Jeden z najbiedniejszych regionów Włoch, z mnóstwem opuszczonych domów, gdzie prowadzenie biznesu bywa trudne, bo mafia to nie tylko legenda. Najbardziej irytująca przy tym cecha wyspiarzy: przekonanie o ich wyjątkowości.


O codziennym życiu na Sycylii opowiada żyjąca tu od 10 lat Polka, Helena Kuczyńska-Grasso.
Malwina Wrotniak, Bankier.pl: Co sprowadziło Polkę na tę wyjątkową wyspę?
Helena Kuczyńska-Grasso: Moja sytuacja jest nieco inna niż wielu mieszkających tu Polek - otóż przez lata pracowałam dla różnych biur jako pilot-rezydent. Jak to się często przytrafia nam, dziewczynom pracującym w turystyce, poznałam mojego obecnego męża w pracy – też jest pilotem wycieczek, tyle że Sycylijczykiem. Od 2005 roku przebywam tu już na stałe.
Było zawahanie - chociaż przez chwilę?
To nie stało się z dnia na dzień - nie było konkretnego dnia przeprowadzki, osiadałam tutaj stopniowo od 2003 roku. Wahania i wątpliwości były, ale przede wszystkim – jak chyba u każdej kobiety – związane z tak poważnym krokiem, jak wyjście za mąż.

"Nie polecam osiadać na stałe na Sycylii. Pięknie jest tu bywać, ale nie być", fot. ThinkStock
Pracując od lat w turystyce, będąc już wcześniej po kilka miesięcy poza domem, byłam świadoma, że nie będzie łatwo. Znałam też już dość dobrze wyspę i jej mieszkańców – nie miałam złudzeń, że życie będzie proste. Ale nie zostałam tu dla miejsca, tylko dla człowieka.
Nie bała się Pani mafii? (śmiech) No dobrze, domyślam się, że ta na co dzień przeciętnemu mieszkańcowi nie daje się we znaki.
Całe to gadanie o mafii jest bardzo krzywdzące dla Sycylii i Sycylijczyków. To tak jakby nas, Polaków, wypytywano o kontakty ze złodziejami samochodów. Zorganizowana przestępczość jest już chyba wszędzie, a jeśli chodzi o Włochy, to w mafię można być wplątanym tak samo w Mediolanie, Rzymie, jak i w Palermo. I nie wiem, gdzie to uwikłanie byłoby dziś silniejsze.

Etna (kwiecień 2013), fot. Helena Kuczyńska-Grasso
Miałam kontakt z Sycylią od 1998 roku, wiele o tym problemie słyszałam od ludzi, dużo czytałam, bo jako pilota wycieczek też mnie o to wypytywano. Dlatego na moje pozostanie tutaj ten aspekt nie miał najmniejszego wpływu.
Bo że mafia na Sycylii nadal działa, temu przeczyć nie będziemy, prawda?
Problem mafii istnieje i będzie istniał. Jako przeciętny mieszkaniec Sycylii ani ja, ani mój mąż nie mamy w związku z tym problemów – jesteśmy na to zbyt biedni. Bardzo przeszkadza mi jednak fakt, że mój mąż nie chce się zdecydować na otwarcie własnej działalności, baru czy restauracji, bo „nie chce mieć problemów z opłacaniem się”.

