Sam początek handlu przyniósł wyraźną zwyżkę. Jednak od godziny 16:00 indeksy zaczęły podążać w kierunku poziomów z poniedziałkowego zamknięcia. Przyczyną mogły być dane napływające z amerykańskiej gospodarki: wartość zamówień w przemyśle spadła w listopadzie aż o 4,6% m/m (oczekiwano redukcji o 2,5%). W dół zrewidowano też dane za październik (z –5,1% do –6,0%). Ponadto gorzej od prognoz wypadł indeks koniunktury na rynku nieruchomości mieszkaniowych.
Ale za to najważniejsza dzisiejsza publikacja dość niespodziewanie okazała się być zdecydowanie lepsza od oczekiwań. Indeks ISM dla sektora usług wzrósł w grudniu o 3,3 pkt., osiągając wartość 40,6 pkt. (oczekiwano spadku do 37 pkt.). Wynik ten oznacza, że podstawowy sektor amerykańskiej gospodarki nadal przeżywa regres, ale jest on już mniej odczuwalny niż w listopadzie. Znacząco (choć z rekordowo niskiego poziomu) wzrósł subindeks bieżącej aktywności gospodarczej, nowych zamówień oraz zatrudnienia. Ceny płacone przez przedsiębiorców spadają najszybciej w 11-letniej historii tego wskaźnika. Widać też, że koniunktura w sferze usług jest lepsza niż w przemyśle.
Po niespełna godzinie handlu indeks S&P500 rósł o 0,6%, osiągając wartość 933 pkt. Nasdaq zwyżkował o niespełna 1%, notując wynik 1.644 pkt. Od swojego 11-letniego minimum z 20. listopada ubiegłego roku indeks S&P500 zyskał jak dotąd 24%.
Od kilku tygodni giełdowi inwestorzy najczęściej spekulują o wpływie proponowanego przez ekipę Baracka Obamę pakietu stymulującego gospodarkę. Najprawdopodobniej nowa administracja USA wyda na ożywienie gospodarki 775 mld dolarów, a więc równowartość ok. 5% PKB. Zdaniem wielu ekonomistów tak wielki zastrzyk gotówki powinien zahamować obecne tendencje recesyjne.
K.K.































































