Dziś do centrum uwagi amerykańskich inwestorów wracają nieobecne od kilku dni raporty makroekonomiczne. Najważniejszym z nich będą dane o sierpniowej sprzedaży detalicznej. Ekonomiści szacują, że dzięki rządowym dopłatom do sprzedaży nowych samochodów obroty handlowców zwiększyły się o 1,6% m/m, ale już tylko o 0,5% bez uwzględnienia branży motoryzacyjnej.
Ponadto na rynek nadejdą ignorowane od dłuższego czasu dane o cenach producentów (spodziewana deflacja) oraz wrześniowy odczyt nowojorskiego indeksu Empire State, mierzącego stan koniunktury w nowojorskim przemyśle. Tu analitycy oczekują dalszej poprawy i wzrostu z 12,1 do 15,0 pkt. Kalendarium uzupełnią jeszcze dane o zapasach detalistów (oczekiwany spadek).
Oczekiwania co do powyższych wskaźników są więc dość optymistyczne, co zwiększa ryzyko rozczarowania. Zwłaszcza że na fali oczekiwań na lepszą koniunkturę indeks S&P500 w przeciągu ostatnich sześciu miesięcy zyskał 55% i wczoraj znalazł się na najwyższym poziomie od blisko roku. W ten sposób wyceny amerykańskich spółek stały się już nie do zaakceptowania dla niektórych inwestorów, a wskaźnik cena/zysk liczony na podstawie historycznych wyników operacyjnych 500 największych spółek sięgnął poziomu 19,3.
W tym momencie nawet zgodne z oczekiwaniami dane makro mogą stać się sygnałem do realizacji zysków, co na wykupionym rynku grozi poważniejszymi spadkami. Na dwie godziny przed rozpoczęciem handlu nastroje inwestorów pozostawały neutralne, a kontrakty terminowe na amerykańskie indeksy oscylują wokół poziomów z poniedziałkowego zamknięcia.
W kwestii poszczególnych spółek warto zwrócić uwagę na zachowanie kursu Citigroup. Pojawiły się bowiem spekulacje, że rząd USA będzie chciał sprzedać swój 34-procentowy pakiet akcji tego niegdyś największego banku w Ameryce. Przyszła sprzedaż tego pakietu będzie dobrym testem głębokości popytu na akcje i zarazem nastawienia inwestorów do banków, które najmocniej ucierpiały na kryzysie finansowym.
K.K.






























































