Tu spoczywamy po wiek , wiecznie słuchając ich praw.”
Cytat za Herodotem („Dzieje”, księga siódma, 225 – 228)
Pod Termopilami, kiedy obie armie stały już naprzeciw siebie i zderzenie było tylko kwestią czasu, kwaterę Spartan odwiedził poseł Kserksesa, monarchy Persji. Przedstawił łaskawą propozycję Wielkiego Króla, która dotyczyła warunków poddania się i złożenia broni. W zamian za ocalenie życia, staliby się niewolnikami. W odpowiedzi usłyszał słowa króla Leonidasa: „Niech przyjdzie i sam ją [broń] weźmie”. Była to dość zuchwała wypowiedź, szczególnie że adresowana była do bóstwa, a za takiego miał się Kserkses. Wysłannik, chcąc odkupić uczyniony jego władcy dyshonor, oznajmił że Grecy srogo pożałują, ponieważ strzały łuczników perskich zasłonią im słońce. Riposta porywczego Diekenesa uczyniła jeszcze większe spustoszenie w królewskiej dumie: „To będziemy walczyli w cieniu”. Może teraz powyższe słowa brzmią jak brednie szalonych samobójców, jednak takiego postępowania oczekiwała od nich cała Hellada.
Sparta była ewenementem w skali całej Grecji. Leży ona w południowej części Półwyspu Peloponeskiego, zaś jej rdzenne terytorium Lakonia obejmuje dolinę rzeki Eurotas, od zachodu zamkniętą górami Tajget, a od wschodu pasmem Parnonu. Nie była ona typową polis grecką z kilku powodów. Po pierwsze była monarchią, na której czele stało dwóch królów jednocześnie. Zgromadzili oni w swoich rękach najbardziej prestiżowe z dzisiejszego punktu widzenia stanowiska. Monarchowie czuwali nad życiem religijnym, będąc równocześnie najwyższymi kapłanami. Posiadali również uprawnienia sądownicze, sami jednak podlegali prawu i byli od niego zależni. Przede wszystkim jednak królowie w czasie konfliktów zbrojnych stawali się głównodowodzącymi. Na początku obydwoje wyruszali w pole i kierowali ruchami armii, jednak zgodnie z zasadą „tam gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść” system ten nie sprawdzał się w stu procentach. Szczerze – nie sprawdzał się nawet w dziesięciu. Najczęściej wydawali sprzeczne rozkazy temu samemu oddziałowi, co naturalnie powodowało niesamowite zamieszanie. Wprowadzono więc zasadę, że w przypadku wyprawy wojennej, jeden z monarchów pozostawał w Sparcie. Podczas starcia z Persami, pod Termopile wyruszył tylko Leonidas.
Po drugie pod względem urbanistycznym Sparta nie przypominała wielkiej metropolii Aten. Była po prostu połączeniem pięciu wiosek. Sprawowała kontrolę nad całą Mesenią i przewodniczyła Związkowi Peloponeskiemu, inaczej zwanym Symmachią Spartańską, czyli luźniejszą wersją NATO, gdyż pozostawała sygnatariuszom duży margines swobody.
Po trzecie i może najważniejsze wszystko w Sparcie było podporządkowane wojnie. Państwo zajmowało się surowym wychowaniem od najmłodszych lat. Stąd też wzięło się powiedzenie „spartańskie wychowanie”. Dzieci słabe pozbawiano życia, a siedmiolatków zabierano od rodziców do antycznego „Eton”, gdzie poddawani byli ciężkim ćwiczeniom fizycznym i wojskowym, uczeni byli prawa, pieśni i tańców wojennych. Po ukończeniu szkoły w wieku 18 lat dziewczęta wychodziły za mąż, natomiast chłopców wcielano do wojska na 10 lat. Tam wpajano im bezwzględne posłuszeństwo, bezgraniczną odwagę, pogardę dla śmierci i okrucieństwo. Mężczyźni poświęcali się doskonaleniu sztuki zabijania przeciwników.
