Po kilku tygodniach spokoju nowojorskie giełdy postanowiły trochę „pozygzakować”. W czwartek S&P 500 stracił to, co odrobił w środę po wtorkowych spadkach. Na Wall Street zaczyna wracać zmienność.


Ostatnie sesje w Nowym Jorku przeplatają spadki ze wzrostami. W czwartek przyszła więc kolej na te pierwsze. S&P 500 zakończył dzień stratą 0,86 proc., choć w trakcie sesji tracił prawie 1,5 proc. Dow Jones spadł o 0,78 proc. Ponownie największą zmianą odznaczył się Nasdaq, który oddał 1,44 proc. po wzroście o 1,43 proc. w środę i spadku o 1,61 proc. we wtorek.
Ponownie w centrum uwagi znalazły się spółki technologiczne, które najmocniej ciążyły indeksom. Akcje Apple Inc. przeceniono o 1,5 proc., a kurs Microsoftu spadł o blisko 2 proc. Za to drugi dzień z rzędu rosły notowania bankom, którym Rezerwa Federalna pozwoliła na zwiększenie dywidend. Dzięki temu walory Citigroup podrożały o 2,8 proc., a Wells Fargo o 2,7 proc.
„Wielkie spółki technologiczne i informatyczne są mocno rozciągnięte pod względem wycen” - eufemistycznie skomentował Peter Kenny, strateg z nowojorskiego Global Markets Advisory Group Natomiast „dokładnie odwrotnie jest w sektorze finansowym i energetycznym” - dodał Kenny.
W komentarzach zwraca się także uwagę na powrót zmienności, która w maju i na początku czerwca spadła do poziomów niewidzianych od ponad 20 lat. Ale podczas czwartkowej sesji indeks VIX mierzący zmienność implikowaną opcji wystrzelił w górę o przeszło 16 proc., do 11,6 pkt. Niemniej jednak to wciąż bardzo niski poziom jak na historyczne standardy.

Krzysztof Kolany

























































