Nie tak dawno media obiegła informacja na temat badania nowozelandzkiej firmy, która udowodniła, że dzięki pracy w ciągu 4 zamiast 5 dni w tygodniu, przedsiębiorstwo może zyskać bardziej efektywnych pracowników. W Polsce jednak co najwyżej szuka się sposobów na umilenie ostatniego dnia tygodnia – na przykład poświęceniem piątku na rozwój osobisty.


4-dniowy tydzień pracy to system, o którym wielu słyszało, ale mało kto zna osoby pracujące w ten sposób. – Proces uelastyczniania pracy już trwa – został zapoczątkowany oddolnie przez same firmy. Dotyczy to nie tylko liczby dni, kiedy pracownik pozostaje do dyspozycji przełożonego, ale także godzin czy miejsca pracy – mówi w rozmowie z Bankier.pl Dorota Gajewska z Adecco Polska.
Dużo się mówi o pracowitości Polaków. Okazuje się, że według danych OECD jesteśmy siódmym krajem na świecie pod względem liczby przepracowanych godzin – pracujemy 1895 godzin rocznie. Znajdujemy się tym samym w czołówce państw Unii Europejskiej.
Przykład idzie z góry
W historii 4-dniowego tygodnia pracy zapisało się kilkanaście firm między innymi – Perpetual Guardian z Nowej Zelandii, Filimundus, Brath i Toyota w Szwecji, Planio w Niemczech, Treehouse i Reusser Designs w Stanach Zjednoczonych.
O tych pierwszych mówiono niedawno w kontekście badań, jakie postanowiły przeprowadzić w związku z wprowadzeniem w swoich organizacjach 4-dniowego tygodnia pracy. Wiosną 2018 roku skrócono czas pracy do 32 godzin na tydzień, pozostawiając wypłatę na stałym poziomie. Perpetual Guardian, przedsiębiorstwo z branży ubezpieczeniowej zatrudniające 240 osób po przejściu na tryb krótszego tygodnia pracy, poprosiło badaczy o przeanalizowanie efektów zmiany. W rezultacie pracownicy stali się między innymi bardziej kreatywni. Odsetek osób, które deklarowały swobodę łączenia pracy z obowiązkami rodzinnymi, wzrósł z 54 do 78 proc., poziom stresu obniżył się o 7 proc., a stopień zadowolenia z pracy wzrósł o 5 proc.
W przypadku Filimundusa zmiana miała dobre i złe strony, które w efekcie dały jeden wynik. – Zauważyliśmy obniżenie produktywności u niektórych pracowników, przede wszystkim wśród naszych artystów. Wzrosła natomiast efektywność u programistów. Pod względem finansowym wyrównało się. Zysk pozostał. Pozytywne efekty wzrosły – powiedział w rozmowie z serwisem Fast Comapany dyrektor generalny Filimundusa – Linus Feldt. – Jest to oczywiście kontrowersyjne w przypadku większości firm, ponieważ obecna ideologia większości właścicieli przedsiębiorstw koncentruje się na maksymalizacji wydajności pracy dzięki wykorzystaniu zasobów, które już mają, mówi Feldt. – Myślę, że wielu z nich chętnie powróciłby do 10- lub 12-godzinnych dni – dodaje.
Czy w Polsce jest to możliwe?
Bez wątpienia – odgórnie wprowadzenie krótszego tygodnia pracy na poziomie ustawowym nie mogłoby się sprawdzić między innymi ze względu na specyfikę różnych branż. – W przypadku systemowego skrócenia tygodnia pracy do czterech dni konsekwencje mogą być trudne do przewidzenia. Przykładem może być wprowadzenie zakazu handlu w część niedziel. Dla wielu pracowników sklepów i marketów oznacza to ograniczenie czasu pracy i niższe zarobki. W innych branżach, jak IT, gdzie już dziś brakuje specjalistów, deficyt byłby odczuwalny jeszcze bardziej. Musimy pamiętać o aspekcie kulturowym. Podział tygodnia na czas pracy i czas odpoczynku jest u nas silnie zakorzeniony, mimo że przecież jeszcze nie tak dawno pracowaliśmy w soboty – wyjaśnia Gajewska z Adecco Polska.
Dla niektórych uelastycznianie pracy jest natomiast możliwe. – Rozwój technologii sprawia, że coraz więcej czynności można wykonać zdalnie, bez konieczności przebywania w biurze. Na stanowiskach, gdzie efekt pracy nie jest zależny od długości czy ciągłości procesu, elastyczność zyskuje na popularności. Zaletami takiego systemu jest mniej zwolnień lekarskich, wzrost wydajności czy ograniczenie ryzyka wypalenia zawodowego oraz zdecydowanie wyższa lojalność i zaangażowanie – dodaje w rozmowie z Bankier.pl Gajewska z Adecco Polska.
