- 2016 r. na rynku pracy będzie przełomowy. Już w 2015 r. obserwowaliśmy bardzo duże spadki bezrobocia - mówi Andrzej Kubisiak z Work Service.


Na przestrzeni dwunastu miesięcy bezrobocie spadło o 2 p.p. Tak dużej dynamiki już nie będziemy obserwować w 2016 r., chociaż sama tendencja powinna być zachowana. Spodziewamy się, że na koniec 2016 r. stopa bezrobocia wyniesie 9,1%, ale spadki nie mogą już być tak dynamiczne, bo kończą się nam już zasoby kapitału ludzkiego na rynku pracy. Mamy coraz mniej kandydatów, z których może czerpać rynek pracy. To właśnie te deficyty będą determinować, jak będzie wyglądał ten rok - nastąpi coraz większa rywalizacja o usługi kandydatów.
Pracownicy zaczną mieć silniejszą pozycję negocjacyjną. W szczególnie trudnej sytuacji z perspektywy pracodawców i ich potrzeb będzie branża IT, centra usług biznesowych, ale także branża produkcyjna czy sektor motoryzacyjny. Tam będzie potrzebnych wielu kandydatów do pracy, a te deficyty będą się pogłębiać.
Wciąż brakuje rąk do pracy w wielu miejscach w Polsce takich jak Wielkopolska, Dolny Śląsk. Przyciągani są pracownicy z zagranicy, którzy nie rywalizują o te same stanowiska pracy co Polacy. Często są to posady, którymi Polacy nie są zainteresowani. Mamy do czynienia z migracją komplementarną, gdzie pracownicy z zagranicy wypełniają lukę w stanowiskach nie do obsadzenia.
Dużym problemem polskiego rynku pracy jest niski poziom mobilności wewnętrznej, czyli poruszania się wewnątrz kraju w poszukiwaniu zatrudnienia. Szczególnie to widać na wschodzie Polski. Wielu Polaków woli spakować walizki i wyjechać do Wielkiej Brytanii Niemiec, niż pracować w kraju. Dla przykładu, w gminie Szydłowiec bezrobocie wynosi ponad 30%, a w oddalonej o 120 km Warszawie bezrobocie to tylko 4%. Jeżeli ta mobilność byłaby większa, to dysproporcje także by się zmniejszały - mówi Andrzej Kubisiak z Work Service S.A.
Rozmawiała Anna Drozd





























































