W piątek o godzinie 13:40 uncja złota kosztowała 1.590 dolarów, czyli o 1% więcej niż wczoraj i o 3,3% więcej niż na zamknięciu środowych notowań. Silne wzrosty na rynku złota po części wynikały z sytuacji technicznej. W środę kurs żółtego metalu dotknął poziomu 1.520 USD, na którym zatrzymywały się spadki we wrześniu i grudniu 2011 r. To też umowna granica bessy liczona jako 20% spadku od sierpniowego szczytu wszech czasów. Nie bez znaczenia było też skrajne wyprzedanie rynku: jeszcze dwa dni temu 14-dniowy RSI wynosił 21,5 pkt.
Źródło: Bankier.pl
Swoje zrobiło też odreagowanie na parze euro-dolar. Osłabiające się od początku maja euro odzyskało nieco wigoru i jego cena wzrosła z 1,2642 USD (pięciomiesięczne minimum) do 1,2709 USD. Słabszy dolar sprawia, że złoto staje się tańsze dla inwestorów rozliczających się w innych walutach.
Jednakże abstrahując od czynników walutowo-technicznych w czwartek złoto w końcu zachowało się tak, jak się tego oczekuje. Żółty metal podrożał bowiem w otoczeniu spadków cen akcji, recesyjnych danych z gospodarki USA i narastającego strachu przed zapaścią hiszpańskiego sektora bankowego. Tymczasem przez ostatnie pół roku złoto częściej zachowywało się jak zwykły surowiec przemysłowy (drożejąc i taniejąc wraz z akcjami czy ropą naftową) niż jak dobra lokata kapitału na ciężkie czasy.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl




























































