REKLAMA
TYLKO U NAS

Rewolucja energetyczna w Oslo - wychwyt CO2 i bezprzewodowe ładowanie e-taksówek

2020-02-09 09:11
publikacja
2020-02-09 09:11

CCS, czyli wychwyt dwutlenku węgla ze spalarni odpadów i bezprzewodowe ładowanie elektrycznych taksówek na postojach to następne kroki, planowane przez stolicę Norwegii, Oslo na drodze transformacji energetycznej i walki z zanieczyszczeniami powietrza.

fot. INTS KALNINS / / FORUM/Reuters

Od początku 2020 r. w całej Norwegii obowiązuje zakaz używania paliw kopalnych do ogrzewania. Z danych norweskiego rządu wynika, że głównym źródłem ogrzewania stała się energia elektryczna i jest to źródło pierwszego wybory dla domów i mieszkań. Niemal całość prądu powstaje w elektrowniach wodnych, bez emisji CO2, a ceny energii są bardzo niskie.

Rząd Norwegii przewiduje, że zużycie energii elektrycznej będzie rosnąć, chociażby ze względu z planami elektryfikacji transportu drogowego. Od 2025 r. wszystkie noworejestrowane samochody powinny być już elektryczne. W 2019 r. wskaźnik ten wyniósł 46 proc. Ogółem w kraju 10 proc. samochodów jest już na prąd, w samym Oslo wskaźnik ten to 16 proc.

W ramach walki z zanieczyszczeniami powietrza władze Oslo wprowadziły opłaty za wjazd samochodami do miasta, płacą też kierowcy aut na prąd, chociaż o połowę mniej. Płacić trzeba również za używanie w mieście popularnych w kraju opon z kolcami, a to dlatego, że kolce powodują dodatkowe ścieranie asfaltu i emisję zanieczyszczeń.

Pomysłem na ograniczenie emisji mają być też szersze wykorzystanie elektrycznych taksówek, a to dzięki pierwszemu na świecie systemowi bezprzewodowego ładowania na postojach taksówek. Technologia ma pozwalać na ładowanie czekającej taksówki z mocą 75 kW.

Rząd wskazuje jednak, że zwiększone zapotrzebowanie na energię elektryczną będzie pewnym problemem. Nie da się go w prosty sposób uzupełnić z OZE, czyli w praktyce z wiatraków. Budowa turbin na lądzie budzi bowiem silne opory społeczne. A mimo, że państwowy koncern Equinor inwestuje w morskie elektrownie wiatrowe, to robi to głównie na granicą. Ma takie plany chociażby w Polsce - razem z Polenergią. Przybrzeżne wody Norwegii są bardzo głębokie, a technologia pływających wiatraków jest dopiero rozwijana. Wyjściem z tej sytuacji ma być rozpowszechnienie ciepła sieciowego, które stopniowo ma wypierać prąd z ciepłownictwa.

Sieć ciepłownicza w Oslo obejmuje ok. 5 tys. budynków i dostarcza 20 proc. energii, zużywanej do ogrzewania. 60 proc. ciepła w niej pochodzi z dwóch spalarni odpadów. Składowanie odpadów od 2009 r. jest w Norwegii zabronione, a część odpadów - mimo segregacji - jest tak zanieczyszczona, że nadaje się tylko do spalenia - tłumaczy Stian Mathisen z firmy Fortum, która we współpracy z władzami Oslo obsługuje sieć ciepłowniczą w norweskiej stolicy.

Drugim co do wielkości źródłem ciepła w cieci jest energia elektryczna, ale ponad 5 proc. pochodzi już ze ścieków. Ścieki, które trafiają do sieci kanalizacyjnej mają temperaturę ok. 10 stopni Celsjusza, system pomp ciepła odzyskuje z nich energię i przekazuje ją do sieci ciepłowniczej - wyjaśnia Mathisen.

Jak podkreśla, w przyszłości system ciepłowniczy będzie jeszcze bardziej przyjazny środowisku. W pierwszej kolejności Fortum planuje wykorzystać ciepło odpadowe z centrów przetwarzania danych, w których pracują potężne serwery. Na razie przygotowywany jest pierwszy projekt odzysku ciepła z centrum danych, ale w przyszłości takich źródeł może być nawet kilka.

