2009-07-14 05:00 Źródło: Polska
Polacy nie garną się do zmiany pracy
Kryzys zahamował migrację zarobkową wewnątrz kraju. Co więcej, wahamy się, czy zmienić pracę nawet wtedy, gdy dostaniemy atrakcyjną ofertę w tym samym mieście – wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez firmę badawczą Gemius dla portalu Pracuj.pl.
Zaledwie 39 proc. ankietowanych bierze pod uwagę możliwość wyjazdu za pracą do innego miasta. Dwa lata temu taką decyzję była skłonna podjąć co druga osoba. – Na taki krok Polacy chętniej decydują się, gdy sytuacja na rynku jest dobra i mają pewność, że nawet jeśli po kilku miesiącach stracą nową posadę, to łatwiej znajdą kolejną. Dziś przekonanie o możliwości szybkiego podjęcia nowej pracy jest znacznie słabsze – mówi Robert Błażyca z agencji doradztwa personalnego Hays.
Nie tylko przeprowadzka do innego miasta jest dla Polaków zbyt dużym ryzykiem, lecz także zmiana firmy w tym samym mieście. Co trzeci ankietowany twierdzi, że nie zrobi tego, nawet gdyby dostał atrakcyjną ofertę. – To na skutek spowolnienia gospodarczego. Od kiedy dużo się o nim mówi, ludzie coraz bardziej zastanawiają się, czy zmienić pracę, czy nie –mówi Monika Jasińska z firmy doradztwa personalnego Manpower. – Boją się, że w razie redukcji zatrudnienia w nowej firmie będą pierwsi do zwolnienia, bo mają najkrótszy staż pracy – dodaje.
Najmniej chętni do zmiany firmy są pracownicy niższego i średniego szczebla, tacy jak np. pracownicy magazynowi, produkcyjni czy urzędnicy.
Jeszcze rok temu ci sami pracownicy zgłaszali się do firm i mówili, za jakie pieniądze są gotowi porzucić swojego dotychczasowego pracodawcę. Dziś już się takich osób prawie nie spotyka. – To duży błąd, bo nadal jest wiele firm, którym brakuje wykwalifikowanego personelu. Ludzie nadal na zmianie pracy mogą sporo zyskać – mówi Monika Jasińska. Problem jednak w tym, że dziś trudniej podbić stawkę, niż przed rokiem. To powoduje, że ryzyko zmiany pracy jest zbyt duże. – Dlatego jeśli ktoś zdecyduje, że chce wyjechać za pracą, to szybciej wybierze Londyn niż Lublin, bo tam zarobi więcej – mówi prof. Krystyna Iglicka, demograf zajmujący się problemem migracji.
Polacy, wyjeżdżając za granicę, robią to z reguły czasowo. Tymczasem zmiana miejsca zamieszkania w Polsce wiąże się z przeprowadzką całej rodziny, bo zarobki w nowym mieście nie są zwykle aż tak wysokie, żeby opłacało się żyć na dwa domy. – Migrację wewnętrzną w Polsce hamuje brak mieszkań. Budownictwo socjalne jest słabo rozwinięte, wynajem drogi, a kredyty hipoteczne na zakup własnego horrendalnie wysokie – tłumaczy prof. Iglicka. – Wielu osób po prostu nie stać na przeprowadzkę z prowincji do dużego miasta. A na Zachodzie mieszkanie zdobywa się łatwiej – dodaje. Do tego dochodzi także brak systemu opieki nad dzieckiem. Dla wielu ludzi taniej jest zostać tam, gdzie jest babcia, niż wynająć opiekunkę. Dlatego jej zdaniem w Polsce na przeprowadzkę do innego miasta mogą pozwolić sobie tylko zamożni single, którzy – nawet jeśli stracą pracę – są w stanie utrzymać się z oszczędności.
Joanna Ćwiek
/ Polska
Zaledwie 39 proc. ankietowanych bierze pod uwagę możliwość wyjazdu za pracą do innego miasta. Dwa lata temu taką decyzję była skłonna podjąć co druga osoba. – Na taki krok Polacy chętniej decydują się, gdy sytuacja na rynku jest dobra i mają pewność, że nawet jeśli po kilku miesiącach stracą nową posadę, to łatwiej znajdą kolejną. Dziś przekonanie o możliwości szybkiego podjęcia nowej pracy jest znacznie słabsze – mówi Robert Błażyca z agencji doradztwa personalnego Hays.
Nie tylko przeprowadzka do innego miasta jest dla Polaków zbyt dużym ryzykiem, lecz także zmiana firmy w tym samym mieście. Co trzeci ankietowany twierdzi, że nie zrobi tego, nawet gdyby dostał atrakcyjną ofertę. – To na skutek spowolnienia gospodarczego. Od kiedy dużo się o nim mówi, ludzie coraz bardziej zastanawiają się, czy zmienić pracę, czy nie –mówi Monika Jasińska z firmy doradztwa personalnego Manpower. – Boją się, że w razie redukcji zatrudnienia w nowej firmie będą pierwsi do zwolnienia, bo mają najkrótszy staż pracy – dodaje.
Najmniej chętni do zmiany firmy są pracownicy niższego i średniego szczebla, tacy jak np. pracownicy magazynowi, produkcyjni czy urzędnicy.
Jeszcze rok temu ci sami pracownicy zgłaszali się do firm i mówili, za jakie pieniądze są gotowi porzucić swojego dotychczasowego pracodawcę. Dziś już się takich osób prawie nie spotyka. – To duży błąd, bo nadal jest wiele firm, którym brakuje wykwalifikowanego personelu. Ludzie nadal na zmianie pracy mogą sporo zyskać – mówi Monika Jasińska. Problem jednak w tym, że dziś trudniej podbić stawkę, niż przed rokiem. To powoduje, że ryzyko zmiany pracy jest zbyt duże. – Dlatego jeśli ktoś zdecyduje, że chce wyjechać za pracą, to szybciej wybierze Londyn niż Lublin, bo tam zarobi więcej – mówi prof. Krystyna Iglicka, demograf zajmujący się problemem migracji.
Polacy, wyjeżdżając za granicę, robią to z reguły czasowo. Tymczasem zmiana miejsca zamieszkania w Polsce wiąże się z przeprowadzką całej rodziny, bo zarobki w nowym mieście nie są zwykle aż tak wysokie, żeby opłacało się żyć na dwa domy. – Migrację wewnętrzną w Polsce hamuje brak mieszkań. Budownictwo socjalne jest słabo rozwinięte, wynajem drogi, a kredyty hipoteczne na zakup własnego horrendalnie wysokie – tłumaczy prof. Iglicka. – Wielu osób po prostu nie stać na przeprowadzkę z prowincji do dużego miasta. A na Zachodzie mieszkanie zdobywa się łatwiej – dodaje. Do tego dochodzi także brak systemu opieki nad dzieckiem. Dla wielu ludzi taniej jest zostać tam, gdzie jest babcia, niż wynająć opiekunkę. Dlatego jej zdaniem w Polsce na przeprowadzkę do innego miasta mogą pozwolić sobie tylko zamożni single, którzy – nawet jeśli stracą pracę – są w stanie utrzymać się z oszczędności.
Joanna Ćwiek
/ Polska








Dodaj komentarz