|
Mistrz Polski skompromitował się ostatnim przegranym u siebie 84:89 meczem ligowym z Polonią Warszawa. Stołeczna drużyna ograła potentata.
Takiego obrotu sprawy nie tłumaczy się okrojonym składem, zmęczeniem czy niedyspozycją. Ligowe starcia Prokomu to w każdym przypadku niezbyt udana gra, przynajmniej na razie. Na szczęście żółto - czarni mobilizują się na Euroligę, gdzie oczekiwania są wielkie. Tak jak w zeszły czwartek w Stambule, gdzie zaprezentowali naprawdę dobrą grę i byli bliscy zwycięstwa.
Kolejna okazja to starcie z Le Mans. Tym razem u siebie, wśród kibiców, którzy choć narzekają na swoich idoli, to niewątpliwie wypełnią Halę Olivia do ostatniego miejsca.
Trener Eugeniusz Kijewski nadal ma problem. Wciąż niepewny jest los Huseyina Besoka i Jasmina Hukicia. W słabej formie po lekkim urazie jest Donatas Slanina. Na pewno nie zobaczymy na parkiecie Tomasa Pacesasa.
Drużyna Le Mans to niebezpieczny zespół, który w inauguracyjnej kolejce pokonał Climamio Bolonia w stosunku 82:71. Groźny jest zwłaszcza mierzący 197 cm - Eric Campbell, niezwykle wszechstronny koszykarz (średnio 13 punktów i ponad 9 zbiórek w lidze, z Climamio 19 "oczek" i 7 zbiórek). Podobny opis tyczy się Kennego Gregorego (18,6 pkt w lidze, 20 punktów i 8 zbiórek przeciwko Climamio). Pod koszem znajdziemy wysokiego Sandro Nicevicia (210 cm), powracającego do Le Mans po dwóch latach gry Unicaji Malaga i AEK Ateny. Chorwat to solidny środkowy, który już grał przeciwko Prokomowi właśnie w AEK. Jest także jego rodak, mierzący 213 cm weteran - Mate Skelin - zawsze groźny. Trzecim Amerykanem jest Tyson Wheeler, mierzący zaledwie 178 cm zawodnik dobrze prowadzi grę i imponuje szybkością. Warto zwrócić uwagę na 21-letniego Francuza - Philippe Amagou - playmakera o dobrym rzucie zza linii 6,25m. Jego rówieśnik - Yannick Bokoloko, także koszykarz urodzony we Francji, to obiecujący "materiał". Zawodnicy ci wsparci są doświadczonym, 33-letnim Nebosją Bogavacem, dobrym strzelcem z Serbii i Czarnogóry.
Le Mans dobrze wystartowało w Eurolidze. Tego samego nie można jednak powiedzieć o lidze francuskiej. Podopieczni Vincenta Colleta wygrali tylko trzy z ośmiu spotkań ligowych. Zespół potrafi fenomenalnie zaskakiwać, ale i grać słabo. Sęk w tym aby odpowiednio wykorzystać niezbyt mocne strony francuskiej drużyny i zwyciężyć rywala.




























































