Trzy lata temu SKOK-i trafiły pod nadzór Komisji Nadzoru Finansowego, czyli instytucji, która sprawuje pieczę nad sektorem finansowym w Polsce (w tym nad bankami). Po zapoznaniu się z sytuacją finansową kas KNF wydała miażdżący dla systemu kas raport. Wynikało z niego, że tylko w 2013 r. "system skok poniósł koszty na rzecz podmiotów kontrolowanych przez SKOK Holding S.a.r.l." w Luksemburgu w wysokości 83 mln zł.


Z analizy wynikało, że sam Holding jest wydmuszką - nie zatrudnia żadnych pracowników, a jego działalność jest jedynie formalna. Dochody pochodzą głównie z otrzymywanych dywidend od spółek, których akcje lub udziały posiada. Obok spółek ubezpieczeniowych SKOK, są to m.in. ECCO Holiday, Apella, Polskie Sieci Cyfrowe, Awek czy eCard. Nad częścią tych podmiotów nie ma kontroli KNF.
Z analizy wynikało, że sam Holding jest wydmuszką - nie zatrudnia żadnych pracowników, a jego działalność jest jedynie formalna. Dochody pochodzą głównie z otrzymywanych dywidend od spółek, których akcje lub udziały posiada. Obok spółek ubezpieczeniowych SKOK, są to m.in. ECCO Holiday, Apella, Polskie Sieci Cyfrowe, Awek czy eCard. Nad częścią tych podmiotów nie ma kontroli KNF.
Nadzór wykazał ponadto, że krąg osób wchodzących w skład władz spółek jest stosunkowo wąski. Na przykład Grzegorz Bierecki, do niedawna prezes KK SKOK, zasiadał w zarządach 5 spółek, był członkiem 15 rad nadzorczych innych spółek oraz pełni funkcję przewodniczącego World Council of Credit Unions (WOCCU), międzynarodowej organizacji zrzeszającej kasy. Według KNF mogło to budzić konflikt interesów.
Nadzór podjął też decyzje o zawieszeniu działalności kliku SKOK-ów. Kasy uważają, że podejmowane przez KNF działania, to celowe oczernianie i efekt nagonki politycznej. Jednak prezentowane dokumenty świadczą o rozbieżnościach w wynikach finansowych raportowanych przez kasy. Przepychanka między obiema stronami toczy się już od wielu miesięcy, a w jej wyniku doszło nawet do takich incydentów jak zlecenie przez jednego z członków Kasy w Wołominie pobicia wiceszefa KNF Wojciecha Kwaśniaka.
Z punktu widzenie członków kas najważniejsza jest jednak informacja, że ich depozyty do kwoty 100 tys. euro na jednego członka są w 100 proc. bezpieczne. Pieczę nad nimi sprawuje Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który w przypadku bankructwa kasy odda należne środki.
Tekst jest komentarzem do artykułu "SKOK-i nie są tykającą bombą".

























































