Nowa propozycja reformy PIP, która zakłada, że ostateczną instancją decydującą o przekształcaniu umów będzie sąd, idzie w dobrym kierunku - wskazują eksperci w rozmowie z PAP. W ich ocenie doprecyzowania wymaga jednak rola stron w rozstrzyganiu sporów, a wątpliwości budzi przewlekłość postępowań.


Według źródeł PAP w Nowej Lewicy, odświeżona propozycja projektu reformy Państwowej Inspekcji Pracy ma zakładać, że zarówno pracodawca, jak i pracobiorca będą mieli dwa tygodnie na odwołanie się od decyzji inspektora o konieczności przekształcenia umowy cywilnoprawnej w umowę o pracę. Organami właściwymi do rozstrzygania sporów mają być wydziały pracy sądów powszechnych. Jak wyjaśnił jeden z rozmówców PAP, dopóki sąd nie rozstrzygnie tej sprawy to decyzja inspektora nie będzie wchodziła w życie.
W pierwotnej wersji projektu od decyzji inspektora przysługiwało odwołanie do Głównego Inspektora Pracy, a następnie do sądu pracy.
Zobacz także
Ponadto - według nowych zapowiedzi - szef MS Waldemar Żurek ma uruchomić dodatkowe 150 jednostek zajmujących się sprawami pracowniczymi.
Eksperci komentują propozycje zmian
Nową wersję projektu skomentował w rozmowie z PAP prof. Michał Raczkowski, kierownik Katedry Prawa Pracy i Polityki Społecznej na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Jak ocenił, propozycja idzie w dobrym kierunku, jednak doprecyzowania wymaga rola stron w rozstrzyganiu sprawy.
- Chodzi o to, czy decyzja inspekcji będzie uwzględniała wolę osoby zatrudnionej oraz jak te przepisy będą odnosiły się do osób samozatrudnionych, czyli tych, które prowadzą działalność gospodarczą. Jest tutaj jeszcze dużo niewiadomych - zauważył ekspert.
Podkreślił, że sam brak natychmiastowej wykonywalności decyzji i możliwość jej zaskarżenia do sądu pracy jest propozycją dużo bardziej kompromisową i przewidywalną dla pracodawców.
Prof. Raczkowski wskazał, że sądy pracy już teraz są obciążone sprawami, szczególnie w większych miastach. - Moja praktyka zawodowa wskazuje, że na pierwszy termin rozprawy w sądach warszawskich czeka się pół roku, nie mówiąc o rozstrzygnięciu. Nowa propozycja projektu wydaje się jednak poprawniej skonstruowana niż poprzednia - powiedział.
Radca prawny dr Monika Wieczorek wskazała, że możliwość odwołania się bezpośrednio do sądu pracy, z pominięciem Głównego Inspektora Pracy, jest dobrym rozwiązaniem. - To zasadna propozycja i może wpłynąć na skrócenie drogi odwoławczej - powiedziała ekspertka.
Dodała jednocześnie, że Państwowa Inspekcja Pracy powinna być wzmocniona nie tylko przez dodatkowe kompetencje, ale także środki finansowe. - Kontroli byłoby więcej, a co za tym idzie, na większą skalę objęlibyśmy potrzeby rynku pracy - powiedziała Wieczorek.
Bardziej sceptyczny co do nowej propozycji jest przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Piotr Ostrowski - Idziemy w kierunku kompromisu. Jeśli wzmocnilibyśmy sądownictwo pracy i wróciłyby likwidowane w ostatnich latach wydziały pracy w mniejszych miejscowościach, to miałoby to sens. Natomiast jeżeli pozostalibyśmy w ramach obecnej struktury sądowniczej, to ta propozycja jest nie do zaakceptowania, bo nic nie zmienia - powiedział Ostrowski.
Przypomniał, że już teraz sądy rozstrzygają, czy dana umowa wypełnia definicje stosunku pracy i trwa to nawet kilka lat. - Kamień milowy miał być po to wprowadzony, aby te decyzje były podejmowane szybko - dodał szef OPZZ.
- Jeżeli w praktyce okazałoby się, że sprawy rozpatrywane są w miarę szybko, nie kilka lat, tylko maksymalnie kilka tygodni, to ta propozycja byłaby do zaakceptowania - zaznaczył.
Premier zatrzymał reformę
W ubiegłym tygodniu premier Donald Tusk rozmawiał z przewodniczącym Nowej Lewicy, marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym na temat kierunku reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Pierwsza wersja projektu przygotowanego w resorcie pracy nie została zaakceptowana przez szefa rządu. W jego ocenie przesadna władza dla urzędników, wprowadzana reformą, byłaby destrukcyjna dla firm i oznaczałaby utratę pracy przez wielu ludzi. Projekt zakładał bowiem m.in. umożliwienie okręgowym inspektorom zmiany umowy o dzieło, umowy-zlecenia czy B2B na umowy o pracę.
Nadanie PIP tych uprawnień to jeden z tzw. kamieni milowych, od którego realizacji zależy wypłata środków z Krajowego Planu Odbudowy. Polska ma czas na wdrożenie unijnej dyrektywy do 30 czerwca br.
