Choć Bundesbank przewiduje, że Niemcy znajdują się w recesji, to nie widzi potrzeby stymulowania gospodarki - informuje Bloomberg, powołując się na źródła w banku centralnym.
Za Odrą (i nie tylko) trwa gorąca debata na temat tego, co powinni zrobić politycy, by pobudzić słabnącą koniunkturę gospodarczą. W II kwartale PKB Niemiec (wyrównany sezonowo) skurczył się o realnie o 0,1 proc. wobec kwartału wcześniej. Ekonomiści, w tym ci z niemieckiego banku centralnego, przewidują, że w obecnym kwartale wynik ten zostanie powtórzony i PKB kraju znów się zmniejszy. Dwa kwartały spadków z rzędu oznaczają, że Niemcy znajdą się w tzw. technicznej recesji. A to tylko jeden z wielu wskaźników wskazujących na to, że gospodarka naszych sąsiadów jest w słabej formie.
W związku z tym pojawiły się donośne głosy, że władze powinny uruchomić solidny pakiet fiskalny (w wysokości 50 mld euro), tnąc podatki i zwiększając wydatki. Szczególnie że w ostatnich latach trzymały wydatki w ryzach i regularnie wykazywały nadwyżkę sektora instytucji rządowych i samorządowych - tylko w ubiegłym roku była ona bliska 60 mld euro.
To nie przekonuje jednak tradycyjnie "jastrzębiego" Bundesbanku. Jak donosi Bloomberg, powołując się na nieoficjalne źródła, niemiecki bank centralny nie widzi potrzeby stymulowania fiskalnego. Gospodarka nie jest w głębokiej recesji, lecz przeciągającej się stagnacji, a rzetelną ocenę jej kondycji zaburzały w ostatnim roku takie czynniki jak choćby delikatna zima, a dobre wyniki w I kwartale (+0,4 proc. realnego wzrostu PKB kdk) poskutkowały ujemnym wynikiem na wiosnę - w kwartale II. Nie ma zatem co "panikować" i niepotrzebne zwiększać wydatki.
Nie oznacza to jednak, że Bundesbank lekceważy oznaki spowolnienia - zwraca za to uwagę na trudności z przewidzeniem rozwoju sytuacji, szczególnie w świetle fatalnych wyników produkcji przemysłowej, którym towarzyszy solidny wzrost konsumpcji. "W obecnej sytuacji nie jest jasne, czy eksport, a co za tym idzie przemysł, odzyska równowagę, zanim poważniej ucierpi krajowa gospodarka" - napisali w poniedziałkowym komunikacie analitycy z banku centralnego.

Choć problemów Niemiec wciąż specjalnie nie widać w polskich danych, to problemy sąsiada w końcu będą musiały odbić się na kondycji polskiej gospodarki. W pierwszym półroczu za zachodnią granicę trafiało 27,3 proc. eksportu (wobec 28 proc. rok wcześniej), a pochodziło stamtąd 22,3 proc. importu (23 proc. przed rokiem).
MKa






























































