Giełdowych inwestorów rozczarował dziś indeks ISM dla amerykańskiego sektora usług, który w lipcu nieoczekiwanie spadł, choć analitycy zgodnie spodziewali się przedłużenia wzrostowej serii. Może to oznaczać, że długo oczekiwane ożywienie w największej gospodarce świata nadejdzie nieco później niż życzyłaby sobie tego większość uczestników rynku.
Teoretycznie taka informacja jest pozytywna dla metali szlachetnych traktowanych jako bezpieczna inwestycja na czas kryzysu. Tyle że ostatnio złoto częściej zachowuje się jak surowiec drożejący w czasie prosperity niż jak pewna i bezpieczna lokata kapitału.
Inwestorom traktującym złoto jako polisę ubezpieczeniową przed spadkiem siły nabywczej amerykańskiego pieniądza pomagał dziś rynek walutowy. Kurs EUR/USD ustabilizował się w okolicach poziomu 1,44$ i nie przyłączył się do spadków zainicjowanych na rynkach akcji. Podobnie zachowywała się ropa, której najwyższe od października ceny już za kilka miesięcy pozwalają obawiać się powrotu wysokiej inflacji.
W rezultacie o godzinie 17:20 za uncję złota płacono 961,82$, czyli o pół procent mniej niż na zamknięciu wtorkowych notowań. Wczoraj cena żółtego metalu osiągnęła swoje dwumiesięczne maksimum wspinając się na wysokość 970$.
K.K.




























































