W maju stopa bezrobocia w Stanach Zjednoczonych skoczyła z 5,0% do 5,5%, podczas gdy ekonomiści spodziewali się odczytu na poziomie 5,1%. Ostatnio tak duży wzrost bezrobocia miał miejsce w roku 1986. Liczba miejsc pracy w sektorach pozarolniczych zgodnie z prognozami zmniejszyła się o 49 tysięcy i był to piąty z rzędu spadek zatrudnienia w amerykańskiej gospodarce.
Jednak czynnikiem, który doprowadził do masowej wyprzedaży amerykańskich akcji był wzrost cen ropy naftowej – dzisiaj baryłka tego surowca podrożała o prawie 11$ (7,5%) i ustanowiła nowy rekord wszech czasów na poziomie przeszło 138$.
„Takie otoczenie gospodarcze jest najgorsze z możliwych. Nie da się tego określić inaczej niż mianem stagflacji” – powiedział agencji Reutersa Dave Rovelli, dyrektor zarządzający portfelem amerykańskich akcji w Canaccord Adams.
Kombinacja coraz gorszej koniunktury w połączeniu z inflacjogennym wzrostem cen ropy wywołała wśród wielu inwestorów strach przed stagflacją w stylu lat 70-tych XX wieku. Wówczas Stany Zjednoczone przeżywały długotrwały kryzys gospodarczy połączony z bardzo wysoką inflacją, z którą Rezerwa Federalna uporała się na dobre dopiero w następnej dekadzie, drastycznie podnosząc stopy procentowe.
W wyniku tych obaw Dow Jones stracił dzisiaj 3,13% (czyli prawie 400 punktów) kończąc sesję na poziomie 12.209,81 pkt. Indeks S&P500 spadł o 3,09%, zatrzymując się na wysokości 1.360,68 pkt. Wśród blue chipów spadki dotknęły wszystkie 30 spółek (łącznie z koncernami naftowymi), zaś w gronie 500 największych firm zaledwie 17 zakończyło dzień na plusie. Nasdaq zniżkował o 2,96%, notując na zamknięciu wynik 2.474,56 pkt.
Piątkowe spadki dotknęły właściwie wszystkie branże: indeks deweloperów zanurkował o 6,8%, walory niektórych linii lotniczych zanotowały spadki rzędu kilkunastu procent, zaś główne amerykańskie banki straciły dziś na wartości po około 5%.
K.K.



























