Sycylia - Modica, fot. ThinkStock
Mafia działa najsilniej w budownictwie oraz oczywiście tam, gdzie są narkotyki i prostytucja. A na co dzień… czasami czyta się informacje o tym, że jakiś hotel został zajęty przez Policję Finansową, bo były przesłanki, że wybudowano go jako pralnię pieniędzy.
Branża turystyczna próbuje na motywie mafii zarabiać?
Oczywiście, że tak. Dla przeciętnego turysty to przecież oczywiste: Sycylia równa się mafia. Sprzedający pamiątki też chcą na tym zarobić. Najwięcej jest nawiązań do filmu „Ojciec Chrzestny” (koszulki, kubki, zapalniczki z podobizną Marlona Brando), organizowana jest nawet wycieczka śladami tego filmu. Ludzie – zwłaszcza Amerykanie włoskiego pochodzenia, ale i Polacy - do dziś chcą o nim słyszeć i oglądać miejsca, gdzie powstał. Również w kampaniach reklamowych zdarzają się nawiązania do mitu mafii – ale właśnie do mitu, tej wersji folklorystycznej, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
Zostawmy tę mafię, Sycylia ma też inne znaki szczególne. Według niektórych jest nim kuchnia - dopieszczona najbardziej w całej Italii.
Cóż, to kwestia gustu. Osobiście nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że kuchnia sycylijska jest najlepsza we Włoszech. Pracując w różnych regionach Włoch, już chyba na tyle poznałam inne smaki, że mogę powiedzieć, że inne regiony też mają wyśmienite specjały. Toskania prezentuje się na tym tle bardzo ciekawie, nie mówiąc o Emilii-Romanii – lasagne, tagliatelle to ich wynalazki. Najlepsza pizza to jednak region Kampanii – i tak dalej.
Oczywiście Sycylijczycy uważają, że ich kuchnia jest „the best”, ale wynika to z tego, że dla nich generalnie wszystko, co jest na Sycylii, z nimi samymi włącznie jest „the best”. To przekonanie o wyjątkowości to najbardziej irytująca mnie cecha wyspiarzy – nie tylko tych z Sycylii.

"Tu
na Sycylii nadal ma miejsce szufladkowanie emigrantów", fot. ThinkStock
I nie nazwałabym tej kuchni dopieszczoną. Jest to raczej sztuka robienia czegoś z niczego. Musimy pamiętać o tym, że Sycylia była i nadal jest jednym z najbiedniejszych regionów Włoch, stąd największym osiągnięciem gotowania tutaj jest, aby z prostych i tanich składników zrobić coś jadalnego. Kapary to u nas rarytas, a tu były to pierwotnie pączki zbierane z roślin-chwastów, bo krzaczek kaparów rośnie na przysłowiowym kamieniu. Suszone pomidory – latem trzeba było jak najszybciej zrobić coś ze świeżymi pomidorami, żeby się nie zmarnowały, a z drugiej strony, żeby było co jeść zimą. Sardynki podobnie – upychano je w bekach, przesypując solą, żeby było co jeść w zimie.
Kiedyś
spożywano tu bardzo dużo ryb i owoców morza, i potrawy z nich są rzeczywiście
świetne. Ale dziś, o ironio, mało kto kupuje świeże ryby, bo ich ceny są bardzo
wysokie – za 1 kg świeżego tuńczyka płaci się 18-20 euro.
Najbardziej codzienną potrawą rodzin sycylijskich są... klopsiki z czerwonego
mięsa w sosie pomidorowym z makaronem – a to, przyzna Pani, nie jest potrawa z
najwyższej półki.
Gdzie się tej trochę lepszej kuchni na Sycylii szuka? I gdzie w ogóle najchętniej się jeździ?
Najbardziej znane i najchętniej odwiedzane są wybrzeża – zarówno Morza Tyrreńskiego (Palermo, Cefalu), jak i Jońskiego - pas od Messyny, przez Taorminę (to chyba najsłynniejsze miasteczko na Sycylii, taki tutejszy Sopot, kosmopolityczna perełka, która mało mówi o rzeczywistości wyspy), Katanię, aż do Syrakuz (z masywem Etny oczywiście).

