Wokół sytuacji w Chinach krąży wiele mitów, polityczno-społecznych, gospodarczych i finansowych. Poniżej przedstawiamy mity polityczno-społeczne.
1. Wysoki poziom rozwoju gospodarczego jest możliwy bez demokracji
Z pozoru nie widać logicznego związku między wzrostem gospodarczym a demokracją. Liczy się przecież to, czy rządy sprzyjają gospodarce, a nie w jaki sposób się je wybiera. Jeżeli w niedemokratycznym państwie u steru władzy znajdą się osoby światłe i kompetentne, to czemu nie miałyby poradzić sobie równie dobrze, jak ich odpowiednicy w krajach demokratycznych?
Choć niewątpliwie przez pewien czas może tak się właśnie zdarzyć, na dłuższą metę niezbędny jest jakiś mechanizm wymiany elit. Inaczej politycy i urzędnicy będą zbyt pewni swojej władzy i zaczną jej nadużywać. Pojawi się podział na kastę uprzywilejowanych skupioną wokół rządzących oraz, mającą się wyraźnie gorzej, resztę społeczeństwa. Władza w obawie przed społeczeństwem ucieka się do represji, które muszą zmierzać do podważenia fundamentów współczesnego państwa.
Państwo demokratyczne bowiem to nie tylko bezkrwawa wymiana elity politycznych lecz także pewne fundamentalne instytucje. Państwa autorytarne, które odnosiły gospodarcze sukcesy, zawsze cieszyły się takimi zdobyczami demokracji jak rządy prawa, niezależne sądy czy też nastawienie państwa na służbę obywatelowi. Jednak utrzymanie tych wartości jest o wiele łatwiejsze w demokracji. Równość wobec prawa bowiem jest zgodna z jej najgłębszym duchem, podczas gdy w systemach autorytarnych z konieczności musi istnieć podział władza-reszta.
Dane empiryczne mało co pokazują tak wyraźnie jak to, że nieprzestrzeganie zasad rządów prawa nie pozwala krajom wznieść się na poziom rozwoju zbliżony choćby do krajów Europy Zachodniej. Jeżeli uszeregujemy 208 krajów świata pod względem stopnia wdrożenia zasad rządów prawa, okaże się, że państwom, w których taki ład ma miejsce, udało się osiągnąć znacznie wyższy poziom rozwoju. Z kolei kraje, gdzie panuje duża samowola władz zatrzymują się w rozwoju w momencie osiągnięcia dochodu około 10 tysięcy dolarów na głowę. Wyjątek od tej reguły stanowią tylko kraje bardzo bogate w zasoby naturalne. Chiny, których PKB per capita wyniósł w 2010 roku 7519 dolarów natkną się na tę barierę już za trzy lata.
2. Chiny osiągnęły polityczną stabilizację
Mimo autorytarnej formy rządów Chiny wydają się być w powszechnej świadomości oazą politycznej stabilności. Od czasu krwawej pacyfikacji na placu Tiananmen nie doszło przecież do żadnych głośniejszych protestów. Jak podsumował to w rozmowie z Jackiem Żakowskim Youcai Wang – jeden z przywódców buntu z 1989 roku – „Nawet ci, których rodziny były represjonowane, popierają partię komunistyczną. Nie zapisują się, ale akceptują władzę partii”.
Nieumiejętność dostrzeżenia alternatywy dla rządzącej Chinami kliki nie oznacza jednak, że w Państwie Środka panuje społeczna harmonia. Liczba odnotowanych protestów społecznych wzrosła z 8,7 tys. w 1993 roku do 87 tys. w 2005 roku. W zeszłym roku odnotowano ich już 180 tys., co oznacza, że dziennie dochodziło do prawie pięciuset. Choć najpoważniejsze z tych wybuchów niezadowolenia angażowały kilkadziesiąt tysięcy ludzi i kończyły się użyciem ostrej amunicji, żaden z nich nie stał się początkiem ogólnokrajowego ruchu zmierzającego do obalenia ustroju.
Jednak wyraźne nasilanie się niezadowolenia od czasu zaprzestania po 1989 roku reform oraz fakt, że wybuchy społeczne wymierzone są bezpośrednio w lokalnych działaczy partyjnych, każe brać pod uwagę możliwość zorganizowania się ogólnokrajowego ruchu, który występowałby przeciwko temu, co Chińczyków najbardziej boli. Do najbardziej drażliwych problemów należą nierówności społeczne (sondaże wskazują, że 85% obywateli uważa, że podział dóbr jest niesprawiedliwy lub skrajnie niesprawiedliwy), korupcja i prywata członków partii oraz pozbawianie rolników ziemi przeznaczanej na wielkie inwestycje.
3. Chiny są na drodze do demokracji
Przekonanie o tym, że Chiny krok po kroku się demokratyzują, opiera się na całkiem sensownej hipotezie. Głosi ona, że postęp wolnego rynku prowadzi stopniowo do utraty władzy przez dyktaturę, aż do całkowitej demokratyzacji. Dyktatorowi trudno jest bowiem kontrolować obywateli, jeśli ci dysponują respektowanym przezeń prawem własności, na którym opiera się przecież ład rynkowy.
Jednak fakty zdają się temu przeczyć – demokratycznych swobód w Chinach wcale nie przybywa. Cenzurowana jest telewizja i prasa, szczególnie dokładnie monitorowany jest Internet (o grupie kilkudziesięciu tysięcy urzędników zajmujących się tym ostatnim mówi się nawet żartem Great Firewall of China). Obawiające się podzielenia losu KPZR władze Chin prześladują wszelkie większe wspólnoty, przede wszystkim religijne takie jak ruch Falun Gong czy Kościół Katolicki.
Partia zawłaszczyła też najważniejsze instytucje ekonomiczne. Jej członkowie dominują na stanowiskach kierowniczych w przedsiębiorstwach państwowych, co drugi dyrektor prywatnej firmy także jest z nadania partii. Gdy w 2007 roku zbadano grupę 3220 Chińczyków, których majątek przekraczał wtedy 13 milionów dolarów, okazało się, że 2932 z nich to potomstwo wysokiej rangi partyjnych dygnitarzy. Wyższe stanowiska w handlu zagranicznym, finansach, inżynierii i budownictwie w 90% zajmowane są przez potomków członków partii.
Może problem polega w takim razie na tym, że wolny rynek nie prowadzi w Chinach do demokracji dlatego, że brakuje tam wolnego rynku? Do takiego wniosku może prowadzić analiza prowadzona przy okazji rozważania mitów dotyczących gospodarki.
2 mity finansowe o ChinachDlaczego inwestycje w aktywa finansowe nie pozwalały Chińczykom na pomnażanie pieniędzy? Odpowiedź kryje się w charakterze inwestycji, na które przeznaczane są oszczędności obywateli. Czytaj więcej...
5 mitów gospodarczych o ChinachOficjalne statystyki chińskie mówią o 10% wzrostu od 1980 do 2010 roku. Można zapewne mówić o wzroście porównywalnym do tego, które osiągnęły wcześniej azjatyckie tygrysy. Czytaj więcej...
/Maciej Bitner, Główny Ekonomista Wealth Solutions



























































