Sam zdecyduj o koszcie kredytu – tak zachęca do wypróbowania swojego kredytu gotówkowego Raiffeisen Polbank. Produkt reklamowany jest chwytliwym hasłem „Piernicz odsetki” i należy do dość popularnej ostatnio kategorii kredytów z zerowym oprocentowaniem. Jak zwykle w takich przypadkach, koszt pożyczanego pieniądza kryje się w prowizjach i opłatach.


Kredyty z zerowym oprocentowaniem pojawiły się w ofertach banków już jakiś czas temu. W 2015 roku miały swój dobry moment. Wszystko za sprawą rekordowo niskich stóp procentowych i ustawy antylichwiarskiej. Maksymalne oprocentowanie kredytów nie może dziś przekraczać 10 proc. w stosunku rocznym. Jednak w odróżnieniu od odsetek, wysokość opłat i prowizji nie była do tej pory limitowana. Sytuację zmieni dopiero wejście w życie nowych regulacji w marcu 2016 r.
Kredyty bez żadnych kosztów, prawdziwe „zero procent”, od czasu do czasu zdarzają się w ofertach promocyjnych, np. ratalnych. Produkty reklamowane jako kredyty bez odsetek nie należą jednak zazwyczaj do tej kategorii. W ich przypadku za pożyczany pieniądz płacimy, z reguły w postaci prowizji.
Zobacz także
Tyle prowizji, ile rat
Interesującym pod względem konstrukcji przykładem kredytu bez odsetek jest propozycja Raiffeisen Polbanku. Kredytobiorca może pożyczyć od 1 do 10 tysięcy złotych na okres od 6 do 30 miesięcy. W każdym przypadku oprocentowanie wynosi 0%, a wysokość prowizji równa jest liczbie rat. Jeśli np. pożyczamy na 6 miesięcy, prowizja wyniesie 6 proc. Jest ona kredytowana, a więc doliczana do początkowego długu, po czym całość klient spłaca w równych ratach.
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że kredyt z zerowym oprocentowaniem i 6-procentową prowizją to niezwykle atrakcyjna propozycja. Warto jednak pamiętać, że nie jest on równoważny kredytowi z zerową prowizją i oprocentowaniem na poziomie 6 proc.
Gorzej nie będzie - polska gospodarka AD 2016

Zgodnie z tradycją ponownie zebraliśmy prognozy 16 zespołów analitycznych. Tym razem mieli spojrzeć w swoje szklane kule i powiedzieć, co nas czeka w 2016 r.
Spójrzmy na następujący przykład. Pożyczamy od banku 5 tys. zł i oddajemy dług w sześciu ratach. Otrzymujemy na rachunek 5000 zł, ale początkowy dług wyniesie 5300 zł (bank dolicza prowizję). Następnie przez 6 miesięcy oddajemy po 883,33 zł. Łączny koszt pożyczonych środków to 300 zł, a w sumie oddamy bankowi 5300 zł.
Przeprowadźmy prosty myślowy eksperyment. Jak musiałby być oprocentowany „klasyczny” kredyt, żeby otrzymać taki sam koszt i wysokość raty? Gdyby zastąpić konstrukcję kredytu bez odsetek „klasycznym” zobowiązaniem (bez prowizji, ale z odsetkami), oprocentowanie musiałoby wynieść 20,29 proc. Przy wydłużeniu okresu spłaty np. do 18 miesięcy, nasze hipotetyczne oprocentowanie wzrasta do 21,64 proc. Symulację tej wartości dla innych okresów spłaty przedstawia poniższy wykres.
Zwracajmy uwagę na RRSO
Produkty reklamowane hasłem zerowego oprocentowania zazwyczaj nie są znacząco droższe lub tańsze od typowych kredytów gotówkowych. Bankowi marketingowcy liczą w ich przypadku na wywołanie skojarzenia z "darmowością" i korzystne pierwsze wrażenie. Przerzucenie kosztu pożyczanego pieniądza do opłat i prowizji może jednak utrudniać klientom zrozumienie, ile kosztuje zaciągane zobowiązanie. Czasem konstrukcja jest prosta, jak w przypadku Raiffeisen Polbanku, kiedy indziej kredytowanej prowizji towarzyszą jeszcze ubezpieczenia i inne dodatki.
Warto w tym kontekście przypomnieć, że w każdej reklamie kredytu musi się znaleźć informacja o łącznym koszcie zobowiązania oraz rzeczywistej rocznej stopie oprocentowania (RRSO). Należy zwrócić uwagę na ten element jako podstawę do pierwszych porównań. Jeśli natomiast zdecydujemy się na bardziej szczegółowe dociekania, to przed podjęciem decyzji powinniśmy otrzymać formularz informacyjny kredytu. Są w nim zawarte wszystkie potrzebne do precyzyjnych porównań elementy.





























































