REKLAMA

Katsenelson i rynek zmierzający donikąd

Marcin Świerkot2013-11-10 06:00
publikacja
2013-11-10 06:00

Książka Katsenelsona ma na celu wprowadzenie inwestora w model aktywnego inwestowania w wartość. Jak tytuł książki może wskazywać ("Jak zarabiać na rynku, który zmierza donikąd"), Katsenelson chce odpowiedzieć na podstawowe pytanie, które zadają sobie inwestorzy na całym świecie - jak zarabiać? Niestety, po przeczytaniu książki, to kłopotliwe pytanie pozostanie bez konkretnej odpowiedzi.

Autor książki to Chief Investment Officer (niestety, przestałem się podejmować tłumaczenia coraz to bardziej zawiłych stanowisk zza oceanu) w firmie inwestycyjnej IMA (Investment Management Associates). Przed przeczytaniem jakiejkolwiek książki o inwestowaniu, zawsze jestem rad mogąc zweryfikować realne wyniki giełdowe jej autora. I tutaj czeka nas pierwszy zawód - wyniki Katsenelsona są, co tu dużo mówić, są słabe. I już nie chodzi o to, że ostatecznie metoda aktywnego inwestowania skończyła gorzej niż S&P 500, a o to, że jej notowania podążają za indeksem jak wierny piesek. Co kłóci się z wizją inwestowania, którą autor nam wykłada. Jednak niezrażony postanowiłem usiąść do lektury i pierwsze rozdziały uzmysłowiły mi, że nie był to czas stracony.

C:\Users\mar\Desktop\Wykres.png

Wyniki funduszu Katsenelsona, źródło: IMA

Rynek tchórzliwego lwa

Katsenelson roztacza bardzo ciekawą wizję, w której zarówno rynki jak i światowe gospodarki nie znajdują się w długoterminowym rynku byka czy niedźwiedzia. Autor wprowadza tutaj trzecią koncepcję, długoterminowego trendu bocznego zilustrowaną tchórzliwym lwem, który co chwila atakuje i cofa się. Metafora jak metafora, osobiście dla trendu bocznego wybrałbym zupełnie inne zwierzę, ale mimo wszystko pozwala dojść do ciekawych obserwacji i zastanowić się nad obecną rzeczywistością makroekonomiczną.

W opinii Katsenelsona powtórzenie sukcesów Buffeta i inwestorów fundamentalnych z jego pokolenia jest niemożliwe, a stawianie na strategię "kup i trzymaj" jest w dzisiejszych czasach naiwne i nieefektywne. Zamiast tego prezentuje koncepcje "kup i sprzedaj" (jakże odkrywczo brzmiąca) - odpowiednie połączenie jej z inwestowaniem w wartość ma być drogą do osiągnięcia sukcesu w długotrwałym rynku bocznym. I to właśnie tej metodzie jest dedykowana książka.

Inwestycyjny Paulo Coelho

Za każdym razem, gdy czytam tego typu książki, mam wrażenie, że jej autorem jest odpowiednik inwestycyjnego Paulo Coelho. Niby wszystko pięknie, śmiałe tezy i twierdzenia, że taka a nie inna droga przyniesie Ci sukces. Do tego podczas czytania ma się wrażenie, że dotknęło się jakiejś prawdy objawionej, że sam wszechświat podpowiada nam, w jaki sposób pomnożyć swoje pieniądze. Jednak tak jak w przypadku opowiadań Coelho, przedstawione tezy są zazwyczaj brutalnie zrugane przez rzeczywistość już przy pierwszej lepszej okazji.

Książka pełna jest oczywistych do bólu stwierdzeń w stylu: "lepiej inwestować w firmę z silniejszą marką, niż taką ze słabszą". Rady w stylu "kupuj tanio i sprzedawaj drogo" mają to do siebie, że dobrze się je czyta, jednak w praktyce nijak nie można ich wykorzystać. I właśnie tutaj tkwił największy zawód - liczyłem, że jako praktyk Ketsenelson przytoczy z życia wzięte przykłady, sprawozdania finansowe firm z pięciu lat i konkretne analizy, dzięki którym wiedział, że firma "A" jest lepsza od firmy "B". Niestety, jedyne na co możemy liczyć to okazjonalne i powierzchowne "zarzucenie" przykładem jakiejś firmy. Wyjątkiem jest dogłębne wytłumaczeniem analizy DCF na przykładzie farmera i krowy, które utwierdziło mnie w przekonaniu, że autor nie do końca jest zdecydowany dla kogo pisał tą książkę. Jeżeli dla laika, to niepotrzebnie były poruszane skomplikowane zawiłości makroekonomiczne (i to bez żadnego poparcia swoich opinii w twardych faktach!). Jeżeli dla inwestora z jako takim doświadczeniem, to tłumaczenie jednej z podstawowych analiz na przykładzie krowy jest, mówiąc krótko, nietrafione.

