwestowania. Laureat nagrody specjalnej w konkursie dla dziennikarzy ekonomicznych Narodowego Banku Polskiego im. Władysława Grabskiego. Tel: 604 678 518

Tematy
Otwórz konto dla firm i zyskaj do 1100 zł premii!

Otwórz konto dla firm i zyskaj do 1100 zł premii!

Advertisement

Komentarze (23)

dodaj komentarz
~byłyPO
W POlsce jest jeden duży czarny Łabędź. Panowie co by tu jeszcze spieprzyć.8 rok rządów i jesteśmy w czarnej dziurze.
~kazio
pAn pUTIN widać chce za wszelką cenę utrzymać lubiących trunek zamrażając jego cenę aby miał desperatów do walki .........
~peja
widzieliscie wczoraj jak getin bank narazil na strate 9 mln zlotych swoich klientow?a teraz sie od tego odcina?przeciez to sa jakies jaja
~Jan
Wiec zgodnie z naturą człowieka każdy myśli że w przyszłości będzie lepiej. A lepiej nie będzie bo być nie może. Przecież na logikę jeśli nie zmienimy niczego a politycznie nie chcemy niczego zmieniać to na jakiej podstawie spodziewamy się zmian na lepsze?
~gość
A skąd Jan tak dobrze zna naturę człowieka? Pisząc: "Przecież na logikę jeśli nie zmienimy niczego a politycznie nie chcemy niczego zmieniać" , kogo Jan ma na myśli?
~zz
putin straci wpływy w rosji dojdzie do rozruchów cos takiego jak w dawnej jugosławii
~MacGawer
Na początek korekta drugiego łabędzia: moim zdaniem Putin nie weźmie Arktyki ale przyłączy do Rosji Białoruś. W ten sposób rozwiąże wiele problemów jakie wywołał swoim embargiem na zywność przy okazji postraszy Nursułtana i innych (jeszcze) poslusznych mu kaukaskich watażków. A opis blackoutu błędny z technicznego Na początek korekta drugiego łabędzia: moim zdaniem Putin nie weźmie Arktyki ale przyłączy do Rosji Białoruś. W ten sposób rozwiąże wiele problemów jakie wywołał swoim embargiem na zywność przy okazji postraszy Nursułtana i innych (jeszcze) poslusznych mu kaukaskich watażków. A opis blackoutu błędny z technicznego punktu widzenia. Odcięcie miasta, nawet największego od dostaw pradu nie może go wywołać (wręcz minimalizuje ryzyko). Do tego potrzebne jest albo wyłączenie dużej elektrowni, albo zniszczenie linni do niej, albo przekroczenie możliwości wytwórczych. Jak wynika z załączonego wykresu ostatnie nam nie grozi. Awaria 1 czy nawet 2 największych bloków energetrycznych przy szybkiej reakcji PSE też nie byłaby groźna. Uszkodzenie linii przesyłowych tak, że np. Bełchatów straci możliwość zasilania kraju jest bardzo mało prawdopodobna. Znacznie większe prawdopodobnieństwo blackoutu jest latem, gdy w czasie upałow zapotrzebowanie na moc gwaltownie wzrasta, a znaczna częśc bloków jest wyłączona do planowych remontow. Czyli jeżeli blackout to latem, gdy od dłuższego czasu żar będzie lał się z nieba. Budowa atomówki by zapobiec możliwości blackoutu związanego z brakiem mocy szczytowych jest niczym leczenie grypy przez włożenie do pieca na trzy zdrowaśki - może jedynie zaszkodzić. Elektrownie tego typu pracują w PODSTAWIE, praktycznie non-stop ze stałą mocą. Aby zredukować ryzyko blackoutu nalezy mieć duzo MOCY SZCZYTOWYCH. Najlepsze są el. wodne i gazowe. Pierwszych mamy ile mamy, ale drugie właśnie są budowane i z każdym rokiem nasza energetyka jest coraz bardziej elastyczna. Natomiast połaczenia międzypaństwowe są OK, szczytowe zapotrzebowanie na moc w każdym państwie przypada na inne godziny, więc łatwo moża równoważyć popyt z podażą (dla en. elektrycznej ta równowaga musi być zachowana dosłownie w każdej sekundzie!).
~Autor
A teraz przeczytaj to co napisałeś.
~MacGawer odpowiada ~Autor
Wolę zacytować autora: "Nie dojdzie do niego od razu – najpierw doczekamy się prawdziwej zimy, niskich temperatur i sporych opadów. Zwiększone zapotrzebowanie na energię oraz linie zarywające się pod ciężarem śniegu doprowadzą do przerw w dostawach. Na to wszystko nałoży się awaria w jednym lub kilku przygotowywanych Wolę zacytować autora: "Nie dojdzie do niego od razu – najpierw doczekamy się prawdziwej zimy, niskich temperatur i sporych opadów. Zwiększone zapotrzebowanie na energię oraz linie zarywające się pod ciężarem śniegu doprowadzą do przerw w dostawach. Na to wszystko nałoży się awaria w jednym lub kilku przygotowywanych do modernizacji blokach energetycznych. Koniec końców spiętrzające się problemy doprowadzą do odcięcia od energii miejscowości oddalonych od elektrowni. Słowem – rozegra się powtórka ze Szczecina 2008 r. oraz spełni się scenariusz, który NIK rysuje w raporcie o bezpieczeństwie elektroenergetycznych sieci przesyłowych." Zerwanie linii WN mogloby doprowadzić do blackouty tylko wtedy, gdy duża elektrownia zostałaby odcięta od odbiorców. W Szczecinie nie było blackoutu (lawinowego wyłaczania się przeciążonych elektrowni), ale odcięcie od dostaw energii elektrycznej. Nawiasem mówiąc kilka lat przed tym wydarzeniem widziałem podobne, cały rząd powalnonych słupów WN pod ciężarem mokrego śniegu klejącego się do zimnych linii. Klasyczny blackout pół Polski przeżyło latem 2006r i od tego czasu nie było podobnych epizodów. Z wykresu wynika, że max zapotrzebowanie na moc wynosiło poniżej 34 GW, a dostepna moc zainstalowana przekracza 37 GW. Tylko awaria wszystkich bloków energetycznych w el. Bełchatów (ok. 5 GW mocy zainstalowanej) moglaby spowodować brak mocy, pozostałe elektrownie są za małe. Aby doszlo do blackoutu pobór mocy musi przekraczać możliwości wytworcze. Lokalne braki dostaw energii elektrycznej NIE GROŻĄ blackoutem.
~rer
W 2015 r. przestaniemy narzekać i sikać do basenu.

Powiązane: Podsumowania 2014, prognozy 2015

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki