Od nowego roku wprowadzono opłaty "za realizację dodatkowego cyklu handlowego". Za usługi, które dotychczas były bezpłatne, Energa każe sobie teraz płacić. I to niemało. Jeżeli osobiście odczytamy licznik, podamy jego stan i odbierzemy fakturę, to za jej wystawienie zapłacimy 5,11 złotych. Za odczytanie licznika przez pracownika firmy należy zapłacić dodatkowo 3,08 zł, a za wysłanie faktury pocztą 2,03 zł. Jeżeli więc chcemy otrzymywać fakturę np. co miesiąc, powinniśmy się liczyć z dodatkowym wydatkiem rzędu 60-120 złotych rocznie.
- Część zakładów energetycznych zwróciła się do nas z propozycją wprowadzenia takich opłat - tłumaczy dyrektor Departamentu Taryf Urzędu Regulacji Energetyki, Tomasz Kowalak. - Przychyliliśmy się do ich prośby, bo alternatywą było podniesienie kosztów energii dla wszystkich odbiorców. Chyba lepiej będzie, jeżeli koszty dodatkowych operacji poniosą tylko ci, którzy ich żądają.
Okazuje się, że z 8 spółek należących do koncernu Energa na wprowadzenie dodatkowych opłat zdecydowano się tylko w Gdańsku. Dlaczego?
- Musieliśmy zwiększyć zatrudnienie, bo coraz więcej osób żądało wystawiania dodatkowych faktur. Liczymy, że po wprowadzeniu opłat liczba takich klientów zdecydowanie spadnie - wyjaśnia rzecznik prasowy spółki, Mieczysław Wrocławski. Zaprzecza równocześnie, jakoby wprowadzenie takich opłat miało związek z kosztami przewidywanymi z powodu gwarancji zatrudnienia udzielonych pracownikom. - Nie możemy planować, że przychód z usług nieobowiązkowych pokryje jakieś inne wydatki. Przecież jeżeli odbiorcy nie będą z nich korzystać, to nie zarobimy ani grosza.
Niestety, nawet jeżeli wszyscy zrezygnują z dodatkowych rozliczeń, to osób zatrudnionych do ich obsługi nie będzie można zwolnić. A wtedy kolejnej podwyżki cen energii i tak nie da się uniknąć - w końcu pracownikowi, nawet jeżeli nic nie robi, należy płacić.
Dziennik Bałtycki
Radosław Kamiński





























































