Księgowanie umysłowe – pułapka w domowych finansach

analityk Bankier.pl
W podejmowaniu racjonalnych decyzji finansowych przeszkadzają nam nie tylko mylące reklamy i brak odpowiedniej wiedzy. Czasami problem leży zupełnie gdzie indziej – w naszym umyśle. Jeśli kiedyś zaciągaliśmy kredyt mając jednocześnie odłożone oszczędności, to możliwe, że takie rozwiązanie podpowiedział nam właśnie nasz wewnętrzny księgowy.

Mianem księgowania umysłowego określa się psychologiczny fenomen polegający na odmiennym traktowaniu pieniędzy pochodzących z różnych źródeł. W umyśle tworzymy sobie „przegródki”, w których osobno zapisujemy np. środki pochodzące z wynagrodzenia i zarobione na giełdowej spekulacji.



Konsekwencje takiej mentalnej buchalterii bywają różnorakie – najczęściej wpływa ona na naszą skłonność do wydania zgromadzonych środków. Niektóre z umysłowych przegródek są przeznaczone na bieżące wydatki, inne traktowane jako nienaruszalne. Instynktownie unikamy przekraczania przyjętych wcześniej zasad, bo wiąże się to z poczuciem, że zrobiliśmy coś moralnie nagannego.

Pożyczam, chociaż mam pieniądze


Kurczowe trzymanie się przyjętych zasad księgowania umysłowego może doprowadzić do podejmowania nieracjonalnych decyzji finansowych. Wyobraźmy sobie osobę, która posiada oszczędności zgromadzone z myślą o konkretnym celu, a jednocześnie korzysta z linii kredytowej ROR. W momencie, gdy brakuje środków na codzienne wydatki, sięga po pożyczone z banku pieniądze. Odsetki za wykorzystany kredyt mogą przewyższyć odsetki naliczone od przechowywanych na osobnym rachunku oszczędności. Racjonalne byłoby zatem raczej chwilowe naruszenie finansowych rezerw niż skorzystanie z bankowego wspomagania. Wewnętrzny księgowy mówi jednak „nie” – sięgnięcie po oszczędności będzie związane z dotkliwym psychicznym dyskomfortem.

Mentalne księgowanie może także zadziałać w innym kierunku, skłaniając nas do pochopnej konsumpcji. Badacze obserwujący zachowania indywidualnych inwestorów giełdowych zauważyli, że znacznie chętniej przeznaczają oni na bieżące wydatki pieniądze otrzymane w postaci dywidendy niż owoce wzrostu wartości akcji, w które wcześniej zainwestowali. Dywidenda traktowana jest bowiem jako inny rodzaj pieniądza, „łatwiejszy” bo nie okupiony rozterkami związanymi z podejmowaniem inwestycyjnych decyzji. Warto jednak zauważyć, że dywidenda jest przecież także formą zysku z giełdowych transakcji.

Wewnętrzny księgowy i dylemat w kinie


Richard Thaler, jeden z twórców nurtu ekonomii behawioralnej, w ciekawy sposób zaprezentował jak nasz wewnętrzny księgowy może wpłynąć na podejmowane na co dzień decyzje. Wyobraźmy sobie, że kupujemy bilet do kina i wydajemy na niego 10 dolarów. Niestety przed wejściem na salę bilet gdzieś nam się zapodział. Nie otrzymamy nowego biletu ani zwrotu pieniędzy. Czy w takiej sytuacji bylibyśmy gotowi kupić kolejny bilet?

W przeprowadzonym przez Thalera eksperymencie zaledwie 46 procent badanych było gotowych na kolejny wydatek. Interesująca była jednak reakcja badanych na nieco inną sytuację. Tym razem respondenci mieli sobie wyobrazić, że w momencie, gdy mają zapłacić za bilet, odkrywają, że zgubili przed chwilą 10-dolarowy banknot. Czy mimo tego gotowi byliby wysupłać kolejne 10 dolarów? 88 procent badanych odpowiedziało, że tak.

