2009-11-19 12:00 Źródło: Krzysztof Kolany
Amerykanie zużywają coraz mniej ropy
Dane z ostatnich tygodniu jednoznacznie pokazują, że amerykański popyt na ropę naftową znów się kurczy. To nie powinno dziwić, jeśli pamięta się, że bezrobocie jest najwyższe od 26 lat, a dochody z pracy systematycznie maleją. Dlaczego w takim razie baryłka „czarnego złota” kosztuje blisko 80$?
Stany Zjednoczone wciąż pozostają największym na świecie konsumentem ropy naftowej – każdego dnia zużywają ponad 18 milionów baryłek tego surowca, pochłaniając ponad 20% światowej produkcji. Drugie w tej statystyce Chiny odpowiadają za niespełna dziewięć milionów baryłek dziennie i pomimo dynamicznego rozwoju nieprędko wyprzedzą USA. Dlatego też sytuacja na amerykańskim rynku paliw wciąż ma decydujący wpływ na bilans globalnego popytu i podaży na ropę.
Tymczasem Amerykanie zużywają coraz mniej „czarnego złota”. Roczna dynamika zużycia surowca przyjmuje wartości ujemne od stycznia 2008 z krótką przerwą we wrześniu i październiku. Ale od listopada konsumpcja paliw w USA znów zaczyna maleć i to wobec coraz niższej bazy porównawczej. Podczas gdy przed recesją (w latach 2004-08) USA pochłaniały średnio ok. 20,6 mln baryłek dziennie, to obecnie zużywają o 10% mniej surowca.
Źródło: Energy Information Administration, opracowanie Bankier.pl
Największy regres odnotowano po stronie zapotrzebowania na olej napędowy, wykorzystywany głównie w transporcie towarów. Oznacza to, że pomimo oficjalnego zakończenia recesji koniunktura w realnej gospodarce pozostaje na niższym poziomie niż w latach 2001-02. Pewną stabilizację notuje natomiast popyt na benzynę, który odpowiada za blisko połowę amerykańskiego zapotrzebowanie na produkty naftowe. Widać, że nawet silne ograniczenie dochodów nie jest w stanie skłonić amerykańskiego konsumenta do rezygnacji z przemieszczania się własnym autem. Jednakże w najbliższych miesiącach raczej nie spodziewałbym się zwiększonego popytu na paliwa. Po pierwsze okres jesienno-zimowy charakteryzuje się sezonowym spadkiem zużycia benzyny. Po drugie Amerykanie nadal masowo tracą pracę (i dochody z niej uzyskiwane) - oficjalna stopa bezrobocia sięga 10,2% i wciąż rośnie. A gdyby za bezrobotnych uznać też osoby, które nie z własnego wyboru wykonują tylko dorywcze prace bądź są zatrudnione w niepełnym wymiarze godzin (takich ludzi jest w USA o połowę więcej niż rok temu), to stopa bezrobocia sięgnęłaby 16,2%. I w końcu po trzecie od wiosny ceny paliw w Ameryce poszły zdecydowanie w górę. Według danych motoryzacyjnej organizacji AAA w drugim tygodniu listopada średnia cena benzyny wyniosła 2,63$ za galon (ok. 1,61 zł za litr) i była o 27% wyższa niż rok temu. Tak więc kombinacja droższego paliwa, niższych dochodów ludności oraz zjawisk sezonowych w ciągu najbliższych tygodni powinna doprowadzić do spadku popytu na benzynę w USA.
Tymczasem amerykańskie rafinerie już teraz pracują na pół gwizdka, wykorzystując zaledwie 79,4% swojego potencjału wytwórczego. W Ameryce wskaźnik ten spada poniżej 80% tylko w nadzwyczajnych przypadkach, takich jak np. huragany czy przerwy w dostawach energii elektrycznej. Skutkiem mniejszej produkcji paliw są większe zapasy – komercyjne rezerwy ropy są o 7,4% większe niż przed rokiem, zaś magazyny benzyny notują stany o 5,3% przekraczające zeszłoroczne poziomy. Jeszcze większą nadwyżkę notują składy oleju napędowego, którego zapasy jeszcze niedawno były największe od 27 lat.