Ciekawe koncepty i barwny język

Niewątpliwym plusem jest natomiast barwny język autora (tutaj zapewne należą się duże pochwały dla osoby przekładającą książkę na polski). Czyta się ją bardzo dobrze - jest pełna ciekawych odniesień i metafor. Skłamałbym również, gdybym napisał, że niczego się z niej nie nauczyłem. Tego typu książki mają to do siebie, że bardzo często naprowadzają nas na jakiś istotny problem lub ciekawy pomysł, który następnie implementuje się w swoich codziennych nawykach inwestycyjnych. Takie "skakanie" z zasady na zasadę wyznawaną przez autora bez odpowiedniego zagłębiania się ma to do siebie, że pozwala czytelnikowi "wybierać" najciekawsze koncepcje niczym ulubione czekoladki, a resztę wyrzucić szybko z pamięci. Trzeba więc przyznać, że czasu spędzonego nad tą lekturą w żaden sposób nie żałuję, ale podchodząc do niej trzeba mieć świadomość, że nie przyniesienie ona wymiernych skutków w wysokości corocznych zysków generowanych na rachunku maklerskim.

Tych, którzy nie wierzą w inwestowanie w wartość, ta książka nie przekona. Natomiast, fanom analizy fundamentalnej da parę ciekawych konceptów do przemyślenia i ewentualnego zaimplementowania w swojej strategii. Ostatecznie, nie ma nic złego w czytaniu Paulo Coelho - wręcz przeciwnie, od czasu do czasu jest to wręcz wskazane. Jednak tak jak po przeczytaniu książki brazylijskiego pisarza, nie możemy oczekiwać, że "wygramy życie", tak samo Katsenelson nie przynosi nam odpowiedzi na pytanie jak efektywnie zarabiać na giełdzie.

Marcin Świerkot
Analityk Bankier.pl

Recenzja powstała dzięki wydawnictwu Linia, wydawcy książki Vitaliy N. Katsenelson "Jak zarabiać na rynku, który zmierza donikąd. Aktywne inwestowanie w wartość. " w Polsce.
Źródło:
Tematy
Zamów kartę flotową BP Komfort Prepaid i odbierz 200 zł w prezencie

Zamów kartę flotową BP Komfort Prepaid i odbierz 200 zł w prezencie

Komentarze (4)

dodaj komentarz
~ZXZ
Pozornie nie na temat, ale o co do końca chodzi w zyskach? Chodzi o wolnośœć i przetrwanie! Wolnośœć robienia tego na co ma się ochotę i wolnośœć od przymusu robienia tego na co nie ma się ochoty. Fakty są takie, że póki co przeważnie zysk jednego oznacza stratę drugiego, a więc powiększenie wolnośœci jednego odbywa się kosztem zmniejszenia Pozornie nie na temat, ale o co do końca chodzi w zyskach? Chodzi o wolnośœć i przetrwanie! Wolnośœć robienia tego na co ma się ochotę i wolnośœć od przymusu robienia tego na co nie ma się ochoty. Fakty są takie, że póki co przeważnie zysk jednego oznacza stratę drugiego, a więc powiększenie wolnośœci jednego odbywa się kosztem zmniejszenia jej u drugiego. Nie macie wrażenia, że w tym wszystkim chodzi o coœś więcej? Może po prostu z samego założenia rodzimy się niewolnikami w nieznanej rzeczywistośœci i odbywa się tu spektakl rywalizacji o wolnośœć, pieniądze, lepszą pracę, ziemię, surowce, rynki zbytu itd. Wydaje się, że nie mamy wyboru, że jak nie pożresz innych to sam zostaniesz pożarty, ale może po prostu rzuceni w wir szkoły, pracy, egzystencji nie mamy wytchnienia, czasu, aby nad tym wszystkim się spokojnie zastanowić? Może jesteœśmy jak barany gonione na rzeźŸ, nie zauważamy tego, że wszyscy jesteœśmy tutaj niewolnikami, niewolnikami materialnej rzeczywistoœci. Niestety tak jesteśœmy skonstruowani, że nie uœświadamiamy sobie co tutaj się dzieje dopóki nam samym nie przytrafi się to najgorsze. Zysk jest wspaniały dopóki sami nie doœświadczymy straty. Życie w zdrowiu i spokoju jest fajne dopóki sami cieżko nie zachorujemy, wtedy perspektywa się zmienia, następuje uśœwiadomienie. Tu nie ma litośœci i nigdy jej nie było, jedynie człowiek może tutaj coœś zmienić, może zakończyć ten szatański taniec. Trzeba tylko przekroczyć schematy myœślenia i odważnie spojrzeć w to czego się tak boimy. To może być właœśnie to, klucz do całkowitej wolnoœści dla wszystkich, do ostatecznego wyzwolenia. Żeby to zrozumieć trzeba poczuć bluesa, może trzeba mieć własne doświadczenia, a może wystarczy współczucie.
~dezel
Leszczyk na giełdzie to może ? W PIT wykazać stratę.
~menel
Przeważnie ci, co nie potrafią zarobić realnie na giełdzie żadnych pieniądzy, biorą się za pisanie książek o zarabianiu na giełdzie. I dopiero wtedy zarabiają pierwsze realne pieniądze dzięki giełdzie.
~inwestor
To samo można powiedzieć o książce Roberta Kyosakiego.

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki