Druga fala
No i mieliśmy wczoraj kolejny atak popytu na złotego. Kurs koszyka walut złożonego po połowie z dolara i euro wybił się ponownie w dół, i jeśli dziś nastąpi kontynuacja umacniania się złotówki, to możemy być świadkiem drugiej dużej fali spadku kursu koszyka. W konsekwencji tego za koszyk ten trzeba byló wczoraj płacić jedynie 3,9639 złotego wobec 3,9958 dzień wcześniej (dane z zamknięcia dnia). Wczoraj bardziej niż dolar spadł kurs euro, gdyż we wzajemnej relacji to waluta amerykańska wczoraj zyskiwała. W pewnym momencie za euro płacono tylko 0,9372 dolara. Dzień wcześniej na koniec kurs wynosił 0,9421 a wczoraj na koniec dnia już tylko 0,9408. Właściwie od samego rana na naszym rynku widać było tylko jeden kierunek ruchu kursów euro i dolara – w dół. Widocznie uczestnicy gry rynkowej uznali, że dane na temat inflacji ogłoszone w poniedziałek przez GUS okazały się zadowalające w ich oczach. Nie ulega wątpliwości, że kapitał spekulacyjny jest bardzo silny i jeśli tylko zechce, może wymusić wręcz szybszą obniżkę stóp procentowych. Zapewne na to wszyscy liczą. Czy RPP nie ugnie się pod naciskiem pieniądza płynącego szerokim strumieniem do Polski i lokowanym w nasze wysoko oprocentowane papiery skarbowe? Chciałbym znać odpowiedź na to pytanie. Szacuję, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy do Polski napłynęło nawet do 10 miliardów dolarów. Jest to o tyle niebezpieczne, że kapitał taki potrafi równie szybko wyjść z danego kraju, podobnie jak szybko wchodził. Jedyny cel jaki przyświeca takim działaniom jest chęć zarabiania pieniędzy. Obecnie miejscem łatwego zarobku jest Polska. Właściwie nie ma innej metody na ograniczenie presji na wzrost złotego, jak czynniki rynkowe. Żadne działania administracyjne, urzędnicze nic tu nie pomogą. Pieniądz i tak idzie tam, gdzie da się wycisnąć choćby złotówkę więcej niż gdzie indziej. Wniosek jest tylko jeden. Stopy procentowe muszą zostać obniżone szybko i mocno. No chyba, że w interesie polski jest, aby duże firmy eksportujące (na przykład Stocznia Szczecińska) przestały przynosić zyski, i podobnie jak URSUS wyciągnęły rękę do państwowej kasy z prośbą o pomoc....
Cóż więcej mogę powiedzieć. Koń jaki jest każdy widzi. Póki co płyńmy z tym prądem. Szkoda tylko tych firm, które nie zabezpieczyły się przed ryzykiem wzrostu kursu złotego. Przyzwyczailiśmy się już do słabości naszej waluty przez wiele lat. Na ryzyko wzrostu kursu dolara do 5 złotych chyba jesteśmy bardziej przygotowani niż do jego spadku poniżej 3,5 złotego. No ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Takie duże zmiany kursów walut mogą wreszcie przyczynić się do przejrzenia na oczy szefów firm i może wreszcie osoby potrafiące przewidywać i zarządzać ryzykiem znajda pracę. W Szczecinie nie jest to takie proste... (JM)

















