Kana Galilejska czyli rozmnożenie, ale nie chleba i wina tylko euro - tak można skomentować pomysł wielkiego funduszu dla Europy zaproponowany przez szefa Komisji Europejskiej - Jeana Claude Junckera. Jak co tydzień: w studio Piotr Kuczyński, główny analityk DI Xelion.


Plan stworzenia wielkiego unijnego funduszu inwestycyjnego jest powszechnie krytykowany. Niemniej jest to jeden z pierwszych projektów, które realizują postulat bezpośredniego transferu środków z rynków finansowych do realnej gospodarki. Piotr Kuczyński, główny analityk DI Xelion w wywiadzie dla Bankier.pl podszedł do tego pomysłu z rezerwą.
- 21 mld euro na wejściu i 315 mld euro na końcu. Emisja obligacji da nam ok. 60 mld euro. Ale dalsze rozmnożenie tych środków będzie wymagało zaangażowania prywatnych firm i jest mało prawdopodobne, by chciały one angażować się w ten projekt. Zwiększenie tych środków wymagałoby zaangażowania pieniędzy z budżetów państw członkowskich. Kłopot w tym, że państwa UE nie mają tych pieniędzy, bo są zadłużone. Wydaje mi się, że to się nie uda, ale trzymam kciuki, bo 300 mld euro by się przydało - komentuje Piotr Kuczyński, główny analityk DI Xelion.
ReklamaZobacz także
Wątpliwości wzbudza też cel na jaki wydawane byłyby środki z funduszu. Ponadnarodowe projekty niekoniecznie muszą być korzystne dla wszystkich państw UE. Niektórzy byliby beneficjentami, a inni płatnikami netto. Na to nie ma w UE zgody.
- Nie wiadomo, czy państwa się w to zaangażują, bo wcale nie ma pewności, czy odniosłyby z tego tytułu korzyści. Polska może da 1 mld euro, ale co w sytuacji, jak nic z tego nie dostaniemy, a wszystko trafi np. do Grecji - zastanawia się Kuczyński.
Nie będzie chińskiego kryzysu?
Użytkownicy Bankier.pl pytali także o możliwość krachu w Chinach, gdzie zarząd partii podjął plan zwiększenia popytu wewnętrznego. Celem jest zwiększenie zamożności społeczeństwa oraz transformacji Chin z największej i najtańszej fabryki świata na największy rynek zbytu.
- Chiny prowadzą niezwykle mądra politykę. Budują lotnisko lub drogę w Nigerii i dzięki temu mają zaangażowaną dostawę surowców z tego kraju na 20 lat do przodu. Jeśli Chinom uda się pobudzić popyt wewnętrzny to te 1,3 mld Chińczyków będzie potrzebować mnóstwo surowców. Ja jestem optymistą w kwestii rozwoju gospodarki chińskiej. Przestałem wierzyć w ten krach. Jak Chinom uda się zwiększyć popyt wewnętrzny to cały świat ruszy do przodu - dodaje Kuczyński.
Kolejny temat dotyczył ropy, której cena po spotkaniu państw OPEC na giełdzie paliw w Nowym Jorku bardzo silnie spadła. Baryłka ropy West Texas Intermediate, w dostawach na styczeń, na giełdzie paliw NYMEX w Nowym Jorku, jest wyceniana po 67,75 USD, po spadku o 5,94 USD, czyli 8,1 proc.
- Spadki cen ropy uderzą też w firmy łupkowe. Polityka Arabii Saudyjskiej jest nie tylko antyrosyjska, ona jest też antyamerykańska. Duże wydobycie może doprowadzić do bankructwa firm łupkowych. W Polsce też niedługo będą mówić, że to nieopłacalne. Akcje firm wydobywczych raczej na pewno będą tracić. Co nie zmienia faktu, że korzystają na tym konsumenci, którzy mają tanie paliwo.
Z Piotrem Kuczyński rozmawiał Łukasz Piechowiak


























