Prace nad nową wersją projektu kontynuuje MRPiPS, którym kieruje Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Nowej Lewicy. Resort współpracuje też z Ministerstwem Sprawiedliwości oraz Ministerstwem Funduszy i Polityki Regionalnej.
Ekspertka: Możliwość przekształcania umów przez PIP nieakceptowalna dla przedsiębiorców
Możliwość przekształcania umów przez Państwową Inspekcję Pracy jest nieakceptowalna dla przedsiębiorców – powiedziała PAP ekspertka ds. prawa pracy prof. Grażyna Spytek-Bandurska. Dodała, że zmiany powinny być ukierunkowane na przyspieszenie postępowań sądowych.
Negatywnie kierunek zmian oceniła prof. Grażyna Spytek-Bandurska z Federacji Przedsiębiorców Polskich. Według ekspertki pozostawienie przepisu o przekształcaniu umów jest nieakceptowalne przez przedsiębiorców.
– Od początku zastrzeżenia dotyczą konstytucyjności rozwiązania – spory o charakterze cywilnym są zastrzeżone dla władzy sądowniczej – a także tego, na ile organ kontrolny jest przygotowany, żeby wydawać taką decyzję. Może skoro planowane jest usprawnienie sądownictwa, to lepiej pozostawić obecny stan prawny. Jeżeli pracownik chciałby nawiązać stosunek pracy, to mógłby wystąpić bezpośrednio do sądu, który w sposób profesjonalny, ale zdecydowanie szybszy, rozstrzygnąłby kwestię sporną – wskazała prof. Spytek-Bandurska.
Jak wyjaśniła, nowa propozycja reformy PIP i tak zakłada, że o spornych kwestiach ostatecznie zdecyduje sąd, dlatego działania powinny być ukierunkowane na przyspieszenie postępowań.
– Poza tym mamy dobre rozwiązania zapisane w ustawie o Państwowej Inspekcji Pracy. Udoskonalmy je chociażby poprzez skierowanie środków na efektywniejsze przygotowanie inspektorów pracy do występowania przed sądami – prawo wnoszenia powództw, a za zgodą osoby zainteresowanej – uczestnictwo w postępowaniu. Teraz inspektorzy nie mają tego przygotowania, często są to osoby, które odpowiadają za zupełnie inne zagadnienia, a ich zakres kontrolny jest bardzo zróżnicowany – powiedziała ekspertka.
Zwróciła uwagę, że pojawiają się też wątpliwości, czy w nowych propozycjach znajdzie się zapis uwzględniający autonomiczną wolę stron – pracodawcy i pracownika – co do formy współpracy w kontekście zasady wolności umów.
– Pytania dotyczą też doboru kontroli, czy inspektorzy będą reagowali tylko na skargi, na ile te skargi będą uzasadnione, czy nie będzie na przykład działania nieuczciwej konkurencji. Możemy mnożyć sytuacje, które mogą później doprowadzić do chaosu i niepokoju po stronie pracodawców. I oczywiście chodzi też o koszty, a te mogą być ogromne – uważa prof. Spytek-Bandurska.
Nadanie PIP nowych uprawnień to jeden z tzw. kamieni milowych, od którego realizacji zależy wypłata środków z Krajowego Planu Odbudowy. Polska ma czas na wdrożenie unijnej dyrektywy do 30 czerwca br.
Prof. Spytek-Bandurska przypomniała, że rząd już raz zmienił kamień milowy. Pierwotnie dotyczył on oskładkowania umów cywilnoprawnych, w ubiegłym roku zastąpiono ten punkt wzmocnieniem kompetencji PIP.
– Pytanie, czy nie można tego kamienia zmienić drugi raz. Przekształcanie umów przez inspektorów to rozwiązanie niewłaściwe, niedobre konstytucyjnie. Cały czas postulujemy, aby jednak wprowadzić oskładkowanie umów cywilnoprawnych, żeby nie było już różnic w kwestii ubezpieczenia. To wyeliminuje nadużycia i uzdrowi sytuację na rynku pracy – dodała profesor.
Z kolei przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Piotr Ostrowski ocenił w rozmowie z PAP, że nowa propozycja idzie w kierunku kompromisu.
– Jeśli wzmocnilibyśmy sądownictwo pracy i wróciłyby likwidowane w ostatnich latach wydziały pracy w mniejszych miejscowościach, to miałoby to sens. Natomiast jeżeli pozostalibyśmy w ramach obecnej struktury sądowniczej, to ta propozycja jest nie do zaakceptowania, bo nic nie zmienia – powiedział Ostrowski.
Przypomniał, że już teraz sądy rozstrzygają, czy dana umowa wypełnia definicję stosunku pracy, i trwa to nawet kilka lat.
– Kamień milowy miał być po to wprowadzony, aby te decyzje były podejmowane szybko – zaznaczył szef OPZZ. – Jeżeli w praktyce okazałoby się, że sprawy rozpatrywane są w miarę szybko, nie kilka lat, tylko maksymalnie kilka tygodni, to ta propozycja byłaby do zaakceptowania – dodał.
Karolina Kropiwiec (PAP)
kkr/ agz/

















































