Wyprzedaż przez zagranicznych graczy doprowadziła do spadku cen. – W 2005 i 2006 r. można było zarobić, inwestując w 5-letnie obligacje, odpowiednio 10 proc. i 5,6 proc., podczas gdy stopa zwrotu z tego papieru w tym roku wyniosła tylko 1 proc. – mówi Arkadiusz Bogusz, zarządzający w Credit Suisse Asset Management. Zagraniczni inwestorzy na nowo zaczynają się jednak interesować polskimi obligacjami. Pytają już o nie niemieckie i austriackie banki inwestycyjne. Zainteresowanie widać także ze strony zachodnich funduszy.
– Polskie obligacje są atrakcyjne – mówi „WSJ Polska” David Zahn, wiceprezes i menedżer portfela inwestycyjnego instrumentów stałego dochodu z londyńskiego Franklina Templetona. Nie ujawnia, czy FT będzie zwiększał zaangażowanie w polski dług, ale przyznaje, że nie zamierza pozbywać się złotowych obligacji. Marion Muehlberger z Deutsche Bank, ocenia, że polskie papiery mogą zyskać w oczach zagranicznych inwestorów, jak tylko pojawią się sygnały zwiastujące koniec cyklu podwyżek stóp procentowych.
– Inwestorzy Muszą mieć przekonanie, że RPP zakończyła podnoszenie stóp, żeby zacząć kupować – mówi Marcin Bońka. Dochodowość obligacji, a co za tym idzie – ich cena, jest uzależniona od stóp procentowych. Ceny spadały, gdy pozbywali się ich dotychczasowi inwestorzy, licząc na wyższe oprocentowanie nowych papierów po podwyżkach stóp. Brak takiej perspektywy spowoduje wzrost popytu i podniesie ceny. Według Arkadiusza Bogusz, obecne ceny polskich papierów dłużnych są już bardzo atrakcyjne.
Podobnego zdania jest Grzegorz Latała, wicedyrektor ds. inwestycyjnych w CU Investment Management.– Myślę, że skończył się już czas wyprzedaży naszych obligacji – mówi. Dodaje jednak, że trudno przewidzieć, kiedy zagranica wreszcie ruszy na zakupy. Niektórzy zarządzający wciąż liczą na spadek cen. Michał Woźniak z Fortis Investment ocenia, że polskie papiery są jeszcze zbyt drogie. – Mamy moment wyczekiwania. Trochę tak, jak z naszą giełdą – wszyscy wiedzą, że już powinno się kupować, ale rynek wciąż ma jakieś obawy. To może potrwać nawet do sierpnia – mówi Marcin Mrowiec, starszy ekonomista w Pekao.
Marta Chmielewska- -Racławska
Dziennik Finansowy
Więcej na ten temat






























































