Nowe wojny zmieniają nie tylko pole walki, ale też sposób myślenia o bezpieczeństwie, technologii i przemyśle. O tym, czy Polska może wykorzystać moment geopolitycznego przesilenia do budowy własnych kompetencji w sektorze dual-use, jakie bariery wciąż blokują ten rozwój i dlaczego dziś liczy się przede wszystkim tempo, rozmawiamy na East x West Forum z gen. bryg. rez. dr. Adamem Dudą, prezesem Polskiej Izby Dual Use.


Aleksander Ogrodnik: Wojna w Ukrainie pokazała, że o przewadze na polu walki coraz częściej decydują drony, sztuczna inteligencja czy technologie satelitarne. Czy polski przemysł jest gotowy na tę zmianę, czy nadal myślimy przede wszystkim w kategoriach haubic i czołgów?
Gen. Adam Duda, prezes Polskiej Izby Dual Use: Myślę, że jesteśmy mniej więcej w połowie tej drogi. Z jednej strony nadal realizujemy zakupy i kontrakty zawarte kilka lat temu, bo przemysł zbrojeniowy ma swoją specyfikę: płacimy dziś, a sprzęt otrzymujemy dopiero za kilka lat. Dlatego Polska odbiera obecnie armatohaubice, czołgi czy samoloty zakontraktowane wcześniej.
Problem polega na tym, że w międzyczasie pole walki bardzo się zmieniło. Potrzebujemy dziś nowych zdolności, które wcześniej były dostrzegane, ale traktowane raczej marginalnie. Wojna w Ukrainie i konflikty na Bliskim Wschodzie pokazały, jak bardzo zmieniły się warunki prowadzenia działań zbrojnych.
Jesteśmy więc w trakcie swoistej rewolucji systemowej — zderzenia dotychczasowego myślenia o bezpieczeństwie z realiami rynku i tempem rozwoju nowych technologii. To pokazuje, że powinniśmy na nowo przemyśleć cały system planowania rozwoju sił zbrojnych. Dotychczasowe, wieloletnie planowanie w perspektywie 15 lat coraz słabiej odpowiada realiom współczesnego pola walki.
Dzisiaj kluczowe staje się tempo. Widzimy to także po analizach prowadzonych przez ośrodki naukowe, które coraz częściej badają konflikty z perspektywy inżynierii wojny i ekonomii jej prowadzenia — zwłaszcza relacji koszt-efekt. Pytanie brzmi: czy warto używać bardzo drogich rakiet i kosztownych platform do niszczenia relatywnie tanich systemów?
Aleksander Ogrodnik: W Europie coraz częściej mówi się o strategicznej autonomii, szczególnie w kontekście napięć transatlantyckich i polityki Donalda Trumpa. Wspomniał pan generał o sytuacji, w której do zestrzeliwania dronów wartych kilkadziesiąt tysięcy używa się rakiet kosztujących miliony. Czy w tym nowym układzie Polska może zbudować własne kompetencje? Czy jesteśmy skazani na dostawców z Zachodu i Stanów Zjednoczonych, czy jednak możemy część tych zdolności rozwinąć samodzielnie?
Gen. Adam Duda: Uważam, że nie tylko możemy, ale wręcz musimy. Dzisiejsza sytuacja geopolityczna i chwiejące się sojusze pokazują, że artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego ma znaczenie tylko wtedy, gdy wcześniej poważnie potraktujemy artykuł 3, który mówi o konieczności budowania własnych zdolności obronnych.
Właśnie dlatego musimy rozwijać własne kompetencje. Bardzo istotne jest tu pojęcie local content — czyli maksymalnego wykorzystania krajowego potencjału przemysłowego, technologicznego i kompetencyjnego. Powinniśmy wykorzystać elastyczność i zwinność sektora dual-use, a więc firm działających na styku technologii cywilnych i obronnych.
Przez lata przemysł zbrojeniowy był niejako zamknięty — dostęp do niego miały głównie podmioty już obecne w systemie, przede wszystkim Polska Grupa Zbrojeniowa i kilka wybranych firm prywatnych. Dziś to się stopniowo zmienia. Wystarczy spojrzeć na platformę zakupową PGZ, która zgromadziła już ponad 12 tysięcy podmiotów zainteresowanych udziałem w programie modernizacji Sił Zbrojnych RP.
