Poniedziałkowa sesja na Wall Street przyniosła solidną zwyżkę indeksu S&P500 i mocny ruch w górę w wykonaniu Nasdaq Composite. Ton wzrostom znów nadawały spółki technologiczne, co coraz bardziej przypomina czasy bańki internetowe sprzed ponad 25 lat.


Zwyżkujący o ponad 2,5% Nasdaq oznacza jedno – dalsze dmuchanie technologicznego balona spekulacyjnego. Analogii z końcówką XX wieku jest coraz więcej. Znany inwestor Mark Cuban – który sam zbił fortunę na bańce internetowej – powiedział, że sytuacja przypomina mu końcówkę lat 90-tych. Z jedną ogromną różnicą: cała hossa wzmacniana jest pieniędzmi z Rezerwy Federalnej.
Nikt nie jest w stanie przewidzieć, ile potrwa ta nowa „irracjonalna wybujałość”. Poprzednia bańki trwała kilka lat, po czym w 2,5 roku Nasdaq zaliczył spadek o blisko 80%. Zakładając, że sytuacja jest podobna jak w marcu 2000, to Nasadq Coposite w ramach powtórki tego scenariusza musiałby spaść z 10 767 punktów do 2 153,40 pkt., wymazując całą dekadę wzrostów.
Jednak póki co nastroje na Wall Street dopisują. Giełdowe indeksy ciągnięte są w górę dosłownie przez garstkę spółek, określanych mianem FANG+ lub MAGA. Trudno jednak zrozumieć, dlaczego wyceniany na przeszło 32-krotność zysków Microsoft nagle i bez widocznego powodu drożeje o 4,3% (jak dzisiaj), powiększając tegoroczną stopę zwrotu do 34%. Albo dlaczego przynosząca wieczne straty Tesla wyceniana jest na 278 mld USD (dziś +9,5%). Albo taki Amazon (dziś +7,9%) warty już prawie 1,5 biliona dolarów i „chodzący” przy c/z rzędu 153 (nie, nie brakuje tu przecinka).
Taka mega-wzrostowa sesja na akcjach S&P5 nastąpiła po kilku sesjach, podczas których inwestorzy raczej niechętnie kupowali walory spod szyldu FANG+. Mamy więc powrót do sytuacji z maja i czerwca, gdy szeroki rynek praktycznie stał w miejscu, a indeksu rosły dzięki kilku największym spółkom technologicznym.
W tle oczywiście pozostają coraz częściej pojawiające się rewelacje na temat skutecznej szczepionki na Covid-19. Tyle że tego typu doniesienia teoretycznie powinny być wsparciem przede wszystkim dla linii lotniczych czy spółek hotelarskich. A tymczasem podnoszą one wycenę tych walorów, które miałyby skorzystać na zmianach wykonanych koronawirusową histerią.
Krzysztof Kolany























































