O godzinie 14:20 za baryłkę ropy Brento płacono 76,96$, czyli o 0,9% więcej niż przed weekendem. W tym samym czasie miedź i ołów drożały po przeszło 2%, zaś kurs EUR/USD zyskiwał ćwierć procent. W górę szły też giełdowe indeksy, co zazwyczaj zachęca inwestorów do otwierania długich pozycji w kontraktach na ropę.
W ten sposób ropie nie pomogły wieści z Japonii, gdzie w trzecim kwartale PKB wzrósł o 1,2% kw/kw, podczas gdy ekonomiści spodziewali się wyniku rzędu 0,7%. Odradzająca się po głębokiej recesji japońska gospodarka jest trzecim na świecie konsumentem ropy naftowej.
Bez większych emocji przyjęto też wypowiedź angolskiego ministra ds. ropy. Jose Maria Botelho de Vasconcelos powiedział, że OPEC jest „szczęśliwy” z cen na poziomie 75-78$. Oznacza to, że wraz ze oczekiwanym wzrostem popytu na paliwa kartel może zdecydować się na zwiększenie limitów wydobycia. Jednakże byłoby to tylko usankcjonowanie stanu faktycznego, bowiem OPEC przekracza obecne dzienne limity o ok. 1,7 mln baryłek.
Równocześnie de Vasconcelos uznał, że obecne ceny surowca nie zagrażają światowej gospodarce, która podnosi się po najgłębszej recesji od 30 lat. Przy czym ropa jest już dwukrotnie droższa niż w styczniu i osiągnęła poziom cen z 2007 roku, czyli ostatniego roku globalnego boomu gospodarczego.
K.K.






























