Górzyste tereny Grecji nie sprzyjały używaniu konnicy. Poza tym wierzchowiec był jak na ówczesne warunki dość kosztowną inwestycją, mniej więcej jak dla Polski zakup myśliwców wielozadaniowych. Mieszkańcy Hellady wypracowali jednak doskonałą formację wojskową – falangę, Spartanie zaś ćwiczyli się w niej nieustannie, stając się z biegiem czasu najlepszymi wojownikami w basenie Morza Śródziemnego. Hoplici, czyli obywatele składający się na falangę, walczyli w szyku równoległym, tworząc długą linię frontu. Do uzbrojenia wojownika należała długa na mniej więcej 2,5 – 3 metry włócznia i krótki miecz, nieużywany podczas walki w szyku. Ciało wojownika chronił hełm, napierśnik, nagolenniki i tarcza, częściowo osłaniająca walczącego obok po prawej. W czasie starcia hoplici z pierwszych szeregów wysuwali swoje włócznie w kierunku nieprzyjaciela, pozostali opierali własne o ramiona żołnierzy znajdujących się przed nimi, tworząc w ten sposób coś na kształt zasieków, w których najczęściej więzły strzały przeciwnika. Rannych i poległych z pierwszego szeregu zastępowali towarzysze stojący za nimi. Zgodnie ze zwyczajem dowódcy walczyli w pierwszej linii. Taktyka hoplitów przypominała współczesny mecz rugby, w którym wielkie znaczenie ma zwartość walczących. Jeśli w jednym miejscu obrona załamała się, cała falanga ulegała rozsypce. Wtedy właśnie i tylko wtedy następowała rzeź. Stąd też wielkie znaczenie równouprawnienia oraz odpowiedzialności za współbraci, jaką w świecie starożytnym możemy obserwować tylko w Helladzie.
Wojna z Persją była dla Grecji nieunikniona. W Azji Mniejszej usadowiło się kilka kolonii greckich, które na terytorium monarchii Achemenidów chciały rządzić się prawami przywiezionymi z Hellady. Niestety pogodzenie tych dwóch sprzeczności okazało się niemożliwe. Powstanie rozpoczęte przez potomków Achillesa wzbudziło gniew Wielkiego Króla, który słysząc o pomocy przysłanej z Peloponezu tylko nabrał rozpędu. Dariusz, ojciec Kserksesa, przekroczywszy Hellespont, doznał dotkliwej klęski pod Maratonem, gdzie wojskami greckimi dowodził Ateńczyk Miltiades. Spartanie z powodu święta religijnego na cześć Apollina Karnejos spóźnili się na pole bitwy, przez co ominęła ich cała zawierucha. Jednak dla religijnych ludzi, do jakich należeli starożytni, przekroczenie prawa i wystąpienie przeciwko bóstwu niejednokrotnie oznaczało klątwę, śmierć czy nieprzychylność ze strony potężniejszej siły. Starcie pod Maratonem wywarło niezatarte wrażenie na późniejszych królach Sparty, którzy pragnęli dorównać Ateńczykom. Oto oni uznawani za najznamienitszych wojowników Hellady nie walczyli i nie pokonali Persów. Po prostu przemawiała przez nich zazdrość. Wkrótce mieli oni udowodnić swoją wartość.
Kserkses chciał się zapisać jeszcze bardziej wspaniałymi zgłoskami w historii świata niż jego ojciec. Podbój Grecji miał być dokonany przez połączone siły lądowo – morskie, które wedle dzisiejszych szacunków wynosiły 1000 okrętów i około 100 tysięcy ludzi, czyli całkiem sporo. Na początku monarcha Persji rozesłał posłów do miast helleńskich, aby złożyły mu hołd z ziemi i wody. Z powodu niesatysfakcjonujących odpowiedzi Kserkses postanowił przeprawić się na drugą stronę Hellespontu po mostach. Zostały one jednak zerwane w trakcie wielkiej burzy, więc Wielki Król postanowił ukarać cieśninę za nieposłuszeństwo, wymierzając 300 batów oraz spuszczając do morza parę kajdan. Jak można podejrzewać sam Hellespont się tym nie przejął.
Zwołany w obliczu realnego już niebezpieczeństwa Kongres Hellenów powierzył dowództwo Spartanom. Na początku ustalono pierwszą linię obrony przed Persami w wąskiej dolinie Temple (między Tesalią a Macedonią) z 10 tys. żołnierzy. Zrezygnowano z niej kiedy wyszło na jaw, iż postawa Tessalów jest niepewna, zaś Persowie mogliby przełamać barierę gór w wielu miejscach. Grecy postanowili skoncentrować swoje siły na wschodnim wybrzeżu, wysyłając 6 tysięcy hoplitów pod wodzą spartańskiego króla Leonidasa, by bronił przesmyku w Termopilach. W tym samym czasie połączona flota 271 trójrzędowców zajęła pozycje u przylądka Artemizjon na północ Eubei. Dowódcą floty został Temistokles.
