Kupiec w Polsce nie ma lekko

Sklep, który zatrudnia kilkunastu lub kilkudziesięciu pracowników - to pragnienie nie tylko przeciętnego Kowalskiego, o tym marzą wszyscy, którzy dobrze życzą polskiej gospodarce. Małe, rodzinne firmy są bowiem na całym świecie uważane za ostoję dobrobytu społeczeństwa. Problem w tym, że dziś prowadzenie firmy handlowej wcale nie jest w Polsce łatwe. Przyznają to nawet ci, którzy zdobyli nagrody w plebiscycie Stowarzyszenia im. Eugeniusza Kwiatkowskiego na najlepszego kupca.

- Łatwy biznes to był na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy można było sprzedać praktycznie wszystko - mówi Lucjan Brzezicki, właściciel "Złotego Rogu" w Katowicach, wielokrotny laureat plebiscytu o tytuł "Kupca Roku". - Ludzie po okresie PRL-owskich pustek w sklepach byli tak zgłodniali nowości, tych ślicznie pakowanych towarów z importu, że handel był najprostszym biznesem, od którego wielu poważnych dziś biznesmenów zaczynało swą karierę.

Jeszcze łatwiej - wbrew pozorom - sprzedawało się w latach 70. ubiegłego wieku, kiedy Brzezicki zaczynał swą działalność na własny rachunek. - Wtedy problemem było, jak zdobyć towar, a sprzedawanie to już była przyjemność, wszystko schodziło na pniu - wspomina.

Brzezicki najpierw zajmował się gastronomią, ale jako ajent poległ w walce z pazernością spółdzielców, od których wynajął lokal. - Jak zauważyli, że mam duże obroty, to tak podnieśli opłaty, że musiałem zrezygnować - mówi.

Później zajął się konfekcją. Szło dobrze, więc postanowił - za namową żony, co zawsze podkreśla - się rozwijać. - Był przetarg na ten lokal, w którym dziś mamy sklep w Katowicach i wygraliśmy go - wspomina. - Ale okazało się, że zgonie z odgórnymi nakazami - bo tak to wtedy było - musimy tu mieć sklep spożywczy, a nie z konfekcją. W ten sposób przez przypadek znów zająłem się karmieniem ludzi, czyli czymś od czego zaczynałem i na czym się dobrze znałem - dodaje.

- Długo obserwuję różnych kupców i widzę, że ci najlepsi osiągają sukces nie dzięki przypadkowi, ale konsekwencji i ciężkiej pracy - mówi Zbigniew Romański, pełnomocnik Zarządu Stowarzyszenia im. Eugeniusza Kwiatkowskiego, główny animator plebiscytu o tytuł "Śląskiego Kupca Roku" na terenie naszego regionu.

Dodaje, że konkurs służy głównie temu, żeby takie przykłady pokazywać. - Stara zasada mówi, że trzeba uczyć się od najlepszych - tłumaczy Romański. - A nasi laureaci mogą być wzorem dla wszystkich, którzy marzą o karierze w handlu. Stowarzyszeniu chodzi i o to, by wzmacniać etyczne podwaliny działalności biznesu. - Dobra firma to taka, która nie tylko przynosi zyski właścicielom, ale uczciwie odprowadza podatki, składki i dba o swoich pracowników - podkreśla Romański.

Konkurs jest kontynuacją pomysłu wicepremiera, ministra Skarbu z czasów II Rzeczpospolitej i patrona Stowarzyszenia - Eugeniusza Kwiatkowskiego. - Podczas pobytu w Poznaniu w 1937 roku, w uznaniu dla wysokiego poziomu wielkopolskiego handlu, ufundował on prywatną nagrodę dla najlepszego poznańskiego kupca - opowiada Romański.

Dodaje, że w ten sposób słynny przedwojenny polityk chciał wesprzeć rozwój przedsiębiorczości oraz umacnianie się polskiego kapitału w handlu. - Dziś też musimy to robić -twierdzi.

I nie chodzi tu o prymitywny nacjonalizm, co podkreślają w Stowarzyszeniu im. Eugeniusza Kwiatkowskiego, ale o wybieranie - a tym samym popieranie - tego, co powstaje w firmach działających w naszym kraju. Dzięki temu rozwija się bowiem nasza gospodarka i - co równie ważne - coraz więcej osób ma pracę. Co prawda zdecydowana większość, bo aż 65 procent Polaków deklaruje, że chce kupować polskie wyroby. Jednak, gdy już jesteśmy w sklepie i podejmujemy decyzję, zwykle wybieramy produkt pod wpływem impulsu - czyni tak aż 70 proc. robiących zakupy. Dlatego, zdaniem Romańskiego, trzeba cały czas edukować konsumentów, jakie skutki wywołują ich decyzje. - Temu również ma służyć nasz konkurs - mówi.

I daje przykład firmy Józefa Misztela. - Wybudował supermarket na osiedlu w Oświęcimiu, gdzie mieszkają głównie emeryci - mówi. - Wydawałoby się, że takie przedsięwzięcie nie ma wielkich szans na rozwój. Tymczasem w tym sklepie jest tak miła, rodzinna atmosfera, że klienci przychodzą tam z przyjemnością i jest ich coraz więcej.

Romański namawia też Lucjana Brzezickiego, żeby sprzedał swój pomysł na dobry sklep - w którym można w dodatku coś zjeść i kupić gotowe dania - innym kupcom, na przykład na zasadzie franczyzy. - Niech ten patent na biznes promieniuje na innych - mówi Romański. Jednak Brzezicki na razie ostrożnie do tego podchodzi. - Nasz sukces bierze się głównie z tego, że przykładamy dużą wagę do jakości - mówi. - U nas zawsze wszystko jest świeże, pachnące, a jak coś w danym dniu sprzedaje się gorzej - to nie zostawiamy tego na drugi dzień. Wieczorem robimy wyprzedaż, a rano mamy znów nowe sałatki, pierogi i wszystkie inne dania.

Jego zdaniem, produkcja na wielką skalę tych specjałów skończyłaby się tym, co dziś mamy w barach szybkiej obsługi - czyli wielką bułą z mięsem i warzywami, która wszędzie smakuje tak samo. Brzezicki zdaje sobie jednak sprawę, że wielkie sieci gastronomiczne atakują ostro i z roku na rok konkurencja będzie większa. - Klienci uciekają do wielkich centrów handlowych, a centra miast umierają - mówi.

Zmorą kupców z centrum Katowic są też przedłużające się w remonty i fatalna organizacja ruchu. - Dziś większość osób porusza się samochodami, jak klient nie może podjechać i zatrzymać się pod sklepem, to po prostu z niego rezygnuje - przyznaje Romański.

POLSKA Dziennik Zachodni
Mariusz Urbanke
Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Nowy komentarz

Anuluj

Kalendarium przedsiębiorcy

  • Rozliczenie podatku od towarów i usług za poprzedni miesiąc - VAT 7.

    Podatnicy podatku akcyzowego rozliczają akcyzę.

Kalkulator płacowy

Oblicz wysokość pensji netto, należne składki oraz podatek.