REKLAMA
JANUSZ KRYPTO PYTA

Tradycja zaklęta w czekoladzie

2008-04-16 15:53
publikacja
2008-04-16 15:53
Czekolada. Kiedyś napój XVI-wiecznych dworów królewskich, dziś powszechnie uwielbiany słodki przysmak. Znana pod różnymi postaciami, w różnych kolorach i smakach. A wszystko dzięki ludziom takim jak Karol i Emil Wedel, których firma powstała 157 lat temu właśnie z miłości do czekolady.

Gdy w 1851 roku Niemiec Karol Ernest Wedel otwierał w Warszawie sklep z wyrobami cukierniczymi, w najśmielszych marzeniach nie przypuszczał, że jego firma przetrwa wieki i stanie się jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich marek.
Dzisiaj na pytanie, jak nazywa się najstarsza polska firma produkująca czekoladę, każdy bez wahania odpowie: Wedel.



Przez czekoladę do serca

Gdy Karol Ernest Wedel otwierał własny interes na ulicy Miodowej w Warszawie, znał się już na rzeczy. Był po naukach w Paryżu, Berlinie i Londynie oraz po solidnej praktyce u Karola Gronherta – cukiernika. Wiedział, czego chce i czym będzie się zajmować. A fakt, że wyroby czekoladowe za jego czasów były prawdziwym rarytasem, sprawił, że długo nie musiał czekać na sukces.
W krótkim czasie jego słodycze stały się znane w całej Warszawie. Aby szczęściu dopomóc, nie szczędził na anonse w prasie (dziś popularnie nazywane reklamą), w których przedstawiał asortyment i zalety swoich produktów, jak choćby ich niską cenę.
Dzięki czekoladowym specjałom nie tylko zyskał sławę w branży cukierniczej, pozwoliły mu one znaleźć również żonę. Karolina Wisnowska dobrze znała jego świat, gdyż sama była córką znanego cukiernika. Pobrali się, a w 1841 roku urodził się Emil Albert Fryderyk Wedel.

Wzorem ojca, Emil również zadbał o cukiernicze wykształcenie. Szkolił się w Niemczech, Szwajcarii, Anglii i Francji. Zrobił doktorat z chemii spożywczej. Pomagał ojcu w prowadzeniu firmy, a on odwdzięczył się, ofiarowując synowi piękny prezent ślubny. W 1876 roku, kiedy Emil ożenił się z Eugenią z Bohmów, firma stała się jego własnością. Pomimo tego, że to Karol otworzył pierwszą cukiernię i fabrykę czekolady, właśnie jego syn ukształtował wizerunek firmy i sprawił, że marka Wedel stała się synonimem słodkiej rozkoszy.

Nowa era czekolady

Emil, jak to zwykle bywa, miał trochę inne od ojca pomysły na prowadzenie przedsiębiorstwa. Chciał unowocześnić i rozwinąć czekoladowy interes. W 1894 roku przeniósł sklep do kamienicy przy ul. Szpitalnej, która na całe lata stała się własnością Wedlów i była ich wizytówką, a warszawiacy do dziś z tym miejscem kojarzą najsłynniejszą Pijalnię Czekolady.
Na tyłach owej kamienicy Emil stworzył nowoczesną fabrykę słodyczy, do której maszyny sprowadził aż z Paryża. Wkrótce sieć firmowych sklepów Wedla wyszła poza granice Warszawy. Popularne słodkości zaczęto sprzedawać również w Łodzi i Sosnowcu. Dzięki zmianom, produkcja i sprzedaż znacznie wzrosły. Wzrosła również popularność wedlowskiej czekolady. Do tego stopnia, że zaczęto ją podrabiać.



Stąd słynny symbol – ręczny, zamaszysty podpis „E. Wedel” na każdym wyrobie. Emil chciał w ten sposób zapobiec podróbkom. Wcześniej jego ojciec również podpisywał swoje wyroby, ale to właśnie charakterystyczny podpis Emila stał się znakiem rozpoznawczym firmy. To nie był jednak koniec wielkich zmian. Gdy po Emilu firmę odziedziczył jego syn, Jan, dla niektórych rewolucja dopiero się zaczęła. W 1934 roku Jan przeniósł fabrykę na warszawską Pragę. Rozszerzył również eksport słodyczy poza granice Polski. W Londynie, Ameryce Północnej i Japonii można było spróbować polskiej czekolady. Nawet w Operze Paryskiej podczas antraktów jadano wedlowskie praliny.

Za „panowania” Jana wymyślono Mieszankę Wedlowską i czekoladę Jedyna (najstarszą czekoladę Wedla) oraz słynne Ptasie Mleczko.
Pewnie wiele osób zastanawia się, skąd się wzięła nazwa tego niebiańskiego przysmaku. Otóż był rok 1936. W fabryce Wedlów próbowano najnowszy wyrób mistrza cukierniczego. Wyrób rozpływał się w ustach, ale nie miał nazwy. Intensywnie zastanawiano się nad tym, aż wreszcie ktoś zapytał: „Czego potrzeba do szczęścia człowiekowi, który już wszystko posiada?”. „Ptasiego mleczka” – padła odpowiedź.

