W ostatnich tygodniach złoto częściej zachowuje się jak zwykły surowiec przemysłowy niż jak metal szlachetny stanowiący podstawową alternatywę dla akcji i obligacji. Ubiegłe dni przyniosły wzrost cen kruszcu z 906$ do 955$ za uncję. W tym samym czasie giełdowe indeksy biły tegoroczne maksima, co teoretycznie powinno zwiększać apetyt na ryzyko.
Tak więc popyt inwestycyjny na złoto traktowane jako bezpieczna inwestycja powinien był maleć. I tak też było w przypadku fizycznego metalu gromadzonego przez fundusz SPDR Gold Trust, który od początku miesiąca upłynnił 28,14 ton kruszcu, reagują w ten sposób na zlecenia klientów. W tym ujęciu rzeczywiście można mówić o spadku zainteresowania tym metalem ze strony inwestorów indywidualnych.
Jednakże równocześnie cena złota rosła, co tylko po części można tłumaczyć wpływem słabnącego dolara. Wygląda na to, że niektórzy uczestnicy rynku znów coraz poważniej obawiają się wzrostu inflacji, czemu sprzyjają ostatnie wzrosty cen ropy naftowej. Równocześnie inwestorzy dostali wczoraj potwierdzenie, że stopy procentowe w USA pozostaną na nadzwyczajnie niskim poziomie przez „dłuższy okres czasu”. W ten sposób szef Fed-u Ben Bernanke zasugerował rynkom, że walka z zagrożeniem inflacyjnym nie będzie priorytetem amerykańskiego banku centralnego. Taka postawa Rezerwy Federalnej dostarcza argumentów do długoterminowej akumulacji złota traktowanego jako ochrona przed spadkiem siły nabywczej papierowego pieniądza.
Tymczasem w środę o godzinie 14:30 uncja żółtego metalu kosztowała 946,90$ i była o 0,2% tańsza niż wczoraj. W tym czasie na pozostałych rynkach surowcowych ropa taniała o 1%, platyna o 0,8%, a cyna o 0,4%. Wciąż drożały za to metale przemysłowe z miedzią na czele.
K.K.



























































