W strategii resortu zdrowia na lata 2016-20 pojawiły się telekonsultacje. Branża telemedyczna liczy, że uda się rozwiać prawne wątpliwości.


— W końcu mamy szczęście i trafiliśmy na ministra, który miał styczność z telemedycyną i się jej nie boi — tak Tomasz Dąbrowski, prezes 4Health Group, spółki telemedycznej, komentuje opublikowaną właśnie strategię Ministerstwa Zdrowia (MZ) na lata 2016-20. Strategia obejmuje wiele ważnych elementów, takich jak profilaktyka i promocja zdrowia czy opieka nad seniorami, ale uwagę branży telemedycznej przykuł zapis dotyczący telekonsultacji.
Mają one, według założeń strategii, ułatwić pacjentom dostęp do specjalistów. — To dla nas bardzo dobra wiadomość. Liczymy, że zapowiedzi Ministerstwa Zdrowia są pierwszym krokiem w kierunku zmian w obowiązujących przepisach. Należy wyjaśnić wszystkie wątpliwości prawne wokół e-konsultacji medycznych — mówi Tomasz Dąbrowski.
Obowiązujące zapisy — zdaniem przedsiębiorców — nie do końca przystają do medycyny XXI wieku, gdzie szeroko pojęta telemedycyna jest nieodłącznym elementem. I choć np. nie ma zakazu świadczenia usług wideokonsultacji, to według obecnego stanu prawnego możliwości ich — skutecznego — świadczenia są ograniczone. Obecne przepisy traktują je raczej jako uzupełnienie tradycyjnej wizyty niż coś co miałoby ją zastąpić. Tomasz Dąbrowski uważa, że zanim miałoby do tego dość potrzebne są zapisy, które uregulują np. odpowiedzialność za ewentualne błędy. — Grupa firm z branży pracuje nad własną propozycją zmian — dodaje Tomasz Dąbrowski.
Czytaj więcej w dzisiejszym "Pulsie Biznesu".























































