Zbliża się druga rocznica „czarnego czwartku”, po którym problemy kredytobiorców spłacających zobowiązania powiązane z kursem szwajcarskiej waluty znowu znalazły się w centrum zainteresowania. Na pozór rok 2016 nie przyniósł żadnych namacalnych zmian dla setek tysięcy hipotecznych dłużników. Nie wszystko, co ważne, dzieje się jednak w świetle reflektorów.


Na początku 2016 r. wydawało się, że najbliższe 12 miesięcy będzie kluczowe dla frankowców. Nadzieje kredytobiorców mogła rozbudzić deklaracja nowego prezydenta zapowiadającego położenie szczególnego nacisku na problem hipotek odziedziczonych po czasach kredytowego boomu. Minął rok, a jedynym realnym wynikiem dyskusji toczących się wokół tej kwestii pozostało powstanie Funduszu Wsparcia Kredytobiorców. Drugą stronę bilansu zapełniają niespełnione obietnice, porzucone projekty i zapowiedzi rychłych działań.
Zapomniany „kurs sprawiedliwy”
W pierwszą rocznicę „czarnego czwartku”, 15 stycznia 2016 r., światło dzienne ujrzał długo zapowiadany prezydencki projekt ustawy frankowej. Poprzedzała go seria zapowiedzi, niezbyt trafnych przecieków i doniesień o niezadowoleniu środowiska zbuntowanych kredytobiorców, biorących do pewnego momentu udział w tworzeniu założeń regulacji. Projekt opierał się na trzech filarach – zwrocie spreadów, niezbyt jasnym zestawie mechanizmów dobrowolnej restrukturyzacji oraz możliwości „zwrotu kluczy” w zamian za zwolnienie ze zobowiązania.
Propozycja zawarta w założeniach ustawy była na tyle skomplikowana, że pogubili się w niej nie tylko eksperci, ale również sami autorzy, którzy do dokumentu dołączyli arkusz kalkulacyjny obciążony błędami. Kluczową rolę w pozbyciu się problemu kredytów frankowych miał pełnić „kurs sprawiedliwy” obliczany dzięki porównaniu zobowiązania faktycznie zaciągniętego przez klienta z hipotetycznym kredytem w złotych. Używając tego wskaźnika należało przeliczyć kapitał pozostały do spłaty, by uzyskać kwotę, która ma być spłacana na nowych zasadach, w oparciu o wskaźnik WIBOR 3M.
Projekt przygotowany przez Kancelarię Prezydenta nie zawierał szacunków finansowych skutków wprowadzenia nowego prawa. Gdy okazało się, że odpowiednie symulacje KNF dopiero przygotuje w oparciu o ankietę przeprowadzoną w bankach, jasne stało się, że dokument trafi na kilka miesięcy „do zamrażarki”. Jeszcze pod koniec stycznia minister Maciej Łopiński zapowiadał jednak, że prace nad ustawą zakończą się w 2016 r.
Obliczenia KNF pogrzebały projekt
W oczekiwaniu na podsumowanie nadzorcy swoje krytyczne opinie do projektu zdołały zgłosić banki, NBP i środowisko frankowców. „Kurs sprawiedliwy” okazał się być bardziej sprawiedliwy dla kredytobiorców z roku 2008, a mniej łaskawy dla innych. Wyrażano także troskę o stabilność banków, chociaż minister Szałamacha uspokajał, że skutki restrukturyzacji będzie można rozłożyć w dłuższym okresie.
W marcu KNF zaprezentował ocenę skutków planowanej ustawy. Kwota robiła wrażenie – od 44 do 107 mld zł „strat” po stronie banków. W scenariuszu uznanym przez nadzorcę za najbardziej prawdopodobny pięciu kredytodawców nie mogłoby kontynuować działalności. Chociaż pomysłodawcy deklarowali kontynuowanie prac na ustawą, stało się jasne, że zboczy ona z pierwotnie obranej ścieżki.
Drugie podejście – eksperci w akcji
Pierwsza wersja prezydenckiej ustawy pozostawiła po sobie niesmak. Frankowcy wskazywali, że zamiast spełnienia wyborczej obietnicy na pierwszym miejscu postawiono interes banków. Walczący kredytobiorcy podważali także wyliczenia nadzoru. Niedopracowany plan rozbudził nadzieje i okazał się nierealny w praktyce. Prezydent wydawał się jednak niezrażony – w kwietniu powołano zespół ekspertów, a jego przedstawiciel zapewniał, że do końca maja zaprezentowany zostanie kolejny projekt. Tymczasem swoją wizję ustawy, opartą na sugestiach frankowców skupionych w stowarzyszeniach, skierował do parlamentu klub Kukiz’15.
