Rząd przygotowuje się do reformy OFE i śmiało można powiedzieć, że będzie to wydarzenie roku. OFE i ZUS od 15 lat funkcjonują w finansowym konkubinacie. To nie będzie cichy rozwód, tylko głośna awantura o kasę, która tylko teoretycznie należy do obywateli. Czy rząd zrewolucjonizuje system emerytalny w Polsce?
Zakończył się przegląd OFE - poinformował rząd. W połowie czerwca pojawi się raport uwzględniający wszystkie pomysły, które padły w trakcie debaty publicznej. Dokument będzie też zawierać szczegółowe wyliczenia konsekwencji wprowadzenia każdego, nawet najbardziej skrajnego pomysłu. Już jesienią do Sejmu ma trafić ustawa zmieniająca system emerytalny w Polsce.
Dlaczego trzeba zmienić OFE?
![]() | » Trwa kampania anty-OFE przed ostatecznym demontażem |
Zobacz także
Przez 15 lat Polacy na kontach w OFE zgromadzili ok. 270 mld zł. Środki te tylko teoretycznie należą do obywateli. Trzeba je obowiązkowo wpłacać, ale nie można nimi swobodnie dysponować. Nie ma możliwości regulowania wysokości składki, a także wypłacenia środków przed czasem. W zamian otrzymuje się tylko iluzję świadczenia emerytalnego. Ponadto Sąd Najwyższy sam przyznał, że składki wpłacane do ZUS-u nie są własnością obywateli.
Rząd ma chrapkę na te pieniądze, bo dzięki nim można by umorzyć część długu publicznego, który obecnie wynosi ponad 860 mld zł. Z drugiej strony mamy emerytów – przyszłych i obecnych – którym państwo obiecało stabilizację na emeryturze. Liczba świadczeniobiorców z ZUS-u będzie tylko rosnąć: już w 2020 roku będziemy mieli 8 mln osób w wieku poprodukcyjnym, czyli 2 mln więcej niż obecnie.
Równocześnie, na skutek niskiej dzietności Polek oraz emigracji, mamy do czynienia z postępującym wyludnieniem kraju. To niezwykle niebezpieczna sytuacja dla systemu emerytalnego, ponieważ jest on finansowany ze składek pracujących Polaków. Im jest ich mniej, tym więcej państwo będzie musiało dopłacać do ZUS-u. Dlatego mówiąc o reformie Otwartych Funduszy Emerytalnych, konieczna jest zmiana zasad funkcjonowania Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Coraz głośniej mówi się o poważnym ograniczeniu przywilejów niektórych grup zawodowych, m.in. górników i rolników.
Najpopularniejsze opcje są niewykonalne
W trakcie debaty publicznej na temat przyszłości OFE padło kilka propozycji. Dwie najbardziej skrajne mówiły o pozostawieniu systemu bez zmian lub całkowitej likwidacji Otwartych Funduszy Emerytalnych i przekazaniu ich środków do ZUS-u. To nie byłoby takie proste, ponieważ OFE nie mają fizycznych pieniędzy. Mają obligacje, akcje i inne papiery wartościowe. Taka decyzja mogłaby doprowadzić do praktycznej „nacjonalizacji” wielu przedsiębiorstw notowanych na giełdzie. Trudno przewidzieć jakie przyniosłoby to konsekwencje.
Dożywotnie emerytury raczej pewne
Kolejne pomysły były już mniej radykalne. Dla rządu nadrzędnym celem jest gwarancja dożywotnich wypłat emerytur, co wielokrotnie podkreślał resort pracy i finansów. Dlatego raczej odpada propozycja Towarzystw Emerytalnych, które zasugerowały, by wypłacać środki zgromadzone w OFE tylko przez pewien z góry określony czas, np. 10 lat. Z drugiej strony, przy zagwarantowanej wypłacie świadczenia będą stosunkowo niskie.
Dziedziczenie składek też nie jest takie pewne. Obecnie środki zgromadzone w OFE po śmierci członka funduszu trafiają do jego spadkobierców. Bardzo możliwe, że rząd w pierwszej kolejności zrezygnuje z tego rozwiązania. To byłaby jawna grabież obywateli, którzy już i tak nie mają większego wpływu na to, co się dzieje z ich oszczędnościami w OFE.
Inne warianty rozwodu ZUS-u z OFE
Jednym z bardziej prawdopodobnych pomysłów jest stopniowe wygaszanie II filaru poprzez systematyczne zmniejszanie składek na korzyść ZUS-u, tak by na końcu całość trafiała do państwowego ubezpieczyciela. Następne etapy to umorzenie obligacji państwowych oraz wprowadzenie dobrowolności wstąpienia do OFE. Tylko tym razem składka dla funduszy emerytalnych byłaby dodatkowym obciążeniem wynagrodzenia, na które klient mógłby się zdecydować lub nie.
Niestety, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że w całej dyskusji i przyszłej reformie nie chodzi zabezpieczenie interesu obywateli. Żaden pomysł nie zakłada bowiem zwykłego zwrotu pieniędzy obywatelom.
Łukasz PiechowiakBankier.pl































