Skutkiem malejącego popytu, mniejszej produkcji oraz rosnących zapasów jest mniejszy import paliw do USA. W ciągu ostatnich czterech tygodni Amerykanie sprowadzali średnio 11,1 mln baryłek dziennie, z czego surowa ropa stanowiła około 75%. W ten sposób jedyną szansą dla producentów „czarnego złota” jest rosnące zapotrzebowanie na surowiec zgłaszane przez Chińczyków.
Źródło: Energy Information Administration, opracowanie Bankier.pl
Ale handlujący naftowymi kontraktami na nowojorskiej giełdzie najwyraźniej liczą na odwrócenie niekorzystnych trendów na amerykańskim rynku paliw. Jednakże oczekiwanie na dynamiczne ożywienie gospodarcze i „recesję typu V” wydają się być coraz bardziej naiwne. Po wyczerpaniu się rządowych programów „stymulowania gospodarki” kondycja amerykańskiego konsumenta zapewne będzie gorsza niż obecnie, na co dodatkowo nałoży się konieczność podwyższenia podatków. W takim układzie prognozy zakładające szybki powrót konsumpcji paliw do poziomu sprzed recesji wydają być mało prawdopodobne. Tyle że rynek już zdyskontował powrót relacji popytowych z roku 2007! Obecnie baryłka ropy kosztuje niemal 80$, czyli tyle samo co w październiku 2007. Wówczas konsumenci paliw na całym świecie narzekali na „drogą ropę”, a wizja załamania globalnej koniunktury wydawała się być mało realna. Tymczasem teraz jakoś nie słychać podobnych głosów, a rynek ropy kieruje się głównie „sentymentem” na rynkach finansowych i podnosi ceny surowca przy każdym wzroście giełdowych indeksów.
Źródło: Bankier.pl
Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl
Stany Zjednoczone wciąż pozostają największym na świecie konsumentem ropy naftowej – każdego dnia zużywają ponad 18 milionów baryłek tego surowca, pochłaniając ponad 20% światowej produkcji. Drugie w tej statystyce Chiny odpowiadają za niespełna dziewięć milionów baryłek dziennie i pomimo dynamicznego rozwoju nieprędko wyprzedzą USA. Dlatego też sytuacja na amerykańskim rynku paliw wciąż ma decydujący wpływ na bilans globalnego popytu i podaży na ropę.
Tymczasem Amerykanie zużywają coraz mniej „czarnego złota”. Roczna dynamika zużycia surowca przyjmuje wartości ujemne od stycznia 2008 z krótką przerwą we wrześniu i październiku. Ale od listopada konsumpcja paliw w USA znów zaczyna maleć i to wobec coraz niższej bazy porównawczej. Podczas gdy przed recesją (w latach 2004-08) USA pochłaniały średnio ok. 20,6 mln baryłek dziennie, to obecnie zużywają o 10% mniej surowca.
Największy regres odnotowano po stronie zapotrzebowania na olej napędowy, wykorzystywany głównie w transporcie towarów. Oznacza to, że pomimo oficjalnego zakończenia recesji koniunktura w realnej gospodarce pozostaje na niższym poziomie niż w latach 2001-02. Pewną stabilizację notuje natomiast popyt na benzynę, który odpowiada za blisko połowę amerykańskiego zapotrzebowanie na produkty naftowe. Widać, że nawet silne ograniczenie dochodów nie jest w stanie skłonić amerykańskiego konsumenta do rezygnacji z przemieszczania się własnym autem. Jednakże w najbliższych miesiącach raczej nie spodziewałbym się zwiększonego popytu na paliwa. Po pierwsze okres jesienno-zimowy charakteryzuje się sezonowym spadkiem zużycia benzyny. Po drugie Amerykanie nadal masowo tracą pracę (i dochody z niej uzyskiwane) - oficjalna stopa bezrobocia sięga 10,2% i wciąż rośnie. A gdyby za bezrobotnych uznać też osoby, które nie z własnego wyboru wykonują tylko dorywcze prace bądź są zatrudnione w niepełnym wymiarze godzin (takich ludzi jest w USA o połowę więcej niż rok temu), to stopa bezrobocia sięgnęłaby 16,2%. I w końcu po trzecie od wiosny ceny paliw w Ameryce poszły zdecydowanie w górę. Według danych motoryzacyjnej organizacji AAA w drugim tygodniu listopada średnia cena benzyny wyniosła 2,63$ za galon (ok. 1,61 zł za litr) i była o 27% wyższa niż rok temu. Tak więc kombinacja droższego paliwa, niższych dochodów ludności oraz zjawisk sezonowych w ciągu najbliższych tygodni powinna doprowadzić do spadku popytu na benzynę w USA.