Dopiero pod samymi Termopilami wyszła na jaw prawda o okrężnej ścieżce Anopaja, którą Tessalowie obeszli przesmyk. Choć część wojowników przysłana przez inne miasta greckie głosowała za opuszczeniem stanowiska ze względu na jego militarną bezużyteczność, jednak Leonidas podjął decyzję o pozostaniu. Wycofanie się oznaczało de facto oddanie środkowej Hellady na pastwę Persów, czyli przegranie wojny przed jej rozpoczęciem. Dlatego też król Sparty postanowił obsadzić zarówno przesmyk Termopile jak i ścieżkę, prowadzącą na tyły (odpowiedzialność za nią ponosili Fokijczycy). Ze względu na trwającą olimpiadę posiłki nie mogły jak na razie wspomóc obrońców.
Sceną, na której rozegrała się bitwa była ogromna półka skalna o długości trzech kilometrów, położona między urwiskiem a morzem, przegrodzona w środku murem, za którym usadowili się Spartanie. Leonidas miał zamiar walczyć między murem a przesmykiem, wynoszącym od piętnastu, następnie zwężającym się do dwóch metrów. Persowie rozpoczynając starcie atakowali w stronę wschodzącego słońca, przez co promienie załamywały się na ich pancerzach. Po „salwie” łuczników Wielkiego Króla, wojownicy greccy odpowiedzieli rzutem oszczepów i kamieni, miotanych przez procarzy. Persowie uderzyli zgodnie z zasadą „kupą mości panowie” i ich kolejne linie rozbijały się o grecką falangę. Widząc klęskę zwykłych jednostek, Kserkses posłał do boju swój doborowy oddział „Nieśmiertelnych”. Jednak i oni polegli. Po dwóch dniach walki w wyniku zdrady jednego z Hellenów, głównodowodzący Persji dowiedzieli się o ukrytej ścieżce, pozwalającej obejść stanowiska wroga. Termopile były stracone, a utrzymanie ich jak najdłużej oznaczało dodatkowy czas dla Greków na zebranie sił. Leonidas podjął kolejną ciężką decyzję o odesłaniu większości sojuszników. Rankiem rozpoczął się beznadziejny bój na dwa fronty. W tym jakże długim dniu liczyły się tylko kolejne oddechy, przedłużające życie.
„Gdzie człowiek raz stanie w szeregu, bo to uznał za najlepsze, albo gdzie go zwierzchnik postawi, tam trzeba trwać...”
Kilku Spartanom dano szansę na przeżycie. Król próbował odesłać wieszczka Akarneńczyka Megistiasa, lecz ten nie odszedł i podzielił los innych. Dwóch Spartan z powodu choroby cierpiało na potworny ból oczu, przez co nie widzieli najlepiej. Dlatego też mieli sami podjąć decyzję o udziale w starciu. Jeden z nich walczył z Persami i poległ, drugi – nie. Po powrocie do ojczyzny został okryty niesławą jako tchórz. W kolejnej bitwie, która rozegrała się pod Platejami zmazał on swoją winę, tzn. zginął, stojąc z oszczepem w pierwszym szeregu. Jeszcze jeden natomiast uratował się, ponieważ powierzono mu poselstwo do Tesalii. Powiesił się po powrocie do Sparty.
Pod Termopilami walczyły ze sobą nie tylko dwie armie, lecz dwa różne światopoglądy, wojna sprawiedliwa z niesprawiedliwą. Samuel Huntington w latach dziewięćdziesiątych określił ten stan rzeczy jako zderzenie cywilizacji. Pierwszym starciem na wpół baśniowym miała być bitwa pod Troją, kolejnymi natomiast starcia Persów z Grekami. Ścieranie się Wschodu z Zachodem trwa więc od wieków, zmieniły się tylko nazwy. Konflikt pozostaje ten sam. Może najwyższy czas podać sobie nad Hellespontem / Bosforem ręce?
Agata Wojciechowska
Film "300"



























