W miarę zbliżania się zapowiedzianej daty prezentacji nowej prezydenckiej koncepcji rósł informacyjny chaos. Kilku polityków wspomniało o możliwym udziale NBP w „odfrankowieniu” bankowych portfeli, inni spekulowali o możliwych sposobach na wygładzenie finansowych skutków restrukturyzacji – emisji specjalnych papierów wartościowych. Prezentacja wyników prac ekspertów tylko spotęgowała zamieszanie. Okazało się, że utytułowani specjaliści zamiast projektu ustawy przedstawili zestaw wskazówek. „Wachlarz możliwości” zawierał wszystko – od kilku wariantów „kursu sprawiedliwego” do sugestii usunięcia z umów klauzul denominacyjnych.
Trzecie podejście… i zostały tylko spready
Kolejna wersja projektu ustawy zaprezentowana w sierpniu zdecydowanie nie czerpała z dorobku zespołu prezydenckich ekspertów. Okazała się bardzo okrojonym dokumentem koncentrującym się na jednej kwestii – zwrotu kwot wynikających ze stosowania przez banki spreadów walutowych. Frankowcy wyrazili rozczarowanie, a akcje kredytodawców zyskały.
Zwrot spreadów nie miał być jednak jedynym elementem planu. Prezentując założenia ustawy wspomniano o miękkich instrumentach, które miałyby skłonić banki do restrukturyzacji portfela kredytów powiązanych z walutami obcymi. Do jesieni powstać miał projekt rekomendacji KNF, która pełniłaby rolę „bata”. W części zapowiedzi te się zmaterializowały – wagi ryzyka używane do ustalania wymogu kapitałowego kredytodawców wzrosną, a banki "frankowe" obciążono dodatkowymi zaleceniami dotyczącymi kapitałów. Trudno jednak oczekiwać, że tylko taki środek skłoni banki do zasadniczych zmian i zaproponowania kredytobiorcom korzystnych warunków restrukturyzacji długów. Kolejnych elementów arsenału miękkiej perswazji do dzisiaj nie widać, chociaż pojawiają się doniesienia o możliwym wykorzystaniu narzędzi podatkowych.
Ustawy w parlamencie, kredyty w sądach
W październiku problemem kredytów frankowych zajęli się parlamentarzyści, rozpatrując trzy projekty. Ustawa prezydencka oraz projekty Kukiz’15 i Platformy Obywatelskiej trafiły pod obrady Sejmu. Po pierwszym czytaniu dokumenty skierowano do Komisji Finansów Publicznych. Można powiedzieć, że „piłka jest w grze”, ale największe szanse na przetrwanie parlamentarnej obróbki ma projekt promowany przez prezydenta. Niewykluczone, że zasady zwrotu spreadów zostaną zmienione, trudno jednak oczekiwać radykalnych zmian w fundamentach proponowanego rozwiązania.
Ustawowa regulacja kwestii kredytów frankowych może wydawać się dziś bliższa niż na początku mijającego roku. Warto jednak porównać punkt wyjścia (założenia pierwszej ustawy) z dzisiejszym stanem gry – problemy systemowego ryzyka dla sektora bankowego, przywiązania kredytobiorców do nieruchomości, uzależnienia sytuacji finansowej tysięcy rodzin od fluktuacji kursu waluty nie zostały w żaden sposób nie tylko rozwiązane, ale nawet ustawione w kolejce do rozwiązania. Jedynym w tym obszarze namacalnym „dorobkiem” 2016 roku pozostaje wprowadzenie dość ułomnej (bo uzależniającej kredytobiorców od łaski banków) ustawy o Funduszu Wsparcia Kredytobiorców oraz przedłużenie przez banki programu zwanego sześciopakiem. A tymczasem notowania helweckiej waluty nie są wcale dalekie od historycznego maksimum.
Legislacyjne projekty to jednak tylko jedna strona medalu. W ciągu mijającego roku o kredytach frankowych słychać było coraz częściej na salach sądowych. Byliśmy świadkami precedensowych wyroków o bardzo różnym ciężarze gatunkowym – od kwestionujących samą konstrukcję kredytu do wytykających niedostatki w szeregu umownych klauzul. Kredytobiorcy nierzadko wygrywają bitwę na argumenty, a po ich stronie stają Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów i Rzecznik Finansowy.
Dowodów na rosnącą presję na banki nie brakuje – w 2016 r. przyjęto do rozpoznania kilka pozwów zbiorowych dotyczących kredytów mieszkaniowych, UOKiK skłonił banki do uwzględniania ujemnego oprocentowania zobowiązań, Rzecznik Praw Obywatelskich zapowiada kampanię informacyjną skierowaną do kredytobiorców, a Rzecznik Finansowy kilkakrotnie wziął pod lupę zobowiązania indeksowane i denominowane. Być może to właśnie prawne batalie będą czynnikiem, który przybliży moment rozwiązania problemu kredytów frankowych. Na pewno mijający rok był pod tym względem obfity w wydarzenia, czego zdecydowanie nie można powiedzieć analizując bilans „podejścia legislacyjnego”.


























































