Pomysł Solidarności jest bardzo prosty – zniechęcić pracodawców do umów śmieciowych. Do tych oprócz umów o dzieło i zlecenia, związkowcy dodają także samozatrudnionych i osoby pracujące na czas określony. Zniechęcenie ma polegać na prawnym zwiększeniu kosztów zawierania umów tego rodzaju. Związkowcy proponują, aby od umów o dzieło i zlecenia pobierać składki w dokładnie takiej samej wysokości jak od umów o pracę. Ponadto chcą wprowadzenia bardzo wysokich odpraw dla zwalnianych przed terminem zatrudnionych na czas określony.
Umowy zlecenia często są korzystne dla obu stron

Zdaniem ekonomistów to zły pomysł. Umowy śmieciowe bardzo często są korzystne zarówno dla pracodawców jak i pracowników. Ponadto korzystają oni z tej formy zatrudnienia właśnie z tego powodu, że umowy o pracę są za drogie. Zatrudniając pracownika na umowę o pracę za minimalne wynagrodzenie, ten do ręki otrzymuje tylko 1111 zł, a łączny koszt pracodawcy to ponad 1800 zł. Gdy pracodawca zatrudni pracownika za tę samą kwotę na umowie zlecenia, to pracownik do ręki dostanie 200 zł więcej niż gdyby był zatrudniony na podstawie umowy o pracę.
Pracodawcy zdają sobie z tego sprawę i wolą zapłacić wyższą pensję netto niż odprowadzać wysokie składki. To wszystko często dzieje się za przyzwoleniem pracowników. Podobnie jest w przypadku samozatrudnionych. Umowa o pracę opłaca się tylko dla osób osiągających dochód w określonym przedziale – wszystko zależy od płci, wieku, miejsca zamieszkania i planów kredytowych (osoby z umowami o pracę mają łatwiej nawet jeśli osiągają mniejszy dochód).
Obecnie mamy 13,5% bezrobocie, które byłoby dużo wyższe, gdyby nie fakt, że na podstawie umów cywilnoprawnych pracuje prawie milion ludzi. Z kolei na czas określony pracuje prawie co trzeci pracownik z umową o pracę. Pod tym względem zajmujemy pierwsze miejsce w Unii Europejskiej. Walka z umowami śmieciowymi to błąd. To umowy o pracę są za drogie przez co są niekorzystne zarówno dla pracodawców jak i pracowników.
Naturalnie część pracodawców wykorzystuje sytuację na rynku pracy by oferować potencjalnym pracownikom bardzo niekorzystne umowy. Takie rzeczy mają miejsce na okrągło. Jednak to, że niektórzy pracodawcy nie ponoszą z tego tytułu żadnych konsekwencji wynika z opieszałości Państwowej Inspekcji Pracy.
Solidarność chce dobrze
Solidarność chce dobrze, ale zabiera się do tego nie od tej strony co trzeba. Koszty pracy w tym roku wzrosły już dwa razy. W lutym podniesiono składkę rentową o 2 pp, a w kwietniu wzrosła składka na ubezpieczenie wypadkowe. Obecnie klin podatkowy, czyli różnica między płacą netto a całkowitym kosztem pracodawcy wynosi 40%.
Stąd prosty wniosek, że ofensywa ustawowa powinna dotyczyć obniżenia kosztów zatrudniania na podstawie umów o pracę oraz dodanie nowych form zatrudnienia do Kodeksu pracy, np. flex time. Podnoszenie kosztów zatrudnienia na podstawie umów cywilnoprawnych może przynieść odwrotne skutki do zamierzonych – pracownicy stracą korzyści wynikające z wyższej płacy netto, a pracodawca i tak nie zatrudni ich na umowę o pracę.
Problem polega na tym, że zdanie Solidarności jest zbieżne z wcześniejszymi planami rządu. Już ponad rok temu minister Boni twierdził, że oskładkowanie umów cywilnoprawnych jest konieczne. Składki z umów o dzieło przyniosłyby ok. 1 mld zł do budżetu FUS. To wszystko sprawia, że uznawane za "absurdalne" pomysły związkowców niedługo zaczną być w mediach traktowane jako rozsądny rządowy sposób na ratowanie systemu emerytalnego.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
Zobacz też:
» Rozlicz PIT 2011 z Bankier.pl
» Jak się liczy wynagrodzenie na umowie o pracę?
» Jak długo będę czekać na zwrot z podatku?
» Rozlicz PIT 2011 z Bankier.pl
» Jak się liczy wynagrodzenie na umowie o pracę?
» Jak długo będę czekać na zwrot z podatku?






























































