Najpierw debata ekonomistów, potem marsz "Obudzonych", wreszcie przedstawienie kandydata na premiera - Prawo i Sprawiedliwość rozpoczęło jesienną ofensywę polityczną. Z jednej strony uderza argumentem masowości (marsz "Obudź się Polsko" zgromadził około 100 000 ludzi), z drugiej - eksperckości. Choć do wyborów jeszcze daleko, PiS próbuje konkretyzować swój program. Zapowiedź wniosku o konstruktywne wotum nieufności to wyraźny sygnał, że partia Jarosława Kaczyńskiego chce być nie tylko największą, ale też najważniejszą partią opozycyjną.
![]() | » PiS przedstawiło swojego kandydata na premiera |
Nie przekona ich też prawdopodobnie przymiotnik "ekspercki" – wprowadzanie zmian w funkcjonowaniu państwa zawsze ma charakter polityczny i nie wydaje się, by cztery kluby parlamentarne porozumiały się co do programu. Wbrew temu, co twierdzi PiS, w powszechnym odczuciu sytuacja w kraju nie jest tragiczna, a tylko to skłaniałoby do budowania kryzysowego "rządu jedności". W najlepszym wypadku uda się osiągnąć porozumienie z Solidarną Polską. Biorąc pod uwagę polityczny romans trwający od pewnego czasu, nie będzie to dużym zaskoczeniem.
Gabinety ekspertów zwykle nie sprawdzają się i są traktowane jako ostatnia deska ratunku w momencie, gdy sytuacja polityczna uniemożliwia sformowanie "zwyczajnego" rządu. Sam Jarosław Kaczyński mówi, że Piotr Gliński to premier "na chwilę". Zakładając, że udałoby się taki rząd zbudować – co potem? PiS nie ma szans na zbudowanie większości parlamentarnej, więc prędzej czy później do władzy i tak wróciłaby koalicja PO-PSL lub rozpisano by nowe wybory. Wydaje się, że poza Prawem i Sprawiedliwością na takim rozwiązaniu nie zależy w tej chwili nikomu.
Mateusz Szymański
Bankier.pl
m.szymanski@bankier.pl

























