Sycylia - Cefalù, fot. ThinkStock
Miejsca, które wymieniłam przyciągają głownie zabytkami, natomiast region Etny fascynuje możliwością spotkania z czynnym wulkanem. Coraz popularniejsze – zwłaszcza wśród Niemców – są szlaki eno-gastronomiczne, czyli spotkania z winami i kuchnią sycylijską. W wielu regionach Sycylii wyznacza się tzw. drogi wina – na przykład w regionie Trapani na Zachodzie wyspy - który jest największym obszarem produkcji wina na Sycylii - czy wokół Etny.
Etna… Jak się żyje w cieniu czynnego wulkanu? Często niepokoi mieszkańców?
Mogłabym pewnie napisać na ten temat książkę, bo mieszkam właśnie w cieniu Etny – Giarre to miejscowość położona w połowie drogi między Taorminą a Katanią, leżąca na terenie tzw. Parku Naturalnego Etny.
Etna jest wulkanem aktywnym, ale ze względu na dużą wysokość, około 3330 m n.p.m. (około, dlatego że wysokość wulkanu się zmienia, w co nie wszyscy turyści chcą wierzyć), nie wszystkie jej erupcje są zagrożeniem dla mieszkańców okolic.

Sycylia, fot. ThinkStock
Trzeba też podkreślić, że zupełnie inne jest podejście do wulkanu tubylców, a inne nas – przybyszów z zewnątrz. Dla tubylca aktywność Etny jest czymś normalnym – zawsze tak było i zawsze tak będzie, poza tym dzięki wyjątkowej urodzajności gleb wulkanicznych na stokach Etny, do wysokości 1000-1500 m n.p.m. prowadzi się wiele upraw. Natomiast dla przybyszów to jednak coś, co wzbudza lęk. I ja nie wstydzę się do tego lęku przyznać.
Aktywność Etny jest kłopotem, gdy erupcjom towarzyszy wyrzucanie ogromnych ilości popiołów, tzw. piasku wulkanicznego. Te sypkie materiały opadają na zamieszkane tereny, powodując wielorakie problemy. Po pierwsze, opadający niczym czarny deszcz pył (a czasami żwirek wielkości pięciozłotowej monety) powoduje zagrożenia komunikacyjne – drogi są śliskie! Na czas oczyszczenia pasów startowych z tego pyłu często zamyka się lotnisko w Katanii. A w miastach… trzeba chwytać za miotły i brać się za sprzątanie, najlepiej w maseczkach na twarzy.
I tu dochodzimy do jednego z wielu sycylijskich absurdów: w kasach gmin położonych w bezpośrednim sąsiedztwie wulkanu nie ma funduszy na oczyszczanie miasta z pyłów wulkanicznych, a przecież wiadomo, że takie sprzątanie jest konieczne co najmniej kilka razy w roku. Tylko w tym roku, od połowy lutego do połowy marca Giarre, w którym mieszkam, było zasypane 3 razy! Do dziś w wielu miejscach zalegają zwały piasku wulkanicznego. Ludzie przed swoimi sklepami, barami, warsztatami sprzątają sami, przed szkołami sprzątają woźne. Później te barykady z worków wypełnionych pyłem leżą na ulicach tygodniami, bo miasto – jak się tłumaczy – nie ma pieniędzy na wywożenie takich odpadów.
Innym mało przyjemnym aspektem życia u stóp wulkanu są trzęsienia ziemi związane z jego aktywnością. Takie wstrząsy zazwyczaj nie są bardzo silne (2-3 stopnie w skali Richtera), ale zdarzają się i silniejsze, powodujące zniszczenia. Tu jednak nie możemy przesadnie narzekać, bo problem trzęsień ziemi dotyczy niemalże całego terytorium Italii.
I pewnie wymusza specjalne przepisy budowlane?
Istnieją przepisy zobowiązujące do budowy wszelkich obiektów z zastosowaniem technik antysejsmicznych, ale jak bywa w praktyce… cóż, mieliśmy przykład parę lat temu w L’Aquili. Stare domy przetrwały, a rozsypały się te najnowsze…

