Zaledwie 39 proc. ankietowanych bierze pod uwagę możliwość wyjazdu za pracą do innego miasta. Dwa lata temu taką decyzję była skłonna podjąć co druga osoba. – Na taki krok Polacy chętniej decydują się, gdy sytuacja na rynku jest dobra i mają pewność, że nawet jeśli po kilku miesiącach stracą nową posadę, to łatwiej znajdą kolejną. Dziś przekonanie o możliwości szybkiego podjęcia nowej pracy jest znacznie słabsze – mówi Robert Błażyca z agencji doradztwa personalnego Hays.
Nie tylko przeprowadzka do innego miasta jest dla Polaków zbyt dużym ryzykiem, lecz także zmiana firmy w tym samym mieście. Co trzeci ankietowany twierdzi, że nie zrobi tego, nawet gdyby dostał atrakcyjną ofertę. – To na skutek spowolnienia gospodarczego. Od kiedy dużo się o nim mówi, ludzie coraz bardziej zastanawiają się, czy zmienić pracę, czy nie –mówi Monika Jasińska z firmy doradztwa personalnego Manpower. – Boją się, że w razie redukcji zatrudnienia w nowej firmie będą pierwsi do zwolnienia, bo mają najkrótszy staż pracy – dodaje.
Najmniej chętni do zmiany firmy są pracownicy niższego i średniego szczebla, tacy jak np. pracownicy magazynowi, produkcyjni czy urzędnicy.
Jeszcze rok temu ci sami pracownicy zgłaszali się do firm i mówili, za jakie pieniądze są gotowi porzucić swojego dotychczasowego pracodawcę. Dziś już się takich osób prawie nie spotyka. – To duży błąd, bo nadal jest wiele firm, którym brakuje wykwalifikowanego personelu. Ludzie nadal na zmianie pracy mogą sporo zyskać – mówi Monika Jasińska. Problem jednak w tym, że dziś trudniej podbić stawkę, niż przed rokiem. To powoduje, że ryzyko zmiany pracy jest zbyt duże. – Dlatego jeśli ktoś zdecyduje, że chce wyjechać za pracą, to szybciej wybierze Londyn niż Lublin, bo tam zarobi więcej – mówi prof. Krystyna Iglicka, demograf zajmujący się problemem migracji.
Polacy, wyjeżdżając za granicę, robią to z reguły czasowo. Tymczasem zmiana miejsca zamieszkania w Polsce wiąże się z przeprowadzką całej rodziny, bo zarobki w nowym mieście nie są zwykle aż tak wysokie, żeby opłacało się żyć na dwa domy. – Migrację wewnętrzną w Polsce hamuje brak mieszkań. Budownictwo socjalne jest słabo rozwinięte, wynajem drogi, a kredyty hipoteczne na zakup własnego horrendalnie wysokie – tłumaczy prof. Iglicka. – Wielu osób po prostu nie stać na przeprowadzkę z prowincji do dużego miasta. A na Zachodzie mieszkanie zdobywa się łatwiej – dodaje. Do tego dochodzi także brak systemu opieki nad dzieckiem. Dla wielu ludzi taniej jest zostać tam, gdzie jest babcia, niż wynająć opiekunkę. Dlatego jej zdaniem w Polsce na przeprowadzkę do innego miasta mogą pozwolić sobie tylko zamożni single, którzy – nawet jeśli stracą pracę – są w stanie utrzymać się z oszczędności.
Joanna Ćwiek
/ Polska



























































