Początek tygodnia przyniósł wzrost kursu euro do złotego. Istotniejszą zmienność odnotowano za to w przypadku dolara i franka szwajcarskiego, które oddały lwią część niedawnych zwyżek.


W poniedziałek o 11:45 kurs euro kształtował się na poziomie 4,2783 zł i rósł o przeszło grosz względem stanu z zakończenia piątkowych kwotowań. W dalszym ciągu oznacza to stabilizację notowań eurozłotego w przedziale 4,20-4,30 zł. Taki trend boczny obowiązuje od czterech miesięcy.
- W obecnym tygodniu złoty, przy niemal pustym krajowym kalendarium makro, pozostanie pod wpływem trendów z rynków bazowych FX. Na trendy te będą natomiast wpływać oczekiwania inwestorów co do ścieżki stóp Fed, które prawdopodobnie utrzymają tendencję ukształtowaną po danych NFP - napisali analitycy PKO BP w porannym raporcie.
ReklamaZobacz także
W grze pozostaje też scenariusz wzrostu ryzyka geopolitycznego powiązanego z ultimatum Donalda Trumpa względem Rosji w kwestii zakończenia wojny na Ukrainie, co może wywierać presję na aprecjację USD poprzez rolę dolara.
Obecnie jednak dolar jest w defensywie po kiepskim raporcie z amerykańskiego rynku pracy. To przywróciło nadzieje na wrześniową redukcję stóp procentowych w Rezerwie Federalnej, które po środowym posiedzeniu FOMC wyraźnie zmalały. A to zaszkodziło dolarowi. W poniedziałek przed południem amerykańska waluta była wyceniana na 3,6922 zł. To wprawdzie o grosz powyżej piątkowego kursu zamknięcia, ale wciąż o 5 groszy powyżej niedawnego maksimum.
Ostatnie zwyżki wymazywał także frank szwajcarski. Helwecka waluta kosztowała 4,5723 zł i była o pół grosza tańsza niż przed weekendem. Oznacza to, że próba ataku na linię 4,60 zł póki co zakończyła się niepowodzeniem i że na parze frank-złoty nadal obowiązuje konsolidacja w zakresie 4,50-4,60 zł.
KK









