Spalarnie w przyszłości mają być natomiast zupełnie zeroemisyjne dzięki systemowi wychwytu dwutlenku węgla CCS. Czekamy na decyzję rządu co do współfinansowania tego projektu - mówi Mathisen. Norweski rząd - w narodowym planie na rzecz klimatu - wskazuje, że instalacja taka może być uznana jako źródło "negatywnej emisji", czyli sposób na usuwanie CO2 z atmosfery.

Rząd Norwegii ma zresztą szersze plany wychwytywania CO2 z przemysłu - zakładów chemicznych i cementowni. Dwutlenek węgla miałby być przewożony tankowcami na pola naftowe na szelfie i zatłaczany w zczerpane złoża węglowodorów.(PAP)

autor: Wojciech Krzyczkowski

wkr/ drag/

Źródło:PAP
Tematy
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych

Komentarze (37)

dodaj komentarz
wonsz
Norwegia - 385.000 km2 powierzchni składającej się z gór położonych nad niespokojnym morzem, 6 kk ludzi.
Polska - 312000 km2, dość płasko, rzeki leniwe, z wiatrami bywa kiepsko, 35 kk ludzi

Już widać różnicę? Już wiadomo, czemu Norwegowie mogą sobie produkować energię i z cytryny i dla każdego wystarczy, a Polska potrzebuje
Norwegia - 385.000 km2 powierzchni składającej się z gór położonych nad niespokojnym morzem, 6 kk ludzi.
Polska - 312000 km2, dość płasko, rzeki leniwe, z wiatrami bywa kiepsko, 35 kk ludzi

Już widać różnicę? Już wiadomo, czemu Norwegowie mogą sobie produkować energię i z cytryny i dla każdego wystarczy, a Polska potrzebuje węgla, ropy albo atomu? No ale ok, załóżmy, że chcemy być eko, przestawiamy się na panele słoneczne.

1kW mocy to ok 6,8 m2 (1 panel = 250 W, 1,7 m2). Z tych 6,8 m2 uzyskujemy rocznie ok. 1000 kWh. Konsumpcja w Polsce - 171 TWh - czyli 171 miliardów kWh. Ile potrzebujemy paneli słonecznych? 1 bilion 162 miliardy 800 milionów metrów kwadratowych. Ok. 1,2 mln km2, 4 razy więcej, niż wynosi powierzchnia kraju. Więc to odpada.

A ile potrzebujemy wiatraków? Mamy 43GW mocy elektrowni. 1 wiatrak ma moc do 2MW - ale w PL osiągamy z tego 30% ze względu na takie, nie inne, wiatry (dane za wiki). Czyli 0,67 MW z jednego przeciętnego wiatraka instalowanego w specjalnym, przebadanym wybranym miejscu (szczyt wzgórza itp.). Przy takiej wydajności - 64000 wiatraczków. 1 wiatrak na 5km2 kraju - i to przy założeniu, że wszystkie pozostałe będą mieć tak wysoką wydajność, jak stawiane obecnie. A, rzecz jasna, nie będą, bo obecne stoją w najlepszych miejscach i furory wydajnością nie robią. Spokojnie można założyć, że potrzebujemy ich ze 100-150 tys. Ludzie, to cały kraj upitolony wiatrakami, co kilometr albo dwa wiatrak. Włącznie z centrami wielkich miast, szczytami i dolinami górskimi, rzekami i jeziorami. A o ile nam konsumpcja energii skoczy, jak się przerzucimy na elektryczne ogrzewanie domów i elektryczne samochody? Dwukrotnie? Trzykrotnie?

Tak więc pytanie do ekologów, którzy się zżymają, że w Norwegii można a w Polsce nie - co proponujecie? Ekologiczny atom? Ekologiczny odstrzał 30 milionów Polaków? Ekologiczny podbój ćwierci Afryki, żeby polski kolonizator miał gdzie panele stawiać? Ekologiczne cofnięcie się w konsumpcji do lat '50-'60, gdy każda ulica miała jeden telewizor w po wsiach budowało się świetlice, żeby dzieci miały gdzie odrabiać lekcja zimą świetlica = miejsce, gdzie jest światło)? Co proponujecie, zamiast narzekania na kolejne rządy, że pozwalają nam palić węgiel?
ballzhamon
Dwukrotnie sobie odpowiedziałeś. Atom. Ja wiem, że niektórzy "ekolodzy" nie chcą atomu, ale właśnie po stosunku do atomu można rozpoznać racjonalnego ekologa od ekoszura.
wonsz odpowiada ballzhamon
Tak, wiem. I wiem, że rozsądni ludzie też wiedzą - ja własnie ekoszurów pytam, może chociaż jednemu na sto klapki z oczu dzięki konkretnym liczbom spadną.
xemir
Sam sobie odpowiedziałeś czego oczekują organizacje ekologiczne (mniej ludzi i ograniczenie konsumpcji o circa 50%-90%)
tomskitom
Hmm, gdzieś się przecinek chyba przsunął przy liczeniu powierzchni paneli.
171TWh / 1000kWh (z jednego panela) = 171M paneli = 1,1162 Gm2 (miliard nie bilion) = 1162,8km2 => ~0,3% powierzchni kraju.