Sycylia, fot. ThinkStock
Tu na Sycylii też różnie z tym bywa. Przy wznoszeniu nowych domów czy bloków widać, że najpierw powstaje konstrukcja żelbetowa, później wypełniana ścianami z cegieł czy pustaków. Raczej nie widziałam „wielkiej płyty”.
Krążą plotki, że w krajobrazie Sycylii często można spotkać opuszczone domy na wzgórzach. Aż trudno wierzyć, że w takim miejscu nieruchomości miałyby nie cieszyć się zainteresowaniem.
Na całej Sycylii, nie tylko na malowniczo położonych wzgórzach, ale i w miastach i miasteczkach, jest dużo pustostanów, domów wyglądających na opuszczone, powoli się rozsypujących. Powodów tego stanu jest kilka: ogromna emigracja – wielu młodych ludzi wyjechało za chlebem w najróżniejsze strony świata, po śmierci ich rodziców domy zostają puste. Często dochodzi dziś do tego problem odnalezienia spadkobierców, stąd takich obiektów nie można ani sprzedać, ani zburzyć, ani wyremontować – takie międzynarodowe poszukiwanie właścicieli trwa latami. A kiedy już w końcu ustali się własność, to na takie rudery bardzo często nie ma kupca, i dalej stoją one puste latami.
Mimo dobrych lokalizacji naprawdę brakuje chętnych?
Jak w całej chyba Europie, na Sycylii jest teraz problem w obrocie nieruchomościami. W naszym bloku na 20 mieszkań 2 od lat są wystawione na sprzedaż i ciągle nie ma chętnych. Podobnie jest z nowymi inwestycjami - buduje się bardzo dużo domów szeregowych, bloków i stoją puste. Przy tym takie wiejskie domy, wymagające wielkich remontów, mają minimalne szanse na kupno.
Kryzys dużo zmienił w sycylijskiej rzeczywistości?
Przede wszystkim – jak chyba wszędzie - ludzie bardzo narzekają na wzrost kosztów utrzymania. Ci, którzy nami rządzą, wprowadzają różne zmiany, ciągle zasłaniając się kryzysem. Mówię na przykład o powrocie do podatku od pierwszej nieruchomości. Rząd Berlusconiego kilka lat temu wprowadził ulgę podatkową polegającą na zwolnieniu z opłat podatkowych pierwszego mieszkania lub domu. Podatek płacono dopiero od drugiej i kolejnych nieruchomości, a zaznaczyć trzeba, że nie tylko tu na Sycylii, nieruchomości (pod wynajem) to bardzo popularna forma inwestycji. Ten podatek nie jest nie wiadomo jak wysoki – mój mąż od mieszkania średniej wielkości płaci teraz około 100 euro rocznie – ale jednak obciąża budżet rodziny.

Sycylia - Caltabelotta, fot. ThinkStock
To, co bardziej uderzyło w przeciętnego obywatela, to podwyżki w służbie zdrowia. Każdy posiadający prawo pobytu we Włoszech ma prawo do bezpłatnej opieki zdrowotnej. Ale bezpłatny jest tylko lekarz pierwszego kontaktu. Za wszelkie badania u specjalistów płaci się ryczałt (zwany tu ticket), i właśnie te opłaty teraz podniesiono, mimo że już wcześniej płaciło się średnio od 20 euro za wizytę. Wprowadzono też opłaty za wizyty lekarza rodzinnego w domu. U pediatry widziałam ostatnio nowy cennik.
Jakie stawki?
Wizyta domowa: 90 euro!
Kryzys odczuwają też wszyscy związani z turystyką, a przecież na Sycylii mnóstwo osób pracuje w tej branży. Hotelarze, restauratorzy, przewoźnicy, sprzedawcy pamiątek – wszyscy narzekają na mniejsze zarobki, nie wspominając już o nas, pilotach wycieczek. Kryzys bardzo odczuwają też producenci win mający coraz mniej zamówień z lokalnych restauracji, hoteli czy barów. Przeciętny Sycylijczyk na pewno ogranicza teraz wyjścia do restauracji czy pizzerii. Dla 4-osobowej rodziny wspólne wyjście na pizzę to teraz koszt około 80 euro, i nie mówię tu o ośrodkach turystycznych, takich jak Taormina, centrum Katanii czy Palermo.

