Z mieszanych danych makroekonomicznych rynek skoncentrował się na raporcie o dochodach i wydatkach Amerykanów. Chociaż zazwyczaj większą wagę przywiązywano do tych drugich, o tym razem większy od oczekiwań spadek (o 0,7% m/m) dochodów ludności wywołał poważne obawy o wielkość przyszłej konsumpcji. Dane Departamentu Handlu pokazały także zgodny z oczekiwaniami wzrost inflacji bazowej (do 2,4% r/r), a główna miara wzrostu wydatków konsumpcyjnych (PCE inflation) okazała się najwyższa od 17 lat.
Nastroje na Wall Street dodatkowo zepsuł Dell, który ostrzegł przed spadkiem wydatków przedsiębiorstw na sprzęt komputerowy. W efekcie akcje Della przeceniono o 13,7%, co pociągnęło za sobą wyprzedaż w całym sektorze technologicznym. Wśród blue chipów walory Intela potaniały o 2,9%, zaś kurs IBM-a obniżył się o 2,4%.
Na piątkowej sesji przewaga pesymistów była bezdyskusyjna: Dow Jones spadł o 1,46%, osiągając za zamknięciu wartość 11.543,96 pkt. Indeks S&P500 osunął się o 1,37%, kończąc dzień wynikiem 1.282,83 pkt. Nasdaq spadł aż o 1,83%, schodząc do poziomu 2.367,52 pkt. Jednakże w ujęciu całego miesiąca wszystkie te indeksy odnotowały wzrost w granicach 1-2%.
Giełdowe byki nie były w stanie wykorzystać zaskakująco dobrych danych z przemysłu – indeks Chicago PMI wzrósł do poziomu 57,9 pkt., przy oczekiwaniach na poziomie niecałych 50 pkt. W raporcie tym mógł jednak niepokoić bardzo niski odczyt subindeksu zatrudnienia, co oznacza, że zwolnienia dotkną coraz większą liczbę robotników.
Do zwyżki cen akcji nie doprowadził także nieco wyższy od prognoz indeks nastrojów konsumentów opracowywany przez Uniwersytet Michigan. Giełdowe indeksy nie zmniejszyły strat wraz ze spadkiem cen ropy, który miał miejsce w drugiej części piątkowej sesji.
K.K.



























































