Podwyżkę ceny pieniądza zapowiedział już po poprzednim posiedzeniu Rady EBC prezes tej instytucji. Jean-Claude Trichet przyznał, że „mała podwyżka” jest możliwa, ale nie jest pewna. Jednakże ostatnie dane Eurostatu, według którego czerwcowa inflacja HICP wyniosła 4% r/r, zdecydowanie zwiększyły prawdopodobieństwo zaostrzenia polityki monetarnej.
Inflacja rośnie w całej Europie i jest napędzana przez drożejącą żywność, paliwa i energię. Jednak europejskie władze monetarne boją się przede wszystkim tzw. efektów drugiej rundy, czyli sytuacji w której wyższe ceny w sklepach powodują naciski na wzrost płac, co z kolei nakręca spiralę inflacyjną. W tym kontekście Europejski Bank Centralny nie może sobie pozwolić na amerykański luksus niskich stóp procentowych, ponieważ w Europie silne związki zawodowe stwarzają dużo większe zagrożenie dla stabilności cen.
Z drugiej strony niektóre kraje strefy euro (Irlandia, Hiszpania) stanęły na progu recesji i rządy tych państw preferowałyby obecnie raczej ekspansywną politykę monetarną. Tanim pieniądzem nie pogardziłyby też pogrążone w stagnacji Włochy i Portugalia. Mimo że EBC w swoim mandacie ma jasno określone priorytety (czyli utrzymywanie stabilności cen), to naciski polityczne mogą „zmiękczyć” niektórych członków Rady. Dlatego też największą niewiadomą pozostaje kwestia determinacji europejskich władz monetarnych.
W ostatnich miesiącach, gdy Rezerwa Federalna panicznie obniżała stopy procentowe, a Jean-Claude Trichet zaostrzał swoją antyinflacyjną retorykę, to właśnie Europejski Bank Centralny zyskał na wiarygodności. Jednakże brak lipcowej podwyżki ceny pieniądza może zaszkodzić reputacji EBC.
K.K.



























