W obydwu przypadkach mamy do czynienia ze stratą w wysokości 10 dolarów. W pierwszej wersji eksperymentu badani „zaksięgowali” już 10 dolarów jako wydatek na kino. Po zgubieniu biletu musieliby ponownie wydać taką samą kwotę na ten sam cel. Wewnętrzny księgowy mówi im – „20 dolarów za bilet do kina? To gruba przesada!”. Dlatego odchodzą z kina z kwitkiem.

Zgubienie banknotu traktujemy natomiast jako zdarzenie nie związane z planowaną wizytą w kinie. Księgujemy tę stratę w pozycji „złośliwość losu” i nie pozwalamy, aby zepsuła nam ona przyjemność kinowego seansu.

Pieniądze żyją własnym życiem


Pieniądze nie mają z góry określonego przeznaczenia, to nasz umysł, starając się stale porządkować wszystko, co dzieje się dookoła nadaje im określone etykietki. W większości przypadków księgowanie mentalne działać będzie na naszą korzyść, ponieważ upraszcza podejmowanie finansowych decyzji. Warto jednak być świadomym, że w niektórych okolicznościach nasz wewnętrzny księgowy może wejść nam w drogę. Należy wskazać mu wówczas jego miejsce – jest przecież tylko pomocnikiem.

Michał Kisiel, analityk Bankier.pl
m.kisiel@bankier.pl

Michał Kisiel

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 ~DRE

Ja wiem z doświadczenia, że raz naruszonych oszczędności już się nie odbuduje. Natomiast finansowanie bieżących wydatków kredytem, bądź pożyczką w banku (oczywiście w granicach zdrowego rozsądku) ma tę zaletę, że zmusza nas do spłaty zadłużenia - w końcu nikt nie lubi mieć długów. Poza tym mając wybór: zakup np. sprzętu rtv za oszczędności lub raty 30x0%, nie mając przy tym ekstra środków na ten cel wybrałbym raty (mimo, że mogłoby się okazać, że za gotówkę kupiłbym ten sprzęt taniej), bo patrząc z perspektywy czasu łatwiej jest udźwignąć te kilkadziesiąt zł/m-c, niż kilka tysięcy jednorazowo. Można oczywiście próbować się 'zadłużyć' u siebie samego, ale kto nas zmusi do regularnych spłat?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~inwestor

Bardzo ciekawy artykuł, przeczytałem go z ogromną przyjemnością i szczerze mówiąc czuję niedosyt - chętnie dowiedziałbym się więcej na temat "wewnętrznego księgowego"

! Odpowiedz
0 0 ~Goły i wesoły

Ble, ble, ble. Teorię można dorobic do wszystkiego. Każdy w miarę racjonalny człowiek rozsądnie zarządza swoimi finansami - oprócz niektórych żon jak wspomniał przedmówca :-)) Wyobraźcie sobie firmę, która ma np zgromadzony kapitał np na inwestycje ale oprócz tego korzysta z linii kredytowej dla utrzymania bieżącej płynności. To konieczność, chyba że wszyscy dyrektorzy finansowi to kretyni ...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~QW

Ja mam oszczędności właśnie po to by nie musieć brać kredytów. Jeśli mam wyższy wydatek to zastanawiam się nad tym co jest lepsze, czy zapłacić kredytówką czy uszczknąć z lokat.
W momencie gdy będę brał kredyt hipoteczny też rozważę kilka wariantów, brak wkładu, wkład na poziomie 20% by uniknąć ubezpieczenia, będzie to też zależało od tego ile będę musiał wydać na urządzenie mieszkania.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~ja

Pieniądze nie do ruszenia?? Powiedz to mojej żonie!

! Odpowiedz
1 0 ~A2

Jest sposób na toją żonę żeby nie ruszyła kasy- nie mów jej o tej kasie, kobiety nie potrafią liczyć na więcej niż 7 dni lub zawartość portmonetki.

! Odpowiedz
0 0 ~seth

w razie pilniejszych wydatków mamy kasę po ręką. A tak jak wydamy oszczędności to w razie potrzeby jesteśmy na lodzie !!!

!