Próbę skrócenia czasu pracy w tygodniu próbowała przeforsować partia Razem w projekcie „Pracujmy krócej”, który jednak nie trafił do Sejmu – losy projektu utknęły prawdopodobnie na zbieraniu podpisów. – Polska gospodarka potrzebuje innowacyjności i zaangażowania. Skrócenie czasu pracy to szansa na impuls dla polskich przedsiębiorstw. Myślenie w kategoriach długich godzin spędzanych w biurze, niskich stawek i wyzysku powinno należeć do przeszłości. Dlatego apelujemy do innych partii, żeby poparły nasz projekt – tłumaczył Adrian Zandberg z zarządu krajowego Razem.
Partia Razem nie była w swoim pomyśle odosobniona. Polskie Stronnictwo Ludowe złożyło projekt ustawy skracający czas pracy o godzinę dziennie. Pomysł ten obejmowałby jednak wyłącznie opiekunów dzieci do 15 roku życia. Nowela została odrzucona w 2017 roku, ale w kwietniu 2018 partia postanowiła zawalczyć ponownie. Jednak i tym razem projekt został odrzucony w pierwszym czytaniu.
Z drugiej strony przeciwnicy podobnych propozycji mówią, że takie działania mogą doprowadzić gospodarkę do ruiny z powodu wzrostu kosztów pracy. Piotr Lewandowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych, wyjaśnia w materiale Pracuj.pl, że w Polsce nie ma potrzeby skracania czasu pracy. – Nie widzę powodu, dla którego powinniśmy rozważać skrócenie czasu pracy do sześciu godzin dziennie. Obecnie warunki pracy są lepsze niż przed dziesięcioma, a tym bardziej dwudziestoma i więcej laty. Polacy mają też relatywnie dużo ustawowych dni urlopowych i świątecznych, więc możliwości pogodzenia pracy z odpoczynkiem jest na standardowym europejskim poziomie – tłumaczy Lewandowski z IBS.
Wolny piątek w Polsce
Mimo że ze świecą szukać w Polsce firm, które skróciły czas pracy do czterech dni tygodniowo, można odnaleźć te, które piątki przeznaczają niekoniecznie na „ciężką orkę”. Takim przykładem jest Nozbe, której twórcą i CEO jest Michał Śliwiński. – W Nozbe czterodniowy tydzień pracy polega na wprowadzeniu w życie tzw. "piąteczków". Piątek nie jest wolny od pracy, ale jest dniem, w którym nie pracujemy nad bieżącymi sprawami. „Piąteczek” w naszej firmie to moment, w którym każdy ma czas po pierwsze na podsumowanie minionego tygodnia oraz mądre zaplanowanie pracy na nadchodzący tydzień oraz, po drugie, na rozwój osobisty. Oznacza to, że po przeprowadzeniu przeglądu tygodniowego, pracownicy mogą sami zaplanować sobie dalszą część dnia – mogą testować nowe narzędzia, które wykorzystają w dalszej pracy, robić kursy, brać udział w webinariach, doszkalać się, czytać. Co komu w duszy gra – mówi w rozmowie z Bankier.pl Śliwiński.
Czy firma odnotowała z tego powodu straty? – Nie zaobserwowałem żadnych strat finansowych, mimo że tego dnia niewiele osób wykonuje bieżące obowiązki (z wyjątkiem działu obsługi klienta, który nie może sobie pozwolić na całkowity przestój). Dzięki luźniejszym piątkom nasza firma stała się atrakcyjniejszym miejscem zatrudnienia – możliwość dokształcania się w ramach czasu pracy to atut, szczególnie w oczach dobrych i ambitnych programistów – dodaje CEO Nozbe.
Wolne piątki to również znak rozpoznawczy pracy w Amazonie. Zatrudnieni między innymi w centrach logistycznych w Polsce pracują przez 4 dni po 10 godzin dziennie, aby jeden dzień mieć dodatkowo wolny. – Praca przez 4 dni w tygodniu daje 3 dni wolnego i skraca czas podróży do pracy każdego tygodnia. Zdecydowanej większości naszych pracowników odpowiada ten system – mówi w rozmowie z Bankier.pl Marta Rzetelska z biura prasowego Amazona.
Resort pracy na swojej stronie internetowej wymienia korzyści i ryzyka, jakie niesie przeniesienie ośmiu godzin pracy na pozostałe dni tygodnia. Wśród dobrych stron podano możliwość pogodzenia obowiązków zawodowych z obowiązkami rodzinnymi lub rozwojem, niższe koszty dojazdu do pracy, możliwość podjęcia pracy dodatkowej i ograniczenie stresu. Natomiast wśród negatywnych skutków wskazano problem z ewidencjonowaniem czasu pracy, ograniczenia związane z możliwością pracy w godzinach nadliczbowych oraz możliwe wahania wydajności.



























