Sycylia - Cefalù, fot. ThinkStock
Jako że ludzie oszczędzają przy robieniu zakupów, coraz więcej klientów mają sieci tanich supermarketów (Lidl, Euro-spin, Penny Market). Bardzo odczuliśmy też galopujące podwyżki paliwa. Ze względu na bardzo źle działającą sieć komunikacji publicznej, Sycylijczycy zmuszeni są do przemieszczania się własnymi autami.
Sytuacja Sycylijczyków jest w tych okolicznościach trudniejsza czy łatwiejsza niż w pozostałej części Italii?
Na pewno ogół społeczeństwa na Sycylii jest biedniejszy niż ludność Północnych Włoch. Te różnice są jednak powszechnie znane.
Z czego żyją najbogatsi na wyspie?
A jakie jest kryterium bogactwa? Na Sycylii nie mamy gazu, węgla, ropy naftowej jest bardzo mało, więc takich potentatów tu brak. Ja zapytałabym inaczej - kto może liczyć tu na dobre zarobki i dostatnie życie. Z moich obserwacji wynika, że – znów, podobnie jak wszędzie - najlepiej żyje się adwokatom, lekarzom, właścicielom firm ubezpieczeniowych.
Gości tu też polski biznes? Wiem m.in. o Polkach, które pieką na Sycylii bajeczne torty. Zna Pani innych przedsiębiorczych Polaków?
Cudzoziemcowi jest na Sycylii trudno rozkręcić biznes. Osobiście znam tylko trzy osoby, które prowadzą własną działalność gospodarczą: malarz pokojowy, malarka, która tworzy portrety i moja znajoma przewodniczka lokalna po Palermo, która zresztą bardzo żałuje decyzji o założeniu własnej działalności, bo zjadają ją teraz podatki i wpłaty do tutejszego ZUS-u.

Helena Kuczyńska-Grasso, fot. archiwum prywatne
Tu na Sycylii nadal ma miejsce szufladkowanie emigrantów. Polki, Ukrainki, Rumunki to tzw. badante – dosłownie: opiekunki, zatrudniane głównie do opieki nad starszymi ludźmi, bardzo często nadmiernie wykorzystywane i opłacane na czarno. Natomiast mężczyźni z Europy Wschodniej nadają się tylko do prac fizycznych, głównie przy zbiorach na różnych plantacjach. Na naszych polonijnych spotkaniach dominują właśnie kobiety zajmujące się opieką nad starszymi.
Sycylia to dobre miejsce, żeby osiąść tu na stałe?
Z ręką na sercu – nie polecam osiadać na stałe na Sycylii. Zawsze mówię turystom: pięknie jest tu bywać, ale nie być. To jest rzeczywiście wyspa pełna pięknych miejsc – i jeśli chodzi o naturę, i jeśli o zabytki.
Jeśli ktoś jest już na emeryturze – i otrzymuje ją pokaźną – a chce uciec przed naszym polskim klimatem, polecam rezydenturę czasową na Sycylii – od września do czerwca, latem za gorąco! Ale uwaga, jeśli osoba starsza musiałaby się na coś leczyć, to lepiej załatwiać to w Polsce i zapas leków przywieźć ze sobą.
Komu życie na wyspie mogłoby się nie spodobać?
Nie jest to absolutnie miejsce dla ludzi młodych, chcących znaleźć dobrą pracę, bo najwyższy odsetek bezrobocia dotyczy właśnie tej grupy. Oficjalne dane mówią o bezrobociu na poziomie 17%. Jest też ogromna szara strefa i mnóstwo młodych, wykształconych ludzi przez lata pracuje na czarno. Młodzi, ambitni i wykształceni nadal szukają szczęścia na północy Włoch albo za granicą. Nie ma tu rodziny, z której ktoś na stałe albo czasowo nie przebywałby za granicą.
Ta część Włoch dynamicznie się zmienia?
Mieszkam tu zbyt krótko, żeby zaobserwować jakieś zmiany. To raczej obszar stagnacji w porównaniu z Polską, którą odwiedzam dwa razy w roku i gdzie ciągle widzę coś nowego.
Dziękuję za rozmowę.


























