Tymczasem amerykańskie rafinerie już teraz pracują na pół gwizdka, wykorzystując zaledwie 79,4% swojego potencjału wytwórczego. W Ameryce wskaźnik ten spada poniżej 80% tylko w nadzwyczajnych przypadkach, takich jak np. huragany czy przerwy w dostawach energii elektrycznej. Skutkiem mniejszej produkcji paliw są większe zapasy – komercyjne rezerwy ropy są o 7,4% większe niż przed rokiem, zaś magazyny benzyny notują stany o 5,3% przekraczające zeszłoroczne poziomy. Jeszcze większą nadwyżkę notują składy oleju napędowego, którego zapasy jeszcze niedawno były największe od 27 lat.
Skutkiem malejącego popytu, mniejszej produkcji oraz rosnących zapasów jest mniejszy import paliw do USA. W ciągu ostatnich czterech tygodni Amerykanie sprowadzali średnio 11,1 mln baryłek dziennie, z czego surowa ropa stanowiła około 75%. W ten sposób jedyną szansą dla producentów „czarnego złota” jest rosnące zapotrzebowanie na surowiec zgłaszane przez Chińczyków.
Ale handlujący naftowymi kontraktami na nowojorskiej giełdzie najwyraźniej liczą na odwrócenie niekorzystnych trendów na amerykańskim rynku paliw. Jednakże oczekiwanie na dynamiczne ożywienie gospodarcze i „recesję typu V” wydają się być coraz bardziej naiwne. Po wyczerpaniu się rządowych programów „stymulowania gospodarki” kondycja amerykańskiego konsumenta zapewne będzie gorsza niż obecnie, na co dodatkowo nałoży się konieczność podwyższenia podatków. W takim układzie prognozy zakładające szybki powrót konsumpcji paliw do poziomu sprzed recesji wydają być mało prawdopodobne. Tyle że rynek już zdyskontował powrót relacji popytowych z roku 2007! Obecnie baryłka ropy kosztuje niemal 80$, czyli tyle samo co w październiku 2007. Wówczas konsumenci paliw na całym świecie narzekali na „drogą ropę”, a wizja załamania globalnej koniunktury wydawała się być mało realna. Tymczasem teraz jakoś nie słychać podobnych głosów, a rynek ropy kieruje się głównie „sentymentem” na rynkach finansowych i podnosi ceny surowca przy każdym wzroście giełdowych indeksów.
Źródło: Bankier.pl
Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl
- Amerykanie zużywają coraz mniej ropy Autor: ~xxx 2009-11-19 15:17
- 1,61 zł za litr. Ot i prosta odpowidz, dlaczgo zbudowali imperium a my wciaż jesteśmy i pozostaniemy kołchozem.
- Amerykanie zużywają coraz mniej ropy Autor: ~dkjlfgkjfghjhkj 2009-11-19 17:12
- Ale co ty chcesz. W tym kraju najważniejsza jest władza i jej potrzeby a nie Dobro obywateli. Gdyby tu rządzili Polacy pewnie byłoby inaczej. Niestety ruskie i hitlerowcy wszystkich wymordowali a tyc (..)



Dodaj komentarz