Piątkowy poranek przyniósł dalsze osłabienie złotego. Wygląda na to, że rynek na poważnie wziął groźby Rady Polityki Pieniężnej, która otwarcie ostrzegła przed możliwością kontynuowania interwencji walutowych.


W środowym komunikacie RPP napisała, że „celu wzmocnienia oddziaływania poluzowania polityki pieniężnej na gospodarkę NBP może także stosować interwencje na rynku walutowym”. Część członków Rady z prezesem Glapińskim na czele sygnalizowało też możliwość obniżenia i tak już prawie zerowych stóp procentowych.
Widać, że rynek nie chce się „kopać z koniem” i postanowił grzecznie zrealizować życzenia RPP. W piątek rano kurs euro rósł o ponad grosz, osiągając poziom 4,5461 zł. Od początku tygodnia notowania wspólnotowej waluty podniosły się o blisko 5 groszy.
Przez poprzednie 10 lat złoty był słabszy niż obecnie tylko podczas kulminacyjnych momentów kryzysu finansowego, czyli na przełomie lat 2011/12 (ryzyko bankructwa Grecji i rozpadu strefy euro), w roku 2016 (brexit) oraz w 2020 (kryzys covidowy).
Dolar amerykański drożał o dwa grosze, osiągając cenę przeszło 3,75 zł. Notowania franka szwajcarskiego zwyżkowały także o dwa gorsze, przekraczając poziom 4,22 zł. Funt brytyjski wyceniany był na ponad 5,12 zł, także o dwa grosze wyżej niż dzień wcześniej.
Wpływ na notowania złotego może mieć zaplanowana na 16.00 konferencja prezesa NBP Adama Glapińskiego w formie transmisji internetowej. Będzie to pierwsze spotkanie szefa NBP z dziennikarzami od marca 2020 roku.
KK
























































