REKLAMA

Śląsk nie dla Ślaka. Wrocław ma duży problem

2017-07-14 20:32
publikacja
2017-07-14 20:32

Choć jeszcze wczoraj prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz był przekonany, że transakcja odbędzie się bez problemu, dziś jak sam mówił: „pewność, co do transakcji, spadła ze 100 proc. do zera”. Problemom finansowym klubu ma ulżyć dodatkowych 10 milionów złotych przegłosowanych przez radę miasta w nadzwyczajnej sesji. Poważne konsekwencje finansowe mogą też czekać niedoszłego właściciela klubu z Ekstraklasy.

Grzegorz Ślak / fot. Marek Wiśniewski / FORUM

Dziś o 14.30 na specjalnej konferencji Rafał Dutkiewicz potwierdził, że do przeniesienia własności klubu jednak nie dojdzie i miasto pozostanie właścicielem przez najbliższy rok. Fiasko negocjacji nie oznacza niczego dobrego zarówno dla klubu, jak i samego miasta. Żadną tajemnicą był fakt, że klub jest w tragicznej sytuacji finansowej. By kontynuować działalność Śląsk potrzebował 10 milionów złotych, które przyznane zostały klubowi na nadzwyczajnej sesji rady miasta. Za dofinansowaniem klubu było 16 radnych, a przeciw 5. 4 wstrzymało się od głosu.

Na tę chwilę prezydent Wrocławia nie planuje powrotu do innych ofert ogłoszonych w przetargu. W planach jest za to przepisanie własności na spółkę Stadion Wrocław, co ma uprościć kwestie prawne i ograniczyć koszty związane z księgowością czy też marketingiem.

Poważne konsekwencje dla Grzegorza Ślaka?

Jak mówił prezydent Dutkiewicz, panowało ogólne przekonanie, że wszystkie szczegóły zostały ustalone. Ustna umowa zakładała, że Grzegorz Ślak, jeżeli nie spodobają mu się aneksy do umowy sporządzone przez miasto, sam zaproponuje swoje poprawki. Ślak twierdził jednak, że sformułowanie aneksów jest bardzo trudne, a umowa z miastem nie jest wiążąca, bo brakuje zgód korporacyjnych. Negocjacje przeciągały się, aż w końcu zapadła decyzja o zerwaniu rozmów. – Podpisując umowę, działałbym na szkodę swoich spółek – powiedział Ślak. Dodał też, że był w stanie zagwarantować sponsora tytularnego dla stadionu gotowego na płacenie z tego tytułu 4,5 mln złotych rocznie. Innego zdania jest jednak prezydent Dutkiewicz, który twierdzi, że wszelkie kwestie prawne zostały spełnione, a brak przelewu oznacza, że Ślak nie wywiązał się ze swojej umowy. A to oznacza dla niego duże kłopoty, bo mecenas Jacek Masiota potwierdził, że w umowie znajduje się kara umowna, a chodzi o kwotę aż 30 mln zł, której miasto będzie najprawdopodobniej dochodzić drogą sądową.

Jak miała wyglądać transakcja?

Według ustaleń Ślak miał zapłacić za 54,46 proc. udziałów w klubie 48 mln złotych, z czego 3 mln zł miały trafić do miasta od razu, a na kolejne lata rozłożonych miało być kolejnych 45 milionów. Do podpisania umowy jednak nie doszło.

Spór toczył się o wpływy z dni meczowych oraz z tytułu sponsora tytularnego stadionu. Ślak chciał, by całość dochodów ze sprzedaży biletów zasilała kasę klubu, oczekiwał również, że do klubu trafią w 100 proc. pieniądze od sponsora tytularnego stadionu. Za sam wynajem stadionu planował płacić milion złotych rocznie. Miasto z kolei oczekiwało, że 30 proc. pieniędzy z biletów trafi do miejskiej spółki Stadion Wrocław. Argumentowali również, że roczne koszty utrzymania stadionu wynoszą ok. 2,5 mln złotych. Według wcześniejszych zapowiedzi prezydenta Wrocławia porozumienie miało zostać osiągnięte, a miasto zadeklarowało, że brakujące 2,5 mln złotych na utrzymanie stadionu miasto mogłoby zapewnić poprzez rezerwy budżetowe lub wykorzystanie wskazanych przez miasto sponsorów.

Całej sprawie nie pomógł na pewno wyciek zarobków nowych piłkarzy Śląska.

Jakub Krześnicki

Źródło:
Tematy

Otwórz konto sobie i dziecku i zyskaj 200 zł w promocji na zakupy u naszych partnerów.

Komentarze (1)

dodaj komentarz
~antykibic
To jest jawna kpina. To są zwykli bazarowi inwestorzy. Nie tylko Ślak jest winien. Prezydenci miast też powinni uderzyć się w piersi. Dla ludzi nie ma pieniędzy a dla kopaczy w czoło się znajdują. Kontrakt Jakuba Koseckiego to jawna prowokacja

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki