„Złoto funkcjonuje jako bezpieczna przystań. Ludzie po prostu usiłują włożyć pieniądze w złoto zamiast w akcje czy waluty” – skomentował cytowany przez agencję Bloomberga Narayan Gopalakrishnan ze szwajcarskiej mennicy MKS Finance.
Od początku roku ceny złota wyrażone w USD wzrosły o 15% i w czerwcu ustanowiły nowy rekord na wysokości 1.264$ za uncję. Jeśli sytuacja nie ulegnie zmianom, to rok 2010 będzie dziesiątym z rzędu rokiem wzrostu notowań złota.
Popyt na żółty metal generują inwestorzy, którzy boją się bessy na rynkach akcji. Tylko wczoraj fundusze typu ETF kupiły 3,67 ton złota, reagując na napływ gotówki od klientów. Złote ETF-y dysponują obecnie 2.077,23 tonami kruszcu.
Zainteresowanie złotem rośnie za sprawą rosnącego ryzyka recesji w USA i nawrotu bessy na giełdach. Niebezpiecznie jest także na rynku długu, gdzie niewypłacalność grozi Portugalii oraz Irlandii. Do tego grona weszła już technicznie zbankrutowana Grecja, która po wygaśnięciu wsparcia od państw strefy euro pozostanie z bagażem długu publicznego 1,5-krotnie przekraczającym wartość PKB.
W cieniu złota coraz jaśniej świeci srebro, które we wtorek zagościło nawet w telewizji CNBC. Dziś za uncję białego metalu po raz pierwszy od marca 2008 roku płacono ponad 20 dolarów. Przy takiej promocji i zainteresowaniu inwestorów droga ku wieloletnim maksimom stoi otworem.
K.K.



























