Panel wytwarza 1MWh rocznie a 1km2 = 1000000m2...

Nie żebym był OZE entuzjastą -> atom jest niezbędny.
wonsz odpowiada tomskitom
Oczywiście, mój wielki błąd. Musiałem po prostu w jednym momencie obliczeń wcisnąć na kalkulatorku *1000 zamiast /1000, innej możliwości nie widzę. 1000 km2 - nadal sporo, ale już nie tak absurdalnie, można o tym przynajmniej próbować gadać.

Przy czym mojej oceny to nie zmienia, całego państwa OZE nie zasilimy - bo jak będzie
Oczywiście, mój wielki błąd. Musiałem po prostu w jednym momencie obliczeń wcisnąć na kalkulatorku *1000 zamiast /1000, innej możliwości nie widzę. 1000 km2 - nadal sporo, ale już nie tak absurdalnie, można o tym przynajmniej próbować gadać.

Przy czym mojej oceny to nie zmienia, całego państwa OZE nie zasilimy - bo jak będzie źle świecić albo źle wiać, leżymy i kwiczymy. Na dachu, oczywiście, sobie panele walnę, bo to się opłaca przy drożejącym prądzie, ale systemowo toto nie wydoli. Wystarczy, że w nocy nie będzie wiało - i jak w tym czasie naładuje się milion samochodów elektrycznych na następny dzień?

tomskitom odpowiada wonsz
Pełna zgoda.
PV czy wiatr to dodatek do mixu w systemie.

Interesująca była też sytuacja z nowymi blokami węglowymi w Opolu, że to nie eko, że wina Tuska, itp.
A dla mnie ciekawą konsekwencją synchronizacji bloku z PSE było niemal natychmiastowe wygaszenie pierwszego i najstarszego bloku w Bełchatowie, gdzie sprawność
Pełna zgoda.
PV czy wiatr to dodatek do mixu w systemie.

Interesująca była też sytuacja z nowymi blokami węglowymi w Opolu, że to nie eko, że wina Tuska, itp.
A dla mnie ciekawą konsekwencją synchronizacji bloku z PSE było niemal natychmiastowe wygaszenie pierwszego i najstarszego bloku w Bełchatowie, gdzie sprawność (brak efektywnej regulacji) czy emisje CO2 są na nieporównywalnym poziomie.
No ale do takich wniosków potrzebny jest kalkulator :).
slawko9999
A my zmieniamy piece weglowe na weglowe
sammler
To prawda. W programie "Czyste powietrze" jest taka możliwość. Niby mają być lepsze, ale nadal węglowe.
wonsz odpowiada sammler
SĄ lepsze. Owszem, trzeba poświęcić trochę czasu na naukę obsługi, ale z mojego komina widoczny dym po prostu nie leci, a gdy palę w piecu najczarniejszym węglem, pod domem nie śmierdzi. Za to w wizjerze mogę sobie podejrzeć, jak DYM się pali w przeznaczonej do tego komorze kotła. Smród zaczyna się 100 metrów dalej, tam, gdzie plebs SĄ lepsze. Owszem, trzeba poświęcić trochę czasu na naukę obsługi, ale z mojego komina widoczny dym po prostu nie leci, a gdy palę w piecu najczarniejszym węglem, pod domem nie śmierdzi. Za to w wizjerze mogę sobie podejrzeć, jak DYM się pali w przeznaczonej do tego komorze kotła. Smród zaczyna się 100 metrów dalej, tam, gdzie plebs wypuszcza z komina gęste, brązowo-żółte opary, bo nie dość, że ma zły piec, to jeszcze źle w nim pali. Porównanie jak między amerykańskim krążownikiem szos z lat '60 a małą Toyotą z 2019 roku - niby oba kopcą, ale tylko największy debil postawi między nimi znak równości.

Powiązane: Transformacja energetyczna

Ważne linki