Po roku funkcjonowania nowych
indeksów (WIG30, WIG50, WIG250) władze Giełdy zrozumiały, że zmiany okazały się
nietrafione – uwagę inwestorów w dalszym ciągu skupiał stary, poczciwy WIG20.
Do życia wracają także sprawdzone indeksy „średniaków” (mWIG40) i „maluchów”
(sWIG80). Dobrze, że nowe władze GPW
potrafiły szybko wycofać się z niezbyt udanego eksperymentu, jakim były indeksy
typu „super-size”.
Potwierdziło się, że Warszawa
to nie Frankfurt, i że na całej GPW nie ma 30 spółek,
które byłyby na tyle duże i płynne, aby uzyskać status „blue chipa”. Satysfakcja
z „powrotu do przeszłości” miesza się jednak z żalem, że polski rynek wciąż
jest za mały.