Ciężkie czasy

Wybuch wojny nie zamknął sklepu. Nadal sprzedawano produkty z praskiej fabryki. Jednak końca wojny kamienica przy Szpitalnej już nie dotrwała. Została zbombardowana, a to, co z niej pozostało – spalone. Odbudować po wojnie zdążył ją jeszcze Jan Wedel.
Ale przyszły gorzkie czasy socjalizmu, chyba trudniejsze niż sama wojna, i kamienica, fabryka oraz cały majątek, w ramach reformy uwłaszczeniowej, stały się własnością państwa. Sklep i Pijalnię zlikwidowano.
Fabryka czekolady nie przestała jednak funkcjonować. Władze doskonale zdawały sobie sprawę jak wartościowy jest to nabytek. Niestety, zaprowadzono zmiany w nazewnictwie. Na każdej słodkości pojawił się nowy napis „ZPC im. 22 lipca”. Nazwa nikomu nic nie mówiła, więc sprzedaż słodyczy drastycznie spadła. Zmieniono ją więc na „22 lipca d. E. Wedel”.

Dopiero w 1958 roku udało się ponownie otworzyć sklep i Pijalnię Czekolady w dawnym miejscu, czyli przy Szpitalnej.
Ustroje się zmieniały, a Wedel nadal prosperował. I pomimo swojej tradycjonalności, nie zostawał w tyle za nowoczesnością. W latach 90. jego akcje, jako jednej z pierwszych polskich spółek, można było kupić na giełdzie. W 1991 roku firma PepsiCo wykupiła je i Wedel stał się jej własnością. Jednak już w 1999 roku Wedel połączył się z brytyjską firmą pod wieloma względami do niego podobną – Cadbury. Cadbury również od pokoleń zajmuje się produkcją czekolady i ma ponad 100-letnią tradycję. Jego znak rozpoznawczy to, tak jak w przypadku polskiej firmy, nazwisko pierwszego właściciela – Johna Cadbury’ego.

Wedel przetrwał pomimo przeciwności oraz skomplikowanych zawirowań politycznych i wojennej historii Polski. Nie tylko przetrwał, ale również rozwinął się i osiągnął niespotykaną pozycję na rynku, zdobywając nagrody branżowe oraz te najważniejsze, czyli przyznawane przez konsumentów.



Czekolada do picia

Jeszcze za czasów prekursora firmy, karmelki śmietankowe i płynna czekolada zdobyły niebywałą popularność. Dochodziło do tego, że Karol Wedel sprzedawał ponad 500 filiżanek dziennie swojego słodkiego napoju, którego receptura powstała w 1851 roku.
Gdy Emil Wedel przeniósł interes na Szpitalną, otworzył również, oprócz Sklepu Staroświeckiego, Pijalnię Czekolady. Henryk Sienkiewicz, Bolesław Prus, Jarosław Iwaszkiewicz, Julian Tuwim, Zofia Nałkowska regularnie odwiedzali pijalnię przy Szpitalnej.

„... na ladach wznosiły się stosy czekoladek i cukierków... były tu fascynujące kawałki ananasa... były białe pomadki specjalnie pociągające swoim zapachem, wreszcie – wspaniałe, niezapomniane atlasowe bombonierki, które wydawały się największymi cudami sztuki”. To fragment tekstu, który znalazł się w książce „Staroświecki Sklep”, napisany przez Jarosława Iwaszkiewicza. Powstanie tej książki zainicjował sam Jan Wedel, który na łamach „Wiadomości Literackich” ogłosił konkurs na sentymentalne opowiadania o Sklepie Staroświeckim. Książka ukazała się w 1938 roku, czyli rok przed wybuchem wojny i zniszczeniem kamienicy.

Dziś, po przekroczeniu progu Pijalni Czekolady Sklepu Staroświeckiego przy Szpitalnej, odniesiesz wrażenie, jakbyś się cofnął do XIX wieku. Zdjęcia, ryciny, wystrój wnętrz, kryształowe lustra oraz mahoniowe meble i magiczna atmosfera, jaka tu panuje, przywodzą na myśl dawne czasy. Idealnie zrekonstruowane wnętrza z okresu międzywojennego w każdym szczególe przypominają, jakie Warszawa miała piękne i stylowe miejsca. I jeszcze jedno – kiedy staniesz przy stoliku z filiżanką gorącej czekolady, poczujesz, że właśnie tak smakowała czekolada kilka wieków temu, kiedy to Karol Wedel przyrządzał ją gościom osobiście.

Tekst Karolina Orzechowska
Źródło:
Tematy
Tanie konto firmowe i wysoki procent na lokacie
Tanie konto firmowe i wysoki procent na lokacie

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki