Liczby nie kłamią. W 2011 roku policjanci zatrzymali 183 488 kierujących będących pod wpływem alkoholu. W tej liczbie 70-90 tysięcy to rowerzyści, którzy według polskiego prawa stanowią takie samo zagrożenie jak kierujący 40-tonowym tirem. Gazety donoszą, że policjanci urządzają wręcz polowania na nietrzeźwych rowerzystów. Takiego delikwenta przecież łatwiej złapać niż pirata drogowego, a wykrywalność tego typu „przestępstw” sięga 100%. W tym czasie złodzieje są bezkarni, bo polska policja wykrywa 31% zgłoszonych kradzieży w tym tylko 22,5% kradzieży samochodów.
Zatem wykrytych przez policję nietrzeźwych kierujących samochodami było nie więcej niż 115 tysięcy. Według statystyk spowodowali oni 2.075 wypadków (pijani rowerzyści tylko 244), w których śmierć poniosło 265 ludzi.
| Liczba wypadków spowodowanych przez nietrzeźwych kierowców
w 2011 roku wg pojazdu | Liczba wypadków | Liczba zabitych |
| Samochód osobowy | 2075 | 265 |
| Rower | 244 | 12 |
| Motorower | 175 | 1 |
| Motocykl | 124 | 14 |
| Pozostałe pojazdy | 99 | 8 |
| Źródło: Komenda Główna Policji na rzecz kampanii "Piłeś? Nie jedź!" | ||
W całym 2011 roku na polskich drogach wydarzyło się 40.065 wypadków, w których śmierć poniosło 4.189 osób. Oznacza to, że nietrzeźwi kierowcy samochodów spowodowali tyko 5,2% wypadków i odpowiadali co najwyżej za 6,3% ofiar śmiertelnych. Trzeźwi byli sprawcami 95% wypadków i przyczynili się do śmierci 93,7% ich ofiar. Czy z tego zestawienia wynika, że bezpieczniej jest jeździć po pijaku?
Otóż nie. To tylko przykład, jak można manipulować statystyką, aby osiągnąć pożądany efekt propagandowy. Na koniec 2010 roku prawo jazdy miało przeszło 17,5 miliona Polaków. Liczba ta odpowiadała liczbie zarejestrowanych samochodów (17,24 mln). Nie wiemy, ilu kierowców regularnie porusza się po polskich drogach, ale ich liczba zapewne nie przekracza 15 milionów. Oznacza to, że w 2011 roku wykryci nietrzeźwi kierujący samochodami stanowili zaledwie 0,8% wszystkich zmotoryzowanych uczestników dróg. Nawet jeśli policja nie jest w stanie złapać wszystkich, to i tak odsetek „pijanych” jest bardzo niski.
Co to znaczy być pijanym?
Polskie prawo jest bardzo restrykcyjne względem alkoholu u kierujących. Wystarczy mieć 0,2% promila we krwi, aby wpaść do statystyki „kierujących pod wpływem alkoholu” i trafić za to do więzienia. W wielu krajach Europy przepisy są znacznie łagodniejsze i prowadzenie auta po wypiciu jednego piwa (ok. 0,5 promila) jest dozwolone. Brytyjczycy i Irlandczycy mogą jeździć nawet mając 0,9 promila.
A w Polsce po przekroczeniu 0,5 promila automatycznie stajesz się przestępcą. Takich kierujących (łącznie z rowerzystami) w ubiegłym roku złapano niespełna 85 tysięcy. Ilu z nich wsiadło za kierownicę (albo na siodełko) na kacu z niewywietrzałymi promilami z poprzedniej nocy, tego nie wiadomo. Nie wiadomo też, ilu kierowców rzeczywiście zachowuje się karygodnie, prowadząc samochód bezpośrednio po wypiciu znacznej ilości alkoholu. W badaniu przeprowadzonym przez TNS OBOP 14% kierowców przyznało się, że „zdarzyło im się prowadzić samochód po spożyciu alkoholu” (nie podano ilości wypitego alkoholu) .
Potrzebny jest kozioł ofiarny
Policyjne statystyki pokazują za to wszystkich nietrzeźwych, którzy uznani zostali za sprawców wypadków drogowych. Mamy więc medialną nagonkę na grupę, odpowiadającą za zaledwie 5% wypadków. I wszyscy są zadowoleni. Policja może wykazać się skutecznością i bezwzględnością w zapewnianiu bezpieczeństwa na polskich drogach. Dziennikarze się cieszą, bo rośnie oglądalność a sami kreują się na obrońców zdrowego rozsądku.
Ale najbardziej zadowoleni są politycy i urzędnicy, którzy tragiczne statystyki śmiertelności na polskich drogach mogą potem z łatwością zwalić na „pijanych kierowców”. W ten sposób uciekają od odpowiedzialności za fatalny stan polskich dróg, który w mojej ocenie jest główną pośrednią przyczyną wielu śmiertelnych wypadków.
Znaczenie jakości dróg pokazują nawet statystyki policyjne. W 2011 roku na autostradach i drogach ekspresowych wydarzyło się tylko 0,9% wypadków, w których zginęły 64 osoby (1,5% ogółu ofiar śmiertelnych). A przecież po autostradach jeździ się szybciej a i nietrzeźwych kierujących pewnie tam nie brakuje.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl

