To ogromne środki publiczne. Jeśli przy tej okazji nie zbudujemy własnych kompetencji i krajowego łańcucha dostaw, zwłaszcza w sektorze dual-use, to stracimy wielką szansę. I warto pamiętać, że o ile pierwszy kontraktor działa w rygorze prawa zamówień publicznych, o tyle kolejni poddostawcy są bardzo często dobierani według innych, mniej sformalizowanych kryteriów. To właśnie tu otwiera się przestrzeń do realnego wzmacniania polskich firm.
Realizacja polityki local content powinna więc polegać na jak najszerszym włączaniu polskich podmiotów do łańcucha wartości. To buduje nie tylko zdolności obronne, ale także siłę gospodarki, kompetencje inżynieryjne, miejsca pracy i wpływy podatkowe.
Aleksander Ogrodnik: Czy w takim razie Polska ma szansę stać się europejskim hubem technologiczno-organizacyjnym w obszarze dual-use?
Gen. Adam Duda: Taki potencjał na pewno istnieje. Pytanie brzmi, czy będziemy potrafili go wykorzystać. Dziś z jednej strony inwestujemy bardzo dużo w Polską Grupę Zbrojeniową i sektor państwowy, ale z drugiej wciąż zbyt mało uwagi poświęca się temu, co dzieje się poza PGZ — zwłaszcza w małych i średnich przedsiębiorstwach, których w Polsce nie brakuje i które często dysponują bardzo dobrymi produktami oraz ciekawymi rozwiązaniami.
Pewną jaskółką nadziei są inicjatywy takie jak Dni Przemysłu organizowane na Stadionie Narodowym czy platformy w Ministerstwie Obrony Narodowej, na których firmy mogą zgłaszać innowacyjne projekty. To pokazuje pewne otwarcie.
Wciąż jednak pozostaje bardzo dużo do zrobienia, jeśli chodzi o realne włączanie tych firm do dużych programów modernizacyjnych. To właśnie te programy pochłaniają dziś znaczną część środków przeznaczanych na obronność.
Aleksander Ogrodnik: Co dziś najbardziej blokuje rozwój firm w tym paradygmacie dual-use? Pieniądze, biurokracja, procedury, a może mentalność?
Gen. Adam Duda: Myślę, że wszystkie te czynniki mają znaczenie. Na pewno problemem są mentalność, biurokracja i procedury. Trzeba pamiętać, że sektor obronny jest bardzo silnie regulowany. Firmy z obszaru dual-use, które chcą wejść do tego świata, muszą zmierzyć się z wysokimi barierami wejścia.
Mam na myśli koncesje, certyfikaty, procedury odbiorowe, wymogi związane z ochroną informacji niejawnych czy zapewnieniem jakości, na przykład zgodnie ze standardami AQAP. Dla wielu małych i średnich przedsiębiorstw to po prostu bardzo trudny do pokonania próg — zwłaszcza jeśli nie mają odpowiednich zasobów, by stale monitorować rynek i nadążać za zmianami regulacyjnymi.
Aleksander Ogrodnik: Na koniec pytanie bardziej o przyszłość. Czy za kilka albo kilkanaście lat największymi graczami na rynku zbrojeniowym nie będą już firmy produkujące tradycyjny sprzęt, lecz raczej technologiczni giganci od AI, danych i oprogramowania — firmy pokroju Palantira?
Gen. Adam Duda: Nie zakładałbym aż tak rewolucyjnej zmiany, żeby tradycyjni giganci przemysłu obronnego całkowicie stracili swoją pozycję. Sądzę jednak, że znaczenie firm technologicznych będzie wyraźnie rosło.
Zresztą już dziś widać, że duże koncerny zbrojeniowe — zarówno amerykańskie, jak i europejskie — dobrze rozumieją tę zmianę. Wiedzą, że nie da się dłużej opierać pozycji wyłącznie na produkcji czołgów, armat czy klasycznych platform bojowych. Coraz mocniej inwestują więc w technologie cyfrowe, cyberbezpieczeństwo, sztuczną inteligencję czy rozwiązania satelitarne.
To oznacza, że także w największych firmach przemysłu obronnego trwa dziś strategiczny zwrot w stronę nowych technologii.
Aleksander Ogrodnik: Dziękuję bardzo za rozmowę.
Gen. Adam Duda: Dziękuję bardzo.
























































