![]() |
![]() |
Źródło: Narodowy Bank Polski
Takie oferty nie zdarzają się codziennie. NBP jeszcze nigdy nie emitował tak ciężkiej złotej monety. Na uwagę zasługuje także względnie niski nakład: tylko 500 sztuk, z czego 483 egzemplarze zostały wystawione do sprzedaży. Ostatni raz z tak ograniczoną podażą monety kolekcjonerskiej mieliśmy do czynienia w październiku 1995 roku. Wówczas NBP wyemitował półuncjową monetę wykonaną ze złota próby 900 w celu uczczenia XIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. Cena emisyjna tej 200-złotówki wyniosła 780 złotych. Według Katalogu Fischera jej obecna wartość to 37.000 złotych i jest przeszło 47-krotnie wyższa niż 15 lat temu.
![]() |
![]() |
Źródło: Katalog Monet
Tyle że wówczas kwota 780 złotych stanowiła ok. 92% przeciętnej pensji brutto, a uncja złota kosztowała 935 złotych. Tak więc premia za wartość kolekcjonerską stanowiła 85% - tyle trzeba było zapłacić ponad wartość nominalną kruszcu zawartego w tej monecie. Teraz moneta z Janem Pawłem II ma nominał 1.000 złotych, liczy sobie 50 milimetrów średnicy, wykonana jest niemal z czystego złota (próba 999) i waży dokładnie 93,3 gramy. Zawiera więc w sobie blisko trzy uncje kruszcu.
Przy bieżącej cenie (1.483 USD/oz) i średnim kursie NBP z dnia 18 kwietnia (2,7608 złotego za dolara) trzy uncje złota są warte 12.282,80 złotych. Jednak w przypadku zakupu typowej monety bulionowej musimy doliczyć także koszty bicia rzędu 75 USD (czyli 207 zł) oraz marże dealeską, która w Polsce sięga zazwyczaj 5-7% (czyli kolejne 250 złotych na uncji). Tak więc koszt zakupu trzech uncjowych monet bulionowych wyniósłby około 13,7 tysiąca złotych. W przypadku monety z Janem Pawłem II NBP oferuje więc w miarę przystępną cenę, która tylko o 3,6% przewyższa koszt zakupu bulionu. Jednakże mówimy tu tylko o cenie wywoławczej w systemie aukcyjnym Kolekcjoner. Aukcja kończy się 21 kwietnia i dopiero po tym terminie dowiemy się, za ile można było tą monetę kupić.
Czy da się na tym zarobić?
Wydatek rzędu czterech średnich pensji brutto powinien wyelimować z licytacji mniej zamożnych kolekcjonerów. Druga barierą może się okazać kwota 20.000 złotych, przy której NBP wymaga przestawienia zabezpieczeń sfinansowania transakcji. Sam nakład jest niski jak na polskie warunki, ale na świecie czasem emituje się monety w jeszcze mniejszych ilościach. Z drugiej strony cena wywoławcza wygląda dość atrakcyjnie: 15% ponad ceny spot z Londynu to wynik tylko nieco wyższy od przeciętnej monety bulionowej sprzedawanej w Polsce.
Przy tym kupowanie monet kolekcjonerskie należy traktować raczej jako hobby niż faktyczną dywersyfikację naszych inwestycji. Kwestia przyszłej aprecjacji wartości kolekcjonerskich jest zawsze wysoce niepewna, a w prawdziwie trudnych czasach (gdy złotem trzeba będzie płacić za chleb) wartość numizmatyczna maleje do zera. W tym przypadku 3,6-procentowa „marża ofertowa” NBP wygląda jednak dość interesująco.
Złoto dla „ubogich”
Dla mniej zasobnych kolekcjonerów NBP już wcześniej przygotował znacznie mniejszą i znacznie bardziej dostępną monetę. Zaledwie jednogramowa złota 25-złotówka oferowana była w nakładzie aż 10.000 egzemplarzy i jej cenę ustalono na 500 złotych. Wariantem pośrednim była moneta o masie ośmiu gramów wybita w ilości ośmiu tysięcy sztuk, którą można było kupić za 1.780 złotych.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl
k.kolany@bankier.pl
Zobacz też:
» Czy warto inwestować w złoto?
» Poradnik: jak i gdzie sensownie zainwestować w złoto
» Czy warto inwestować w srebro?
» Czy warto inwestować w złoto?
» Poradnik: jak i gdzie sensownie zainwestować w złoto
» Czy warto inwestować w srebro?
































































